Jan Banaś wspomina Meksyk: "Policja, piramidy i inflacja"

JAN BANAS
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

W Meksyku grałem przy czterdziestostopniowym upale, trenerzy zmieniali się co trzy miesiące, ale kibice... dawali takiego kopa, że nic nie przeszkadzało - mówi były gwiazdor Górnika, który ponad cztery dekady temu występował w lidze naszych dzisiejszych rywali.

LESZEK BŁAŻYŃSKI: Jak pan trafił do stolicy Meksyku?

JAN BANAŚ: - Występowałem w klubach polonijnych w Chicago, ale to była amatorka. W 1976 roku miałem 33 lata i chciałem grać w lidze, która prezentuje dobry poziom. W tamtym okresie my, piłkarze, nie mieliśmy menedżerów, więc skontaktowałem się z Jankiem Gomolą, który występował w Atletico Espanol Ciudad de Mexico. On polecił mnie działaczom i trenerowi drużyny. Wsiadłem do mojej corvetty i pojechałem z Chicago do Mexico City.

 

Nie lepiej było polecieć samolotem?

JAN BANAŚ: - Nie chciałem zostawić mojego samochodu w USA. Razem ze mną pojechał Jerzy Panek, który też grał w klubach polonijnych i również chciał załapać się do Atletico. Jechaliśmy pięć dni! Po drodze zatrzymywaliśmy się na treningi, nocleg, ale mieliśmy też inne przygody. Jeszcze w Stanach, przekroczyłem szybkość. Zatrzymali nas policjanci, prawdziwe dryblasy. Gdy podeszli do nas, powiedziałem Jurkowi, aby wyciągnął z mojego portfela 50 dolarów. Chciałem załatwić to tak, jak robiło się to w Polsce. Nie zdążyłem jednak, bo, gdy tylko zauważyli, że coś kombinujemy, kazali nam wyjść z samochodu, położyć ręce na masce. Musieliśmy wejść do policyjnego wozu, ale kajdanek nam nie założyli. Na komisariacie po około 40 minutach przyjechał sędzia i błyskawicznie sprawę załatwiono. Musieliśmy zapłacić 80 dolarów grzywny. Sędzia na odchodne powiedział, abyśmy jechali już przepisowo, bo chce się... wyspać. W końcu dotarliśmy na miejsce. Ja podpisałem kontrakt z Atletico, Jurkowi się nie udało.

 

Drużyna swoje mecze rozgrywała na legendarnym Estadio Azteca. Jaka była frekwencja na waszych meczach?

JAN BANAŚ: - Stadion mieścił wtedy ponad 100 tys. widzów, a średnio przychodziło na trybuny około 50-60 tys. kibiców. Fani byli zwariowani na punkcie piłki. W Meksyku grałem przy czterdziestostopniowym upale, trenerzy zmieniali się co trzy miesiące, ale kibice dawali takiego kopa, że nic nie przeszkadzało. Spędziłem w tym klubie ponad rok, w lidze zajęliśmy 3 miejsce, graliśmy również w międzynarodowych rozgrywkach klubowych przeciwko drużynie z Argentyny.

 

Jak się pan porozumiewał z trenerami, kolegami z zespołu?

JAN BANAŚ: - Nie trzeba być poliglotą, aby dać sobie radę w zespole piłkarskim. Poza tym hiszpański to prosty język, szybko łapałem słówka, a jak czegoś nie rozumiałem, dogadywaliśmy się na migi. Było tam międzynarodowe towarzystwo, w kadrze dziewięciu obcokrajowców, między innymi Szwed, Brazylijczycy, Argentyńczycy, a w meczu mogło grać czterech zawodników spoza Meksyku. Trzeba było mocno się starać, aby wygrać rywalizację.

 

Jak podobał się panu ten kraj?

JAN BANAŚ: - Piękne miejsce, słońce przez dwanaście miesięcy w roku, piękne kobiety. W żadnej jednak nie zabujałem się na tyle, aby później sprowadzić ją do Polski (śmiech). W wolnym czasie jeździłem do portu w Acapulco, zwiedzałem piramidy Azteków. To był również kraj niesamowitych kontrastów: przepięknych luksusowych willi oraz... domów z kartonów. Nasza drużyna była pilnowana przez ochroniarzy, bo przestępczość była spora. Gdy spoglądam wstecz, mam stamtąd prawie same miłe wspomnienia. Już dawno zapomniałem o... bólu związanym z finansami. W Atletico miałem dobry kontrakt, lepszy niż w Polsce czy w Chicago, ale w tamtym czasie w Meksyku była potężna inflacja. , Wartość moich zarobków leciała na łeb i szyję niemal z dnia na dzień! Ostatecznie zarobiłem ledwie 1/3 tego, co pierwotnie miałem zapisane w umowie. Takie to było moje kulawe szczęście... Z tamtego pobytu pozostała mi w domu jedna pamiątka - okazałe sombrero!

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~IżykUżytkownik anonimowy
~Iżyk :
No photo~IżykUżytkownik anonimowy
Podziwiam Pana i zazdroszczę.
17 lis 11:46 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii