Jakub Błaszczykowski: Nie odbierajmy innym potencjału

- Chicago Fire? To bardzo odległy temat. Mam jeszcze przez półtora roku ważny kontrakt w Wolfsburgu, chcę go wypełnić najlepiej, jak potrafię - mówi reprezentant Polski, który pojawił się podczas turnieju charytatywnego w Częstochowie.

Polska - Urugwaj
 fot. Paweł Jaskółka  /  źródło: Pressfocus

To był dobry rok. Mamy główny cel, jaki sobie zakładaliśmy, czyli awansowaliśmy do finałów mistrzostw świata w Rosji. Ja od kilku dni zacząłem się ruszać już na poważnie, wznowiłem treningi z piłką. Wracam do gry po dwóch miesiącach przerwy, dlatego w nadchodzącym 2018 roku życzę sobie przede wszystkim jednego – być zdrowym. Zdrowie jest najważniejsze. Jeśli ono jest, to z wszystkim sobie poradzisz – mówi Sportowi Jakub Błaszczykowski, z którym rozmawialiśmy po turnieju charytatywnym, jaki zorganizowała w Częstochowie jego fundacja „Ludzki Gest” na trzy dni przed Sylwestrem.

 

Dzień po turnieju Kuba wrócił do Niemiec, do Wolfsburga, a my dla przypomnienia dodajmy, że komplet sześciu tysięcy widzów szczelnie wypełnił Halę Sportową Częstochowa, będącą areną drugiej edycji niezwykłego wydarzenia sportowo-artystycznego „Świąteczne granie z Kubą”. Dochód ze sprzedaży biletów-cegiełek został przekazany na potrzeby podopiecznych fundacji.

 

- Ten turniej pokazał, że warto się spotykać w tak pięknym celu. To niesamowite, że w tym dzisiejszym świecie, który goni za sensacją, za kasą, jest czas na coś fajnego. Na uśmiech i dobre serce – stwierdził na wstępie bardzo wzruszony Kuba, którego po imprezie obległy dosłownie tłumy dzieci i dorosłych pragnących zrobić sobie zdjęcie z 97-krotnym reprezentantem Polski i jej byłym kapitanem lub chociaż zdobyć tylko autograf na kartce, specjalnie wydanym kalendarzu, czy napisanej przez Małgorzatę Domagalik biografii swego idola.

 

- Siedzieliśmy sobie kiedyś w domu z bliskimi przy herbacie i wtedy powiedziałem – zróbmy coś dla innych – Kuba opowiada o początkach swej charytatywnej misji. - Tak to się wszystko zaczęło. Miałem intuicję, bo pomysł padł na podatny grunt i teraz zbieramy tego owoce, choć trzeba też zdać sobie sprawę, że takiej imprezy nie organizuje się w trzy dni, a przez dwa-trzy miesiące. Tylko że ja jestem jedynie małym trybikiem w tej maszynie. Moja praca ogranicza się do stania przed kamerami i opowiadania. Prawdziwymi bohaterami są natomiast ludzie, którzy pracują za darmo, są wolontariuszami, ale dzięki ich ogromnemu zaangażowaniu możemy pomagać innym. To jest coś pięknego i wzruszającego.

 

ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA: Z kontuzją kręgosłupa borykał się pan od ostatniego zgrupowania drużyny narodowej, czyli od połowy listopada. Jak obecnie wygląda stan pana zdrowia?

JAKUB BŁASZCZYKOWSKI: - Jak już wspominałem - wracam do normalnych treningów. Obecnie jestem na etapie odbudowy formy fizycznej i cały czas walczę. Może powiem inaczej - wreszcie mogę walczyć o szybki powrót do zdrowia, zajęć z piłkami, dobrej dyspozycji, powrotu na boisko. Piłka nożna jest sportem kontaktowym. Zdarzają się sytuacje, kiedy dopadają cię kontuzje, urazy. Trochę ich już miałem w swojej karierze. Dlatego nie narzekam, choć nie jest łatwo.

 

Opuścił pan pięć ostatnich ligowych spotkań VfL, a nam wciąż brzmią słowa trener „Wilków”, Martin Schmidta, który stwierdził z radością po pana pierwszej bramce po bardzo długim milczeniu w Bundeslidze - „Kuba to dla nas bardzo ważny zawodnik. Przede wszystkim ze względu na doświadczenie, jakie posiada. Nie jest już może tak szybki, jak był kiedyś, ale to ogromnie doświadczony piłkarz”.

JAKUB BŁASZCZYKOWSKI: - Cieszę się, to bardzo miłe, ale nie ma dla mnie taryfy ulgowej. Muszę znów zapracować na tak sympatyczną opinię trenera. Udowodnić wszystkim na boisku, na co mnie stać, że jestem potrzebny drużynie. Oczywiście nie jest łatwo zeskoczyć ze stołka na trybunach i wrócić na boisko. By tak się stało, trzeba się bardzo spocić, zmęczyć, ale skoro nie ma od tego odwrotu, to trzeba się z tym pogodzić.

 

Jakub Błaszczykowski w 2018 roku zamieni Bundesligę na Major League Soccer? Chicago Fire to jest ten kierunek?

JAKUB BŁASZCZYKOWSKI: - Chicago Fire? To bardzo odległy temat. Mam jeszcze przez półtora roku ważny kontrakt w Wolfsburgu (do lata 2019 – przyp. red.), chcę go wypełnić, najlepiej jak potrafię. Mam tutaj swoje cele, więc teraz nie zastanawiam się, nad tym, co dalej. Tym bardziej że w piłce nie tylko rok, ale miesiąc, to bardzo czasu, to bardzo dużo. Dlatego na każdym treningu trzeba ciężko pracować. W każdym meczu dawać z siebie wszystko.

 

Podsumował pan rok reprezentacji, jako należący do udanych. Stwierdził pan, że cały czas idziemy do przodu. I z tym wypada się zgodzić, tylko że sami mocno rozbudziliście apetyty kibiców. Przypomina się 1978 rok, gdy do Argentyny – notabene w tej ekipie był selekcjoner Adam Nawałka - jechaliśmy z medalowymi aspiracjami. Wytrzymacie presję?

JAKUB BŁASZCZYKOWSKI: - Naturalnie zdaję sobie sprawę z oczekiwań kibiców, ale ja zawsze staram się odcinać od takich spekulacji. Tym bardziej że wszystkie mecze zaczynają się zawsze od stanu 0:0. Owszem, mamy potencjał, by zajść wysoko na mundialu, to jest moje marzenie, jednak daleki jestem od stwierdzenia, że mamy już drużynę na medal. Oczywiście ciężko byłoby osiągnąć sukces, nie wierząc w niego, nie walcząc o niego, ale do mistrzostw świata zostało jeszcze pół roku i w tym czasie w życiu piłkarza może się wiele wydarzyć. Podchodzę do tego cierpliwie, jedyne, co możemy zrobić, to ciężko, spokojnie pracować.

 

Po losowaniu grup w Rosji przez kraj przetoczyła się opinia, że trafiliśmy do atrakcyjnej, ciekawej grupy, ale mogło być... dużo gorzej.

JAKUB BŁASZCZYKOWSKI: - Nie podzielam jej. Grupę mamy bardzo ciężką. Jeśli ktoś myśli, że będzie łatwo, to się myli. Jeszcze nie miałem przyjemności zagrać na mundialu, ale kilka spotkań na turnieju rangi mistrzowskiej zagrałem, więc doświadczenie mi podpowiada, że trzeba się bardzo dobrze przygotować do turnieju w Rosji i nie liczyć na to, że czeka nas tam jakiś łatwiejszy pojedynek.

 

Tym bardziej że mamy tak naprawdę tylko jedenastkę bez silnego zaplecza?

JAKUB BŁASZCZYKOWSKI: - Nie odbierajmy potencjału innym. Mamy 25 zawodników, którzy mogą zagrać na takim samym poziomie, jak ci kluczowi gracze.

 

Z tej samej kategorii