Ryzyko opłaciło się, ale tylko w połowie. Remisujemy ze Szwedami

Łukasz Moneta
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Biało-czerwoni mecz z mistrzami Europy rozpoczęli bardzo obiecująco, ale nie zdołali ich pokonać, ratując remis w doliczonym czasie gry.

Polacy nie byli faworytami spotkania z mistrzami Europy, ale w pierwszych minutach zaskoczyli Szwedów. Biało-czerwoni zdobyli gola już w 6 minucie - Dawid Kownacki ograł z dziecinną łatwością „na obieg” Davida Dagerstala, a zamykający akcję Łukasz Moneta uderzeniem prawą nogą zmusił do kapitulacji Antona Cajtofta.

 

W 24 minucie zespół Marcina Dorny wrócił z dalekiej podróży, gdy Carlos Strandberg padł jak rażony piorunem w naszym polu karnym. Wydawało się, ze napastnika Szwedów zahaczył Jakub Wrąbel, ale było to tylko symulka piłkarza belgijskiego Westerloo. Zamiast „jedenastki” Strandberg wywalczył… żółtą kartkę. Inna sprawa, że Szwed był na spalonym, ale czego sędziowie nie raczyli zauważyć. Niewiele brakowało, by trzy minuty później Szwedzi doprowadzili do wyrównania, gdy po zderzeniu Jarosława Jacha z Janem Bednarkiem do bezpańskiej piłki dopadł Strandberg. Na nasze szczęście uderzenie napastnika rywali było anemiczne i mało precyzyjne, więc Wrąbel nie miał kłopotów z obroną tego strzału.

 

W 33 minucie Paweł Cibicki uderzył z woleja z 16 metrów, ale chybił celu. Szwedzi zbyt łatwo dochodzili do pozycji strzeleckich i w 36 minucie nie było już apelacji. Seria błędów naszej defensywy skończyła się utratą gola. Wprawdzie strzał Alexandra Franssona Wrąbel obronił, ale dobitka głową Strandberga była już skuteczna. Po raz drugi Wrąbel wyciągał piłkę z siatki w 41 minucie. Kristoffer Olsson zacentrował z rzutu rożnego wprost na głowę Jacoba Larssona (przysnął Jach) i Szwedzi objęli prowadzenie.

 

Na początku II połowy graliśmy bardzo bojaźliwie, ale w 53 minucie po szybkim kontrataku mieliśmy szansę na wyrównującą bramkę. Mariusz Stepiński urwał się obrońcom i zagrał na lewą stronę do Karola Linetty’ego, ale strzał pomocnika Sampdorii odbił nogami Cajtoft. W końcówce spotkania Polacy wszystko postawili an jedną kartę. W 82 minucie Cajtoft dwukrotnie wyszedł z opresji obronną ręką, broniąc najpierw główkę Kownackiego i bombę Linetty’ego. Po trzecim z rzędu kornerze przed szansą stanął Jarosław Niezgoda, lecz został zablokowany i mieliśmy… kolejny rzut rożny. Ryzyko podjęte przez biało-czerwonych przyniosło zdobycz bramkowa w doliczonym czasie gry. Dagerstal sfaulował w polu karnym Bednarka, a Kownacki wygrał próbę nerwów z bramkarzem Szwedów i w stylu Roberta Lewandowskiego posłał piłkę do siatki.

 

Polska - Szwecja 2:2 (1:2)

1:0 - Moneta, 6 min (asysta Kownacki)

1:1 - Strandberg, 36 min (głową, bez asysty)

1:2 - J. Larsson, 41 min (głową, asysta K. Olsson)

2:2 - Kownacki, 90+1 min (karny)

Sędziował Slavko Vinczić (Słowenia). Widzów 14651.

 

POLSKA: Wrąbel - Kędziora, Bednarek, Jach, Jaroszyński - Linetty, Dawidowicz (88. K. Piątek) - Frankowski, Kownacki, Moneta (74. Lipski) - Stępiński (58. Niezgoda). Trener Marcin DORNA.

SZWECJA: Cajtoft - Wahlqvist, J. Larsson, Dagerstal, Lundqvist - Tibbling (62. Tanković), Hallberg, Fransson (87. Mrabti) - K. Olsson – Strandberg (69. Engvall), Cibicki. Trener Hakan ERICSON.

Żółte kartki: Kownacki (46. faul), Niezgoda (64. faul), Bednarek (70. faul), Linetty (86. próba wymuszenia karnego) - K. Olsson (19. faul), Strandberg (24. próba wymuszenia karnego), Cibicki (29. symulowanie faulu), Hallberg (89. faul), Dagerstal (90. faul), Wahlqvist (90+4. faul).

Piłkarz meczu - Dawid KOWNACKI.

Z tej samej kategorii