Ile i za co? Biesiada pod Kaukazem

Armenia - Polska
 fot. Pawel Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

Teren był trudny, więc mieliśmy prawo spodziewać się thrillera. Taki scenariusz biało-czerwoni szybko jednak wybili wszystkim z głowy. Weszli na murawę jak do bufetu…

Ormianie w niczym nie przypominali zespołu, który w zeszłym roku napsuł nam mnóstwo krwi na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tym razem stanowili tylko tło dla drużyny, która wcale nie rozgrywała najlepszego meczu w tych eliminacjach. Końcowy wynik wyśmienity, ale - z uwagi na sanatoryjną dyspozycję gospodarzy – rozmiary triumfu nie mogą skutkować kosmicznie wysokimi notami.

 

Wojciech SZCZĘSNY (90 minut) – 6
Długo był zupełnie bezrobotny. Pierwszy kontakt z piłką zaliczył dopiero wtedy, kiedy trzeba było ją wyciągnąć z siatki. Przy strzale głową z bliskiej odległości nie miał jednak wiele do powiedzenia. Po zmianie stron rozpoczął bramkową akcję precyzyjnym podaniem pod linię boczną. Potem wygrał jeszcze sytuację sam na sam i otrzepał bluzę z resztek murawy.

 

Łukasz PISZCZEK (90 minut) – 7
Nie zapominał o obowiązkach w destrukcji, ale od pierwszej minuty pełnił w zasadzie rolę skrzydłowego. Po jego przytomnej asyście objęliśmy prowadzenie. Znakomitą robotę wykonał też przy golu na 4:1. Idealnie obsłużył głową Jakuba Błaszczykowskiego, a potem pognał za nim, do końca siejąc niepokój w szeregach obronnych rywala. To był jeden z tych dni, w których czuł się jak u siebie w domu na całej długości boiska.

 

Kamil GLIK (90 minut) – 5
Kiedy Ormianie grali po ziemi, zawsze był tam, gdzie trzeba. Wystarczyła jednak jedna centra z rzutu rożnego, a zgubił krycie i pozwolił rywalowi na korektę rezultatu. Tej klasy stoperowi taka obsuwa nie przystoi, zwłaszcza w starciu z rywalem, któremu mógłby zaproponować autograf. Chwila słabości nie zdeprymowała go jednak w najmniejszym stopniu. W samej końcówce znakomitym wślizgiem uratował zespół przed utratą drugiego gola.

 

Michał PAZDAN (85 minut) - 6
Skoncentrowany, szybki, niezawodny. Znów zagrał jak automat, co należy uznać za komplement. Fajerwerki i fantazję zostawiamy graczom przednich formacji. W tyłach ma być prosto i skutecznie. Pazdan stworzył model takiej właśnie gry.

 

Bartosz BERESZYŃSKI (90 minut) – 6
Nie zawsze idealnie rozumiał się z partnerami, ale na pewno nie zawiódł. Selekcjoner Adam Nawałka zdecydował się ustawić na lewej obronie właśnie jego, głównie z uwagi na walory fizyczne, których nie ma Maciej Rybus. I kilka razy rzeczywiście trzeba się było na boku mocno poprzepychać. Zwykle „Bereś” wychodził z takich konfrontacji zwycięsko. Gdyby ktoś nie pamiętał - w kadrze był to jego pierwszy mecz o stawkę…

 

Jakub BŁASZCZYKOWSKI (90 minut) – 8
W pierwszej fazie spotkania najczęściej faulowany polski zawodnik. Wynikało to z jego aktywności i pędu do gry kombinacyjnej. Świetną szarżą z drugiej połowy, zakończoną golem, w zasadzie rzucił Ormian na kolana. Nie zadowolił się jednak łatwo zdobytym skalpem. W końcówce to on odegrał główną rolę w akcji, po której ustalono wynik spotkania. Szybki drybling przy linii końcowej i mierzone podanie – to lubimy u niego od zawsze.

Grzegorz KRYCHOWIAK (90 minuty) – 6
Każdy kto oczekiwał, że w Erywanie zobaczy „Krychę” z finałów Euro 2016, poczuł się odrobinę rozczarowany. Widać, że gracz WBA znów jest na boisku piłkarzem, ale na powrót do czasów radosnej dyrygentury musi jeszcze chwilę poczekać. Spisał się jednak na tyle solidnie, że decyzja o wystawianiu go do podstawowego składu broni się w całej rozciągłości. Czas gra teraz na jego korzyść. Do mundialu zostało osiem miesięcy – w sam raz na pełną reinkarnację.

 

Karol LINETTY (59 minuty) – 4
Procent niedokładnych podań i strat tym razem wyraźnie poniżej średniej, ale bardziej wynikało to z klasy rywala niż z progresu samego zawodnika. Jego występ miał walor przede wszystkim statystyczny. Niewiele pomógł, w niczym nie przeszkodził. Zszedł z drobnym urazem.

 

Piotr ZIELIŃSKI (90 minut) – 6
Po faulu na nim podyktowany został rzut wolny, po którym padła druga bramka dla biało-czerwonych. Do pierwszoplanowych postaci spotkania znów jednak nie należał. Zamiast przyspieszać, często wstrzymywał akcje, szukając najbezpieczniejszego rozwiązania. Potencjału kreacji – a podobno posiada przepotężny – nie zechciał wykorzystać nawet w ułamku. Szkoda, bo mizeria przeciwnika zachęcała, by dać mały koncert. Brawa za kapitalny strzał z dystansu w drugiej odsłonie. Gdyby tylko był łaskaw uderzać w ten sposób częściej niż raz na kilka godzin…

 

Kamil GROSICKI (72 minuty) – 8
Kapitalne otwarcie. Uderzył na 1:0 tak technicznie, że przez chwilę sam nie mógł uwierzyć, że piłka jednak trafiła do siatki. Tym golem dał drużynie spokój i pozwolił na rozwinięcie skrzydeł. Później swobodnie schodził w rejon, gdzie zwykle operuje środkowy napastnik, tyle że nie przekładało się to na kolejne spięcia pod bramką Ormian. Kiedy wydawało się, że na moment przysnął, zakręcił ładnie w polu karnym i obsłużył „Lewego” asystą, która okazał się przystawką do dziejowego wyczynu.

 

Robert LEWANDOWSKI (90 minut) – 9
Zaskakująco często widzieliśmy go w narożniku boiska. Ale jak już stanął w świetle bramki, to trafił – od razu dwa razy. Drugi gol dał mu przepustkę do historii (patrz str. 2). Potem w niegroźnej sytuacji podarował rywalom korner, po którym zdobyli gola, ale o rozgrzeszenie nikogo prosić nie musiał. Winę odkupił z uśmiechem na twarzy po przerwie, zdobywając w drużynie narodowej bramkę nr 50. Toast wypadało wznieść setką.

 

Krzysztof MĄCZYŃSKI (31 minut) - 4
Zdążył zaliczyć asystę drugiego stopnia przy piątej bramce. W dodatku w lekko brazylijskim stylu, bo podeszwą. A potem huknął jeszcze sprzed pola karnego – kąśliwie, „po koźle”. Nie wpadło, ale miło było popatrzeć.

 

Rafał WOLSKI (18 minut) – 1
Nie spodziewał się udziału w grze, a zszedł z murawy z golem na koncie. Czy ktoś jeszcze pamięta jego cichy zatarg z selekcjonerem z lata 2014 roku? Chyba tylko zhardziali kronikarze.

 

Thiago CIONEK (5 minut) – niesklas.

 

Z tej samej kategorii