Kopiec prochu - kadra przed decydującym momentem eliminacji

05.10.2017 ARMENIA - POLSKA ELIMINACJE MISTRZOSTW SWIATA FIFA 2018 PILKA NOZNA
 fot. Łukasz Skwiot  /  źródło: Cyfrasport

Niedzielny bój z Czarnogórą nie tylko zamknie, ale i otworzy kolejny etap budowania drużyny na rosyjski mundial. Klucz do sukcesu jak zwykle ukryty jest w notesie selekcjonera.

Bez względu na przebieg boiskowych zdarzeń z drużyną narodową nie sposób się nudzić. Tylko w trzech ostatnich potyczkach z udziałem biało-czerwonych padło aż 14 bramek. Dziś może być nieco inaczej, ale nawet przy 0:0 czeka nas wieczór na wysokiej adrenalinie do ostatnich sekund spotkania. Czekając na potyczkę z Czarnogórcami, wracamy jeszcze do strzelaniny w Armenii. Z góry prochu wyłania się kilka ciekawych wątków…

 

1. Słabość nietuszowana

Wiele wskazuje na to, że Łukasz Fabiański przeżyje podobną przygodę jak przed 12 laty. Poleciał wówczas na mundial – jako jedyny z obecnych kadrowiczów – i nie zagrał tam ani minuty. Pierwszym golkiperem reprezentacji był Artur Boruc, przeżywający pierwszy okres swej świetności. Dzisiaj taką jedynką jest Wojciech Szczęsny. W Erywanie przekonaliśmy się o tym po raz kolejny. Mimo że „Fabian” był w pełni sił, usiadł na ławce rezerwowych.

 

Tym samym ostatecznie został odarty ze złudzeń. W drużynie narodowej będzie tylko dublerem, co w dużej mierze jest efektem słabości do jego młodszego kolegi, jaką od dłuższego czasu żywi selekcjoner Adam Nawałka. Oczywiście jako szef ekipy ma do tego pełne prawo. Roszady między słupkami dokonałby pewnie, nawet gdyby Fabiański nie skapitulował czterokrotnie w Kopenhadze.

 

2. Nowe rozdanie

Niewykluczone, że na ormiańskiej ziemi od zera ruszyła rywalizacja o miejsce na lewej obronie. To dzisiaj bodaj jedyna pozycja w zespole, która nie ma swojego faworyta. Stało się tak za sprawą Bartosza Bereszyńskiego. Zagrał w kadrze pierwszy mecz o stawkę i sprostał wyzwaniu lepiej niż dobrze. Czy Artur Jędrzejczyk, przechodzący obecnie rekonwalescencję po operacji palca, ma coś, czego nie ma „Bereś”? Tak – większe doświadczenie w konfrontacjach międzynarodowych. Ale już w aspekcie czysto boiskowym niekoniecznie.

 

Bereszyński łączy bowiem walory dwóch graczy, którzy o miejsce na lewej flance defensywy konkurowali do tej pory, czyli Macieja Rybusa i właśnie Jędrzejczyka. Jest lepiej zbudowany i skuteczniej broni od tego pierwszego, a do tego – jako były napastnik – dysponuje znacznie pokaźniejszym potencjałem ofensywnym niż „Jędza”. Z tego względu na rosyjskich arenach to defensor Sampdorii Genua może być jednym z pierwszych jedenastu wyborów selekcjonera. Ale najpierw… niech ładnie poprosi o to jeszcze raz, w decydującym starciu z Czarnogórą.

 

3. Rozdrażnić lwa

Kami Grosicki uwielbia jesienne klimaty. Z 10 reprezentacyjnych bramek aż osiem zdobył w okresie od września do listopada. Wszystkie natomiast stały się jego łupem już po objęciu posady trenera kadry przez Nawałkę. Ciekawe jednak, że jest jeszcze jedna prawidłowość, która wiąże się z trafieniami „Grosika”. Chodzi bowiem o piłkarza, którego nad wyraz mocno pobudzają negatywne emocje. Wystarczy spojrzeć na trzy ostatnie jego jesienne gole. Listopad 2015 – w towarzyskim meczu pokonuje bramkarza Czech i zaraz potem pokazuje koszulkę z napisem „Pray for Paris” w hołdzie 129 ofiarom terrorystycznych zamachów we Francji. Listopad 2016 – fenomenalnym rajdem rzuca na kolana golkipera Rumunii po tym, jak media upatrują w nim jednego z głównych bohaterów afery alkoholowej, która wybuchał w kadrze podczas wcześniejszego zgrupowania. I wreszcie październik 2017 – już w drugiej minucie ładuje piłkę do siatki Ormian, a potem z sarkazmem pozdrawia tych, którzy przez dwa dni opowiadali o jego rzekomej wizycie w kasynie i powrocie do hazardowego nałogu.

 

Wniosek? Mamy w zespole lwa, którego łatwo rozdrażnić. Jest sobota, dzień przed meczem o wszystko. Kamil oznajmił właśnie, że swojego nazwiska szargać nie pozwoli. Ale dla dobra sprawy - jakaś subtelna uszczypliwość pod jego adresem nie zaszkodzi…

 

4. Środek pola straszy

Może nie było widać tego dobitnie na tle tak słabego rywala, jakim była Armenia, jednak po raz kolejny trzeba o tym napisać. Selekcjoner ma problem w środku drugiej linii. Jeden rutyniarz i dwóch praktykantów to nie są proporcje, które pozwoliłyby nam z szalonym optymizmem odliczać dni do finałów mistrzostw świata. O możliwościach Grzegorza Krychowiaka nikogo nie trzeba przekonywać. Sęk w tym, że Piotr Zieliński i Karol Linetty to wciąż melodia przyszłości – i wydaje się, że zdecydowanie dalszej niż lato 2018. Na dodatek o ile ten pierwszy daje z rzadka sygnały, że któregoś dnia w drużynie narodowej może stać się kimś ważnym, o tyle ten drugi budzi już nawet nie irytację, a zwykły lęk. Ile razy musi zagrać w kadrze „na alibi”, żeby stracić miejsce w wyjściowej jedenastce?

 

5. „Lewy” miał rację

To nieprawda, że największą siłą rażenia biało-czerwoni dysponują tylko wtedy, kiedy grają klasycznym 4-4-2. Z jednym napastnikiem też potrafią pokusić się o kanonadę, czemu w Erywaniu dali wyraz z niebywałą swobodą. Ale by tak się działo, trzeba spełnić jeden podstawowy warunek – formacja pomocy musi kreować wolną przestrzeń ruchem bez piłki. Dokładnie o tym mówił Robert Lewandowski dwa dni przed spotkaniem. Jego partnerzy, zwłaszcza skrzydłowi, wzięli to sobie do serca i stanęli na wysokości zadania. A on nie zapomniał podziękować. Bez nich nie miałby tak genialnego dorobku za kadencji obecnego selekcjonera – 32 gole w 32 występach!

Z tej samej kategorii