Pomocnik Rakowa z ormiańskimi korzeniami: Życzę Polsce awansu

Aghwan Papikjan - Rakow Czestochowa
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Aghwan Papikjan wraz bratem od kilku dni mogą określać się pełnoprawnymi obywatelami naszego kraju. W dzisiejszym meczu Armenii z Polską piłkarz Rakowa Częstochowa będzie trzymał kciuki za... oba zespoły. Idealnym scenariuszem byłyby punkty dla jednych, a awans na mundial - dla drugich!

Aghwan Papikjan urodził się w Łodzi, rok starszy Wolodja w Erewaniu. Bracia piłkarze wychowywali się w Polsce i nad Wisłą ukształtowali się zarówno jako zawodnicy, jak i ludzie. Mimo gry w reprezentacjach Armenii różnych kategorii wiekowych doskonale było wiadomo, że ich przyszłość nierozerwalnie wiąże się z Polską.

 

- Pomysł, aby starać się o polskie obywatelstwo, pojawił się już dużo wcześniej. Były próby, ale nieudane. Zmieniliśmy prawników i podjęliśmy kolejne - opowiada pomocnik Rakowa Częstochowa. - Trochę się naczekaliśmy, bo papiery złożyliśmy w lutym. Kilka dni temu dostaliśmy informację, że obywatelstwa zostaną nam przyznane, a w poniedziałek odwiedziliśmy łódzki urząd, w którym odebraliśmy paszport i inne dokumenty. Gdy czekaliśmy na pozytywne rozpatrzenie naszej sprawy, po głowie chodziły różne myśli. Wiadomo, jak to jest. Takie sprawy zawsze trwają i nie zawsze się udają. Było wielu sportowców, którzy próbowali i nic z tego. Polska to jednak nasz drugi dom, tu się wychowaliśmy i tu spędziliśmy większość naszego życia - dodaje Papikjan.

 

Hymn i Pan Tadeusz

Jak ważna jest to dla braci zmiana? - Od dawna czułem się Polakiem, ale teraz mam w końcu paszport i przemieszczanie się po Europie będzie dużo łatwiejsze, Armenia przecież nie jest w Unii Europejskiej. W życiu prywatnym, jak i zawodowym, były kłopoty. Teraz np., gdybym otrzymał ofertę z zagranicznego klubu, bez problemów mógłbym tam pójść grać - przyznaje 23-latek. Koledzy z Rakowa z sympatią przyjęli wiadomość o polskim obywatelstwie dla „Papika”. Drużyna spod Jasnej Góry starała się wykorzystać to wydarzenie, aby przetestować wiedzę Aghwana. - Co prawda na początku tygodnia mieliśmy wolne, ale szybko dostałem wiadomości od kolegów, że po lub przed jednym z najbliższych treningów będę musiał zaśpiewać Mazurka Dąbrowskiego i recytować Pana Tadeusza - śmieje się były piłkarz ŁKS-u i GKS-u Bełchatów, który jednak w „biało-czerwonych” barwach nie zagra. I nie chodzi o to, czy kiedykolwiek będzie prezentował odpowiedni poziom. - Mam na swoim koncie powołania i mecze w reprezentacji Armenii, więc opcja gry dla Polski odpada. To jednak nie tak, że jeździłem na mecze młodzieżowych reprezentacji niejako z musu. Po prostu chciałem grać w dorosłej kadrze Armenii - uśmiecha się Papikjan.

 

Trudny mecz

W czwartek Aghwanowi nie łatwo będzie oglądać mecz eliminacji mistrzostw świata pomiędzy Armenią a Polską. Mocno bowiem trzyma kciuki za jedną i drugą reprezentację. - Będę kibicował Armenii, bo nie jest faworytem. Chciałbym, żeby zaprezentowała się dobrze na tle „biało-czerwonych”. Polsce życzę awansu i jestem pewien, że zespół trenera Adama Nawałki dokona tego w niedzielę - mówi piłkarz, który przekonuje, iż Armenia postawi wysoko poprzeczkę Polsce. - Mamy młodszą drużynę niż kiedyś, ale to ciekawy zespół, z utalentowanymi zawodnikami, którzy grają w wielu europejskich ligach. Może to nie są topowe kluby, ale na pewno ciekawe drużyny - z Macedonii, Ukrainy czy Rosji. Na pewno Armenia w czwartek pokaże charakter i wolę walki - dodaje Papikjan.

 

Nie koniec mieszania

„Papik” wierzy w reprezentację Armenii, ale wierzy i w „swój” Raków, który w kilka tygodni ze strefy spadkowej wywindował się na 6. miejsce w tabeli pierwszej ligi. Skąd taka przemiana beniaminka? - Myślę, że trener Papszun trochę nas odmienił. Na początku sezonu wychodziliśmy na boisko pewni siebie, ale po kilku pechowych porażkach ta pewność mocno spadła. Trener powiedział nam, że nie możemy się poddawać, że trzeba walczyć i wierzyć w swoje umiejętności, bo mamy je na wysokim poziomie. Wygrana w Głogowie dała nam „kopa” i znów odmieniła nas, dzięki czemu ostatnio dużo strzelamy goli i wygrywamy - opowiada Papikjan, który jest przekonany, że Raków nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. - Wszyscy wiemy, jaka to jest liga. Każdy po kilku zwycięstwach może przebić się do góry, a stałej czołówki po prostu nie ma. To dziwna liga, ale nas stać, by grać najlepszą piłkę, bo ostatnio tak jest. Walczymy o jak najlepsze miejsce i chcemy jeszcze namieszać, choć wiadomo, że celem minimum jest utrzymanie się na zapleczu ekstraklasy - przyznaje piłkarz częstochowskiej drużyny.

 

Agwhan w armeńskich kadrach

seniorska reprezentacja – 2 mecze, 0 goli

do lat 21 – 17 meczów, 1 gol

do lat 19 – 9 meczów, 2 gole

do lat 17 – 3 mecze, 1 gol

Z tej samej kategorii