Mistrz spokojnie zrobił swoje

Dawid Czapliński
 fot. Mirosław Szozda  /  źródło: 400mm

Niespodzianki nie było. Legioniści - choć nie wystąpili w najsilniejszym składzie i swą postawą nie zachwycili - bez problemów uporali się z III-ligowcem.

Na taki mecz Opolszczyzna czekała od dawna. Wyliczono, że ostatnia wizyta Legii w tym regionie miała miejsce w 1993 roku przy okazji spotkania 1/16 finału Pucharu Polski w Namysłowie. Wtedy „wojskowi” - po golu Wojciecha Kowalczyka - wygrali z tamtejszym Startem 1:0. Wczoraj - zamiast do Zdzieszowic - warszawianie przyjechali do Opola, a naprzeciw nich stanął pełniący przy Oleskiej honory gospodarza, Ruch Zdzieszowice. Niespodzianki nie było, bo być nie mogło. Legia dysponuje na tyle silną i wyrównaną kadrą, że nawet desygnując do gry dublerów i młodzieżowców, nie miała większych problemów z pokonaniem niżej notowanego i grającego jakby bez wiary w powodzenie rywala.

 

Powtórki nie było
W czwartek minęło dokładnie 6 lat od największego pucharowego sukcesu „Zdzichów”, jakim było wyeliminowanie Jagiellonii Białystok z 1/16 finału. Tych, którzy liczyli na powtórkę, nie brakowało, ale realistów było znacznie więcej. Braki kadrowe sprawiły, że trener [Andrzej Polak] musiał eksperymentować ze składem. - Posypała nam się linia obrony, ale musimy ją jakoś sklecić - mówił przed pierwszym gwizdkiem szkoleniowiec Ruchu, pod którego wodzą „Zdzichy” wyeliminowały „Jagę”. Brak pauzującego za kartki Konrada Kostrzyckiego oraz kontuzjowanego Daniela Nowaka był jednak aż nadto widoczny.

 

Nawet go nie dotknął
Legia jest na tyle silnym zespołem, że sędziowie nie muszą jej pomagać, a w 18 min zwyczajnie dali się nabrać. Rozpędzony Jarosław Niezgoda przebiegał obok Sebastiana Waremki, przewracając się na linii 16 metrów. Arbiter po dłuższej chwili i podpowiedzi asystenta - mimo protestów miejscowych - wskazał na „wapno”, którego pewnym egzekutorem okazał się Łukasz Broź. - Nic mu nie zrobiłem. Nie dość, że sam się przewrócił, to jeszcze zrobił to przed polem karnym. Jestem zdziwiony decyzją sędziego - mówił lewy obrońca Ruchu, który z konieczności zagrał jako stoper. Legioniści mieli więc w zapasie bramkę, dzięki czemu nie musieli specjalnie forsować tempa. Wciągali rywali na własną połowę, ale ci nie mieli pomysłu na rozmontowanie defensywy. W 38 min mogło być 0:2. Na strzał z rzutu wolnego zdecydował się Sebastian Szymański, trafiając w spojenie słupka z poprzeczką.

 

Sił coraz mniej
Po przerwie niewiele się zmieniło. Przyjezdni kontrolowali przebieg gry i właściwie tylko raz ich obrońcy dali się zaskoczyć. W 62 min na przebój uszył rezerwowy Mateusz Pałach, który wycofał piłkę do Dawida Czaplińskiego, ale napastnik, który swego czasu był na celowniku Legii, fatalnie spudłował. Może gdyby w tym momencie padł gol, wynik pozostawałby sprawą otwartą... Tymczasem 2 minuty później spod opieki stoperów uwolnił się dżoker Armando Sadiku i bodaj w swym drugim kontakcie z piłką - wykorzystując dośrodkowanie Szymańskiego - z 6 m pokonał Patryka Sochackiego. W ostatnim kwadransie opadających z sił piłkarzy Ruchu „dobili” Szymański i Maciej Dąbrowski.

 

Szacunek do rywala
- Mieliśmy trudniejsze momenty, ale kontrolowaliśmy przebieg gry i zasłużenie wygraliśmy. Ruch robił, co potrafił najlepiej, ale byliśmy lepsi. Teraz skupiamy się na lidze - powiedział najlepszy na boisku [Sebastian Szymański]. Trener Romeo Jozak był pewny wygranej. - W takim meczu niezwykle ważna jest koncentracja i udało nam się ją zachować. Gratuluję również rywalom, którzy zaszli w rozgrywkach daleko, co było wielkim wydarzeniem dla klubu i regionu. Podeszliśmy do rywala z szacunkiem, ale również z jasnym celem. Atmosfera w drużynie staje się pozytywna i to mnie cieszy. Pracowaliśmy nad tym i wykonaliśmy krok do przodu. Pozwoliłem odpocząć kilku zawodnikom. Mamy silny zespół i mogłem sobie pozwolić na rotację - wyjaśnił chorwacki szkoleniowiec warszawian, którzy wczoraj wskoczyli na autostradę do finału. W ćwierćfinale Pucharu Polski ich rywalem będzie Bytovia.

 

Ruch Zdzieszowice - Legia Warszawa 0:4 (0:1)
0:1 - Broź, 18 min (karny)
0:2 - Sadiku, 64 min (asysta Szymański)
0:3 - Szymański, 75 min (asysta Kucharczyk)
0:4 - Dąbrowski, 82 min (głową, asysta Pasquato)
Sędziował Kornel Paszkiewicz (Wrocław). Widzów 3500.


RUCH: Sochacki - S. Polak, Bachor, Weremko, Kiliński - Sotor, Wieczorek (64. Zychowicz), Czajkowski, Wanat (76. Rudnik), Zapotoczny (56. Pałach) - Czapliński. Trener Andrzej POLAK.
LEGIA: Cierzniak - Broź, Mateusz Żyro, Dąbrowski, Moneta - Szymański, Kopczyński (73. Szczepański), Mączyński, Pasquato, Chukwu (46. Kucharczyk) - Niezgoda (60. Sadiku). Trener Romeo JOZAK.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~kibic 123Użytkownik anonimowy
~kibic 123 :
No photo~kibic 123Użytkownik anonimowy
Gorliwość sędziego przy podyktowaniu karnego -"zadziwiająca"... Oni (sędziowie) dostają jakieś specjale premie? Legia i tak by wygrała więc pytam po co sędzia pomaga w tak beszczelnym stylu?
21 wrz 21:49 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~zastępca szeryfaUżytkownik anonimowy
~zastępca szeryfa :
No photo~zastępca szeryfaUżytkownik anonimowy
z warszawską bandą wygra tylko Szeriff
21 wrz 23:10 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
I znowu sedzia sie popisał to skandal co te patałachy wyprawiają cz PZPN tego niewidzi to wymienić ich prezesa.Złodzieje faworyzujecie Legie.
22 wrz 09:35 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii