Robert Barton: Słyszałem, że trzeba „Zagrać z Legią i umrzeć”

Jesteśmy specjalistami od Pucharu Polski - śmieje się były prezes Ruchu, za którego kadencji drużyna w sezonie 2011/12 dotarła do ćwierćfinału tych rozgrywek.

Robert Barton były prezes Ruchu Zdzieszowice
 fot. Mirosław Szozda  /  źródło: SPORT

Maciej GRYGIERCZYK: Żal, że dziś nie zagracie w Zdzieszowicach?
Robert BARTON: - Ogromny. I nie mówię tego jako osoba, która od lat jest przy klubie, tylko na podstawie rozmów z ludźmi. W mieście wielu było rozżalonych, słyszałem dramatyczne wypowiedzi, że niektórzy zbojkotują ten mecz, nie chcą go, nie pojadą. Rozumiem to, ale trzeba podejść do tematu rozsądnie. Na kogo tu się obrażać? Zawodników, którzy wybiegali sobie tę 1/8? Może za wiele byśmy chcieli? Może Legia to na nasz stadion rzeczywiście za dużo, że nas to przerosło? I infrastruktura faktycznie nie jest dostatecznie gotowa, skoro policja wystawiła negatywną opinię? Jasne, że marzyło się, by zobaczyć na tle Góry Świętej Anny naszych chłopaków walczących z rywalami w koszulkach z „eLką”. Słyszałem nawet takie hasło „Zagrać z Legią i umrzeć”. Ludzie po tym awansie chodzili po Zdzieszowicach dumni, że zagramy z Warszawą. I zagramy! W pewnym momencie mogło nawet wydawać się, że ten mecz w ogóle może się nie odbyć. Dlatego trzeba jechać do Opola.

Wracają wspomnienia sprzed sześciu lat?
Robert BARTON: - Nie da się ukryć. Każdy pamięta, że dało się zorganizować mecze z Jagiellonią Białystok czy Ruchem Chorzów, który zawitał do nas z rzeszą kibiców. A teraz się nie da… Zostawmy już to jednak, bo emocje opadły. 6 i 7 lat temu w Pucharze Polski prezentowaliśmy się bardzo fajnie. Śmiejemy się, że jesteśmy specjalistami, a teraz dołączył do nas kolejny, czyli trener Andrzej Polak, który w tamtych sezonach prowadził zespół. Pewnie nie czuje się do końca komfortowo, bo poprzednie trzy rundy drużyna przebrnęła pod wodzą Aleksandra Kalbrona, ale musi to pociągnąć. Ma pucharowe wspomnienia ze Skalnika Gracze i ze „Zdzichów”. Kapitalne czasy, stadion wypełniony po brzegi. Coś pięknego. Gdy dzień po wygranej z Jagiellonią wyszło się na ulicę, każdy klepał po plecach. Szkoda, że Puchar Polski wtedy nie miał takiego prestiżu. Nawet telewizja nie przyjechała, a z drużyną z Białegostoku rozegraliśmy przepiękny mecz. Mam go nagrany, czasami do niego wracam. Dwa gole strzelił Mateusz Bukowiec, ale każdy zagrał wybitnie. Tam każde zagranie wychodziło. Po tej wygranej dostawałem sms-y, czy idziemy na europejskie puchary (śmiech). Powtórka marzyłaby się teraz z Legią.

Duże nadzieje?
Robert BARTON: - Nie mówię, że są obawy, bo każdy się „zepnie”, ale w ostatnim meczu straciliśmy Daniela Nowaka, a Konrad Kostrzycki nie zagra za kartki. Będzie trudno, lecz coś trzeba poskładać. Legia nie też nie jest w fenomenalnej formie. Jeśli nie zdominuje nas w pierwszej połowie, to z czasem może być różnie. Minusem będzie nie nasze boisko. I tak wierzę jednak, że drużyna postara się o reklamę Zdzieszowic. Że to nie tak, jak pokazano ostatnio w telewizji - ławeczka i dwóch nie do końca trzeźwych panów. Że mamy też u nas fajny klub.

Legia ma w Zdzieszowicach kibiców?
Robert BARTON: - Tak. Znam zresztą co najmniej kilku byłych zawodników, którzy są fanami Legii. Leszek Juszczak, Janusz Kapłon… Niektórzy ludzie ucieszyli się po losowaniu, że przyjedzie „ich” klub, choć nasze miasto w większej części sympatyzuje z innym klubem, ze Śląska (Górnikiem Zabrze - dop. red.).

To w czwartkowe popołudnie ulice się wyludnią?
Robert BARTON: - Może tak być. Wielu ludzi będzie oglądać mecz w telewizji. Dobrze, że jest taka możliwość. To nie jest komfortowa pora. Raz, że czwartek, dwa - 15.30. Koksownia kończy zmianę o 14.00, a pojawiały się informacje, że pod stadionem dobrze być ze sporym zapasem czasowym, by spokojnie zdążyć na pierwszy gwizdek.

I tylko szkoda, że burmistrz nie dożył takiego meczu.
Robert BARTON: - Trudno się nie zgodzić. Żal, że Dieter Przewdzing, nasz największy w historii kibic, fan Ruchu nr 1, nie doczekał takiego meczu. Jak on by się cieszył, że jego zespół zagra z mistrzem Polski, ze stolicy. W czwartek z góry z pewnością będzie patrzył i kibicował.
Może gdyby żył, to udałoby się zagrać w Zdzieszowicach…

 

Z tej samej kategorii