„Bo to lubimy i kochamy”. GieKSa zagra o ćwierćfinał Pucharu Polski

Natalia Nosalik - kapitan kobiecego zespołu GKS-u Katowice - dziś o 18.30 wyprowadzi koleżanki na płytę przy Bukowej, na mecz 1/8 finału Pucharu Polski z AZS AWF Wrocław.

GKS Katowice - Mitech Zywiec
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Rywalki to co prawda zespół ekstraligowy, ale...zamykający tabelę po jesieni. A katowiczanki to lider grupy południowej I ligi, z ambicjami i nadziejami na awans. I na dodatek - ze średniakiem ekstraligowej stawki, Mitechem Żywiec, „na rozkładzie” w poprzednich pucharowych rundach. Co prawda występ paru podstawowych piłkarek - choćby Karoliny Koch czy Angeliny Łąckiewicz-Oślizło - stoi pod znakiem zapytania, ale GieKSiarki (jako drużyna) na straconej pozycji nie stoją na pewno. A występ na głównej płycie Stadionu Miejskiego (drugi w historii, ale pierwszy przy sztucznych światłach Bukowej) to dodatkowa motywacja. Koleżanki na boisko - z opaską na ramieniu - wyprowadzi Natalia Nosalik, była zawodniczka wrocławskiego klubu, mająca za sobą grę w elicie, w barwach 1. FC Katowice.

 

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Serce pewnie bije mocniej, gdy przyjdzie stanąć naprzeciw byłego klubu?

NATALIA NOSALIK: - Bije. Pochodzę z Dolnego Śląska, w wieku 15 lat trafiłam do AZS-u Wrocław i de facto tam zaczynałam poważne granie w piłkę, z najlepszymi wówczas w Polsce zawodniczkami, reprezentantkami kraju. Będzie więc to symboliczne i sentymentalne spotkanie.

 

To z Wrocławia pochodziły pierwsze boiskowe idolki?

NATALIA NOSALIK: - Tak jest. W wieku 12-13 jeździłam - z tatą i siostrą Pauliną - na mecze AZS-u do Wrocławia. A jako członkini kadry okręgu czasami nawet podawałam piłki na spotkaniach ligowych czy w Lidze Mistrzów. I... zbierałam autografy od dziewczyn, z którymi kilka lat później trenowałam w jednej drużynie. Na przykład z Alicją Pawlak, Justyną Nazarczyk, Ewą Żyłą, Anią Bocian.

 

Skąd się w ogóle biorą piłkarki nożne w Polsce? Jak się trafia do tej - mało popularnej przecież - dyscypliny?

NATALIA NOSALIK: - Wszystko zaczęło się w wieku 6 lat. Tata - który „od zawsze” grał, m.in. w Konfeksie Legnica i Górniku Złotoryja, i trenował młodzież - zabierał mnie na zajęcia. W takim wieku trudno o dziewczęcą grupę treningową, więc przez parę lat z siostrą Pauliną ćwiczyłyśmy z chłopakami (w Gryfie-Olimpii Krotoszyce - dop. red). Jeździłyśmy z nimi na turnieje, ale w wieku 10-11 lat - gdy koledzy zaczynali zwyczajnie być za wysocy i za silni dla nas - jeden z trenerów podsunął pomysł przenosin do już stricte dziewczęcego klubu, LUKS ECO-REN Ziemia Lubińska. A potem był wspomniany AZS.

 

Gracie z zespołem z ekstraligi, ale... wcale przegrać nie musicie - zgodzi się pani?

NATALIA NOSALIK: - Wygrałyśmy 2:1 z wrocławiankami w letnim sparingu, ale obie drużyny były na innym etapie przygotowań. Zresztą wtedy AZS przeważał przez 70 procent spotkania, a my szukałyśmy swych okazji do kontr. Myślę, że faworytkami nie jesteśmy, ale też nie boimy się rywalek. Sama jestem ciekawa, co pokażą...

 

„Ekstraklasa albo śmierć” - usłyszeli piłkarze GieKSy parę lat temu. Wam też towarzyszy takie hasło?

NATALIA NOSALIK: - Nie. Nie ma ciśnienia. Ten sezon mamy na zbudowanie drużyny, gotowej na grę w ekstralidze. Inna rzecz, że ta pierwsza liga nie przyniosła nam żadnego zaskoczenia. Wiedziałyśmy, że już nie będziemy - jak we wcześniejszych dwóch sezonach - strzelać po kilkanaście bramek. Ale też nie jest tak trudno, jak mogłoby się beniaminkowi zdawać. Jeżeli miewamy kłopoty, to głównie takie, które... same sobie stwarzamy. I same się o krzywdę prosimy.

 

Czyli?

NATALIA NOSALIK: - W większości meczów mamy przewagę - czasem zdecydowaną - w posiadaniu piłki. Ale tracimy gole, bo zdarzają się błędy, rozkojarzenia itp. Rzadko natomiast zdarzają się nam spotkania, w których rywalki chcą grać otwartą piłkę. Szkoda, bo taką potyczkę zagrałyśmy w Warszawie - i była z obu stron naprawdę fantastyczna.

 

Kiedy GKS - ten męski - w ub. sezonie grał o awans, premia - podobno - wynosiła milion złotych. Nie żałuje pani, że z jej miłością do futbolu nie urodziła się pani... chłopakiem?

NATALIA NOSALIK: - Duże pieniądze mogą zamieszać w głowie każdemu, ale... nam to nie grozi.Piłka kobieca wciąż jest niszowa. Wiemy, że gramy głównie dla własnej satysfakcji - bo to lubimy i kochamy. Nigdy nie dorównamy piłce męskiej ani poziomem sportowym, ani finansowym... Nie żyjemy z futbolu, a z innych zajęć.

 

W pani przypadku - z...?

NATALIA NOSALIK: - Pracuję w restauracji, przy obsłudze klientów.

 

Czyli raczej na pierwszą zmianę, by zdążyć na trening. A to przecież wieczorem klienci są pewnie skłonniejsi do dawania napiwków...

NATALIA NOSALIK: - Jak jest dzień wolny od treningów, to zdarza mi się pracować popołudniami (śmiech).

 

Kiedy - jak sądzą kibice - piłkarze po meczu wychodzą spod prysznica, nakładają żel na włosy i umawiają się na wieczór w jakimś klubie czy dyskotece. A dziewczyny?

NATALIA NOSALIK: - Po meczu jest czas, żeby się umalować, poprawić włosy i... czasem obgadać piłkarzy: „o, ten zmienił fryzurę, ma nowy tatuaż”. Większość z nas śledzi wyniki futbolowe i ma swoich ulubionych graczy i ulubione zespoły.

 

Grupa Realu czy Barcelony jest liczniejsza w szatni GieKSiarek?

NATALIA NOSALIK: - Chyba „Realowa”. Ale - przynajmniej dotąd - do gwałtownych spięć na tym tle nie dochodziło.

 

Pani należy do którejś z grup?

NATALIA NOSALIK: - Ja najchętniej oglądam Bundesligę. Jestem wielką fanką Borussii.

 

 

Puchar Polski - 1/8 finału

KKP Stomil Olsztyn - UKS SMS Łódź 0:3

Lechia Gdańsk - Medyk Konin 1:11

Sokół Kolbuszowa - AZS UJ Kraków 0:2

Akademia Orlik Jelenia Góra - AZS PWSZ Wałbrzych 1:7

29.11, godz. 18.30: GKS Katowice - AZS Wrocław

29.11.: Helios Białystok - Górnik Łęczna

29.11.: Stilon Gorzów Wlkp. - Olimpia Szczecin

30.11.:Tarnovia - Czarni Sosnowiec

 

Z tej samej kategorii