Wysoka porażka piłkarek GKS-u Katowice. Wsparcie z trybun miały jednak solidne

Rzadko na mecze futbolu kobiecego zaglądają kamery i sprawozdawcy sportowi. Może szkoda; środowe starcie GieKSy z akademiczkami z Wrocławia w 1/8 finału Pucharu Polski było niezłą reklamą żeńskiej piłki.

GKS Katowice - AZS Wroclaw
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Boisko przy Bukowej - mimo nocnych opadów śniegu zielone, dzięki intensywnym zabiegom pracowników MOSiR-u - prezentowało się efektownie w świetle jupiterów, pozwalając ekstraligowym piłkarkom z Wrocławia i liderkom pierwszej ligi z Katowic na „kawałek technicznego futbolu”.

 

- Zdarza się nam kibicować chłopakom w ich występach ligowych - zdradzała na przedmeczowej konferencji Karolina Koch przyznając, że „w odwrotną stronę” wizyty bywają znacznie rzadsze. W środę wypatrzyliśmy na trybunach jedynie Tomasza Midzierskiego; innych pierwszoligowców zabrakło. A szkoda; nie zobaczyli chociażby pięknego uderzenia Natalii Nosalik w słupek (14 min) czy też szarży Wiktorii Nowak, zakończonej precyzyjną centrą i niecelnym, niestety, uderzeniem Angeliny Łąckiewicz-Oślizło (27.) z woleja.

 

Wrocławianki tak dobrych okazji - i składnych akcji kończonych strzałami w światło bramki - nie miały. Ale jak już go oddały, to... objęły prowadzenie. W 39 min Joanna Wróblewska wykonywała rzut wolny zza narożnika pola karnego. Piłka po drodze otarła się jeszcze o mur i zupełnie zaskoczyła Jessicę Ludwiczak między słupkami GieKSiarskiej bramki. „Nic się nie stało” - popłynęło w tym momencie z trybun. Jakżeż inna to reakcja, niż na spotkaniach panów w podobnych okolicznościach... Zaraz potem było jeszcze „Jesteśmy z wami”, gdy trzy minuty później - już po klasycznej kontrze - piłkę z bliska do siatki gospodyń skierowała Kamila Czudecka.

 

Gole stracone „do szatni” wyraźnie zdeprymowały jednak podopieczne trenera Witolda Zająca. Parę minut po wznowieniu gry - i niezbyt pewnej interwencji Ludwiczak - mogło być 0:3 po strzale Joanny Wróblewskiej, a i potem katowicka bramkarka miała - dosłownie - pełne ręce roboty. Gospodyniom zdarzało się sporo prostych pomyłek w obronie, co z miejsca kojarzyło się z powtarzanym czasem na pomeczowych konferencjach przez Piotra Mandrysza zdaniem: „Popełniliśmy zbyt dużo błędów indywidualnych”... Generalnie w tej odsłonie wrocławianki panowały już bezapelacyjnie na boisku, a gospodynie - Nowak konkretnie - nie trafiały do ich siatki nawet z... 2 metrów! Akademiczki - podwyższając jeszcze wynik - zasłużenie więc awansowały do ćwierćfinału; katowiczankom zaś pozostaje wiosną walka o awans zupełnie inny, chyba bardziej prestiżowy: do ekstraligi.

 

GKS Katowice - AZS Wrocław 0:4 (0:2)

0:1 - Wróblewska, 39 min (wolny)

0:2 - Czudecka, 43 min

0:3 - Czudecka, 69 min

0:4 - Czudecka, 77 min

Sędziowała Sylwia Biernat (Kraków). Widzów 500

 

GKS: Ludwiczak - Wojtas, Hajduk, Luty (67. Konieczna), Wieczorek (46. Noras) - Nosalik, Koch (58. Kil), Kowalska - Nowak, Matusik (75. Brzęczek), Łąckiewicz-Oślizło (89. Czekała). Trener Witold ZAJĄC.

AZS: Sapor - Turkiewicz (86. Jankowska), Maskiewicz, Olszewska, Korda - Wróblewska, Kaim (89. Kowalska), Bączek, Iwaśko (63. Jurczenko) - Czudecka (80. Hnatów), Koziarska (70. Kwapisz). Trener Dawid GOMOLA.

Żółta kartka - Nowak.

Z tej samej kategorii