Zapaleńcy nie odpuszczają. Walka o futbol w Świętochłowicach

1. FC Koeln - Crvena Zvezda Belgrad
 źródło: Pressfocus

Dwa lata temu było naprawdę bardzo ciężko. Miasto miało nawet zniknąć z piłkarskiej mapy Polski - wspomina trener beniaminka IV ligi śląskiej, Śląska Świętochłowice, Janusz Kluge.

Gdy przed dwoma laty Śląsk spadł do klasy A, parametry dla futbolu w Świętochłowicach przybrały katastroficzny wymiar. Nad klubem wisiały nie tyle czarne chmury, co widmo zagłady. Znalazł się jednak ktoś, kto negatywny scenariusz zastąpił wizją odbudowy klubu z 97-letnią tradycją.

 

Charakter nie pozwolił

Świętochłowice to specyficzne miasto - mówi trener Janusz Kluge. - Tu zawsze numerem 1 był żużel, który się obecnie reaktywuje. Ale pomyślałem sobie, dlaczego nie spróbować powalczyć o futbol? Tym bardziej, że mieszkam w Goduli, dzielnicy Rudy Śląskiej leżącej o rzut kamieniem. Mój silny charakter byłego piłkarza, który ciężko zmienić - przez 10 lat grałem w Szombierkach Bytom - nie pozwalał się poddać po spadku z klasy okręgowej, tym bardziej, że to ja w końcówce tamtego, słabego sezonu prowadziłem zespół, a wcześniej szkoliłem juniorów.

 

Rozpoczęła się zatem cierpliwa odbudowa świętochłowickiej piłki, znaczona dwoma awansami z rzędu. - Po tych sukcesach - bo z czystym sumieniem mogę tak powiedzieć - diametralnie zmienił się klimat wokół piłki - przyznaje szkoleniowiec Śląska. - Na naszą reaktywację zaczęto spoglądać przychylniej. Mieliśmy atut, by rozmawiać z miastem i sponsorami. Staliśmy się partnerami, a nie tymi, którzy wyciągają ręce po prośbie. Teraz dostrzegam zapał działaczy i miejskich decydentów, a zawodnicy wiedzą, że teraz wszystko co dobre leży w ich głowach i nogach.

 

Gościnne Lipiny

Początek sezonu dla beniaminka był jednak niełatwy, tym bardziej, że wszystkie mecze w roli gospodarza musi rozgrywać na wyjeździe, w Lipinach (dzielnica Świętochłowic). - W sierpniu na Skałce miał ruszyć remont, więc załatwiliśmy sobie granie na stadionie Naprzodu, którym zarządza OSiR - wyjaśnia trener Kluge. - Trenujemy tam dwa razy w tygodniu i rozgrywamy mecze. Na Skałkę mieliśmy wrócić w październiku, ale - mimo iż remont wciąż się nie rozpoczął - postanowiliśmy z chłopakami, że dogramy jesień w gościnnych progach, gdzie dobrze się czujemy i gdzie zaczęliśmy wygrywać.

 

Powalczyć o coś więcej

Baza w Świętochłowicach - jak w wielu miastach - kuleje. Jest tylko jedna płyta i „orlik”, na których trenują trampkarze, juniorzy i seniorzy, ale to nie zraża IV-ligowych zapaleńców. - Zespół mam ciekawy - przyznaje Janusz Kluge. - Kilku chłopaków ściągnąłem z Górnika Wesoła, innych z... „orlików”. Jest w ekipie Paweł Lesik i jego brat Adrian, który w tej lidze robi różnicę. Dziwię się, że w chorzowskim Ruchu, którego jest wychowankiem, nie dostrzegli jego talentu, bo to chłopak na grę wyżej... Papiery mają też Daniel Czapla, Mateusz Kaiser, Daniel Koniarek i wielu innych. Jesteśmy obecnie na 3. miejscu w tabeli grupy I, a gdyby nie wpadki z Piastem II Gliwice (2:2) czy Sarmacją Będzin (1:2), byłoby jeszcze lepiej. Cieszy postawa zespołu, choć czekają nas jeszcze trudne mecze. Moim celem jest awans na szczebel centralny i to z jakąkolwiek drużyną. Jeśli uda się ze Śląskiem, będę bardzo zadowolony. Po rundzie jesiennej zobaczymy, w jakim miejscu będziemy i wtedy sobie zawiesimy poprzeczkę. O utrzymanie raczej nie będziemy się martwić, więc powalczymy o coś więcej. Chłopcy pracują na nocki w kopalniach, fabrykach, ale zajęć nie opuszczają. Na treningach bardzo solidnie pracują, co napawa optymizmem na przyszłość, która rysuje się w coraz cieplejszych barwach.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~BaranUżytkownik anonimowy
~Baran :
No photo~BaranUżytkownik anonimowy
Panie Kluge chyla pszed panym kapelusza, zycza powodzenia do Lipin casym jezdza , !
8 paź 09:30
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii