Marcin Biskup: Poprzeczka na mistrzowskim pułapie

Ten klub tętni życiem, a w drużynie tkwią rezerwy, których wykorzystanie będzie największym wzmocnieniem - mówi trener MRKS-u Czechowice-Dziedzice, lidera tabeli bielskiej klasy okręgowej.

Pańska drużyna wygrała 14 z 15 spotkań, ma 9 punktów przewagi nad LKS-em Bestwina i jest na dobrej drodze do awansu. Jak doszło do piłkarskiej eksplozji w Czechowicach-Dziedzicach?

MARCIN BISKUP: - Najpierw była solidna praca z młodzieżą. Gdy w listopadzie 2014 roku prezes Krzysztof Adamiec zaproponował mi przejęcie drużyny, która była średniakiem, postawiłem na budowę fundamentów. Sytuacja klubu nie była łatwa, ale doświadczeni czechowiczanie - Mateusz Żyła i Tomek Kozioł - pomogli mi ruszyć w dobrym kierunku. W niektórych meczach w wyjściowej jedenastce wybiegało nawet siedmiu młodzieżowców i to zaczęło procentować. Sezon 2014/15 zakończyliśmy na 10. miejscu, rok później byliśmy na 5. pozycji, a latem tego roku zameldowaliśmy się na podium. W dodatku sytuacja w klubie poprawiła się na tyle, że mogli nas wzmocnić znani i związani z naszym regionem zawodnicy. Do wspomnianego Mateusza Żyły, który jest prawdziwym kapitanem i liderem zespołu, dołączyli mający za sobą występy w ekstraklasie Krzysiek Chrapek, Damian Szczęsny i Mariusz Sacha. Ponadto domu wrócił Dawid Gola, którego znam z III-ligowego LKS-u Czaniec. Niewiele brakowało, a grałby też u nas Marek Sokołowski. Przed sezonem nabawił się jednak kontuzji więzadeł i został dyrektorem sportowym. Pomaga od strony organizacyjnej i możemy powiedzieć, że MRKS tętni życiem.

 

Fot. Dorota Dusik / źródło: własne

Damian Szczęsny, napastnik MRKS-u Czechowice-Dziedzice

 

Czy taki skład jest gwarancją sukcesu?

MARCIN BISKUP: - Przed sezonem nikt nie mówił, że mamy awansować, ale wynikami sami sobie zawiesiliśmy poprzeczkę na mistrzowskim pułapie. Na początku była jednak niepewność, bo nowy zespół, który nie miał czasu na zgranie, trafił na czołowe drużyny naszej ligi. Inaugurację mieliśmy w Wiśle, gdzie po trudnym meczu wygraliśmy z WSS 3:2. Ten bój nas zjednoczył. Do 5. kolejki wygrywaliśmy jedną bramką, ale od września ruszyliśmy z kopyta. Worek z bramkami rozwiązał się w 6. kolejce. Wygraliśmy 6:0 z GLKS-em Wilkowice, a rekordy biliśmy gromiąc Spójnię Zebrzydowice 9:1 i Orła Łękawica 10:1.

 

A jak doszło do jedynej porażki?

MARCIN BISKUP: - To był niezwykły mecz. W Jaworzu beniaminek zaskoczył nas skutecznością i po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:4! To co działo się po przerwie świadczy o naszej sile, bo w kwadrans strzeliliśmy 3 gole. Szturm trwał do końca i nawet gdy w 88 minucie Damian Szczęsny wyrównał, nie zadowoliliśmy się remisem. Krzysiek Chrapek groźnie strzelił z wolnego, mieliśmy dwie sytuacje sam na sam, ale ich nie wykorzystaliśmy. To się zemściło, bo w ostatniej akcji Czarni wyprowadzili zabójczą kontrę. Z tej porażki wyciągnęliśmy jednak wnioski. Po pierwsze - potrafimy odrabiać straty, a po drugie - każdego rywala musimy traktować tak samo poważnie.

 

Planujecie wzmocnienia?

MARCIN BISKUP: - Nie sądzę, żeby były potrzebne. Wystarczy, że wzmocnimy się, wykorzystując rezerwy, które tkwią w tej drużynie. Powiedziałem o tym zawodnikom po wtorkowym treningu, dziękując za rundę jesienną. Do 15 grudnia będziemy się spotykać raz w tygodniu, a od 10 stycznia ruszymy z przygotowaniami do wiosennej walki.

 

Czym dla pana jest praca w MRKS-ie?

MARCIN BISKUP: - Futbol jest moją pasją. Wychowałem się w piłkarskiej rodzinie. Grał tata, grał wujek, więc poszedłem ich śladem. Trafiłem do BBTS-u Włókniarza Bielsko-Biała, od trampkarza dochodząc do IV ligi, w której zadebiutowałem w wygranym 5:3 meczu ze Spartą Lubliniec. W czasie studiów na katowickiej AWF byłem krótko bramkarzem Uranii Ruda Śląska, ale po przeprowadzce do AWF Kraków zakotwiczyłem w Kalwariance, gdzie w trakcie treningowej gry doznałem kontuzji. Ciągnące się przez 11 lat problemy z kolanem skomplikowały moją sportową przygodę, którą ostatecznie zakończył trzask w kolanie na rozgrzewce przed meczem rezerw BKS-u Stali Bielsko-Biała w Pierścu. Dopiero gdy miałem 33 lata, zdecydowałem się na rekonstrukcję więzadeł, przeprowadzoną przez doktora Marka Jędrysika w Jastrzębiu-Zdroju. Wróciłem do sprawności, ale było już za późno, by myśleć o karierze zawodnika.

 

I wtedy zaczął pan myśleć o pracy trenera?

MARCIN BISKUP: - Pracuję w firmie, którą prowadzimy razem z tatą, a trenowanie zapewnia mi kontakt z piłką nożną. Zacząłem w 1994 roku od naboru 9-10-latków w BBTS-ie. Później - pracując z młodzieżą - przez BKS Stal trafiłem do Rekordu, gdzie „odkryłem” futsal. Jako asystent Dariusza Kubicy na młodzieżowych mistrzostwach Polski cieszyłem się z brązowego medalu, a rok później - już samodzielnie - doprowadziłem młodzieżową drużynę do wicemistrzostwa Polski. Sukces z 17 grudnia 2006 roku otworzył mi drogę do pierwszej drużyny. Po spadku do II ligi prezes Janusz Szymura powierzył mi bowiem zespół seniorów. Wprowadziłem go do ekstraklasy, a następnie zająłem z nim 4. miejsce. Na duże boiska wróciłem za namową prezesa LKS-u Czaniec. Wojciech Waligóra, który na finiszu rundy wiosennej w 2011 roku - po rezygnacji Mariusza Wójcika - poprowadził zespół do pięciu zwycięstw z rzędu, na „dzień dobry”, zażartował. Powiedział, że nie oczekuje ode mnie poprawy wyników, tylko dobrej gry drużyny. Wywiązałem się z zadania, bo awansowaliśmy do III ligi. Później przez rok prowadziłem IV-ligowego Drzewiarza Jasienica, by trafić do MRKS-u.

 

Jak na pańską piłkarską pasję reaguje rodzina?

MARCIN BISKUP: - W maju mieliśmy komunię syna. Przyjęcie odbyło się na obiekcie Rekordu. Wysyłając zaproszenia do gości, zaznaczyliśmy, że mają ze sobą zabrać... buty piłkarskie i koszulki. Posłuchali, więc po obiedzie poszliśmy na boisko ze sztuczną trawą i rozegraliśmy godzinny mecz, w którym rodzina wujka Andrzeja zmierzył się z rodziną taty. Sędziowała ciocia Ewa, wynik 8:8 został zapisany w rodzinnej kronice, a Natan - w tym wyjątkowym dla siebie dniu - cieszył się ze strzelenia dwóch goli. Nie muszę więc chyba dodawać, że czuję wsparcie najbliższych.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
Wzmocnienia i zmiany w Mrks to kwestia czasu.Niestety jednym ze słabszych ogniw jest sam trener który nie udzwignie cieżaru 4 ligi o czym w Czechowicach zdaje się doskonale wiedzą.
20 lis 17 18:16 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~txtxUżytkownik anonimowy
~txtx :
No photo~txtxUżytkownik anonimowy
Panie redaktor - pisze sie Pierśćcu! Ortografianto podstawa w tym zawodzie!
20 lis 17 16:37 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii