Andrzej Chrószcz: Naszym „oczkiem” są wychowankowie

Andrzej Chrószcz
 fot. Dorota Dusik  /  źródło: własne

Mam nadzieję, że gdy już będziemy mieli odpowiednią bazę, nasi piłkarze wywalczą awans - mówi prezes honorowy IV-ligowej Polonii Łaziska Górne.

Obchodząca w tym roku jubileusz 90-lecia Polonia najlepsze lata zawdzięcza Andrzejowi Chrószczowi, człowiekowi z... cienia. Prezesem klubu był przez 3 lata, ale sercem jest z nim od 40 lat, tworząc fundamenty łaziskich drużyn. Obecnie pomaga i doradza kolejnym pokoleniom działaczy.

 

Jerzy DUSIK: Jak się zaczęła pana sportowa przygoda?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Pochodzę z Orzesza i tam - w LZS Zawada - stawiałem pierwsze piłkarskie kroki. Naszym trenerem był Teodor Peterek, legendarny snajper Ruchu Chorzów i przedwojenny reprezentant Polski. Gdy miałem 13 lat, zagrałem w towarzyskim meczu z oldbojami „Niebieskich”. Wtedy pierwszy raz założyłem prawdziwe skórzane buty piłkarskie, które kupił mi ówczesny prezes zawadzkiego klubu, Emanuel Nikiel.

Na jakiej pozycji pan występował?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Byłem lewym obrońcą, albo lewym pomocnikiem. Kariery jednak nie zrobiłem, bo gdy miałem propozycje przejścia do III-ligowych wówczas Górnika Czerwionki i Śląska Świętochłowice, działacze LZS-u Zawada, a później - po fuzji - MZKS-u Orzesze, nie wyrazili zgody na moje odejście. W barwach MZKS-u strzeliłem najbardziej pamiętną bramkę. W meczu z Naprzodem Łaziska trafiłem z połowy boiska w samo „okienko”. Po śmierci rodziców musiałem jednak odstawić swą pasję. By utrzymać rodzinę, zacząłem pracę w Hucie Łaziska i od 1974 roku jestem łaziszczaninem.

Kiedy został pan działaczem?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Na początku byłem... organizatorem. Udzielałem się przy spartakiadach i turniejach zakładowych oraz międzyzakładowych z okazji Dnia Hutnika. Po jednej z nich padł pomysł zjednoczenia sił. Ryszard Wróbel był inicjatorem, ja mocno się zaangażowałem i przy aprobacie byłych dyrektorów KWK Bolesław Śmiały, Elektrowni Łaziska oraz Huty Łaziska kluby GKS Bolesław Śmiały, KS Naprzód i KS Elektro w 1977 roku utworzyły Międzyzakładowy Klub Sportowy Polonia Łaziska Górne, wspierany przez duże zakłady pracy z miasta. Wróciliśmy do nazwy, która pojawiła się w 1927 roku.

Jakie były pierwsze dni współczesnej Polonii?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Początki były entuzjastyczne. Z Ryśkiem Wróblem namówiliśmy ówczesnego dyrektora Huty Łaziska, Jana Ciurloka, by kupił autobus, który woził zawodników wszystkich sekcji. W 1979 roku - w przerwie między sezonami - postanowiliśmy wyremontować boisko. Wyłożyliśmy całą murawę, przenosząc na łopatach darnie z terenów obok stadionu, którego gospodarzem już wtedy był Horst Chierawalle i jest nim do dziś. W czynie społecznym pracowaliśmy na dwie zmiany przez dwa miesiące. Dzięki temu z dumą mogliśmy patrzeć, jak na inaugurację rozgrywek kibice wypełniają trybuny, a nasi piłkarze, którzy zaczynali od klasy A, pną się coraz wyżej.

Który awans sprawił panu największą radość?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Każdy mecz niesamowicie przeżywam, ale w sposób szczególny zapamiętałem pucharowe boje w 1981 roku. Drużyna Karola Grzesika, występująca w klasie okręgowej, na szczeblu centralnym Pucharu Polski najpierw wygrała z III-ligowym ŁTS Łabędy, a następnie z II-ligowymi Rakowem Częstochowa, ROW-em Rybnik i Górnikiem Knurów. W knurowskim zespole, prowadzonym przez Marcina Bochynka, grali m.i. legendarny już wtedy Zygfryd Szołtysik i rozpoczynający karierę Waldemar Waleszczyk, ale to my zwyciężyliśmy 3:1, wchodząc do 1/16 finału. Dopiero grające w ekstraklasie Zagłębie Sosnowiec wygrało z nami 2:0... Z niedawnych czasów najmilej wspominam awans do III ligi. Byłem wtedy prezesem i namaszczony przez mnie na trenera Piotr Mrozek tak poprowadził zespół, że na mecie sezonu miał on 12 punktów przewagi. W III lidze graliśmy przez 5 sezonów i... choć teraz ten szczebel jest jeszcze trudniejszy niż wtedy gdy spadaliśmy, to nie rezygnujemy z ambicji.

Znów się panu marzy III liga?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Przez lata sprowadziliśmy wielu zawodników i trenerów. Byli tu Alojzy Łysko czy Jerzy Michajłow. Grali u nas król strzelców ekstraklasy Bogusław Cygan, reprezentant Polski Sławek Paluch, czy Jakub Dziółka, który od nas ruszył w kierunku ekstraklasy. Cieszę się, że trafili tu Sebastian Hendel i Sebastian Franke, którzy oddali serce Polonii. Zawsze jednak najbardziej cieszyliśmy się z rozwoju wychowanków wśród, których - po Konradzie Bajgerze - szczególne miejsce zajęli Mirek Mateja i Olek Prasoł. Najbardziej żałuję, że swojego talentu nie wykorzystał Artur Kopytko, który w 32 meczach sezonu 2003/04 strzelił 35 bramek! Naszym „oczkiem” w głowie są wychowankowie. Prowadzimy 9 drużyn młodzieżowych, zaczynając od 5-latków. Szkolimy ponad 300 adeptów. Nie zapominamy również o sekcjach kręglarskiej i siatkówki kobiet. Wizytówką klubu, w którego rozwoju ogromną rolę odgrywają Jerzy i Robert Janeccy, są jednak piłkarze. Mam nadzieję, że oni, gdy już będziemy mieli odpowiednią bazę - z dwoma bocznymi boiskami, w tym jednym ze sztuczną nawierzchnią, oświetleniem i zadaszoną widownią - przy pełnych trybunach wywalczą awans. Ale na to potrzeba czasu i pieniędzy.

Jak pan to robi, że ma czas na działanie?
Andrzej CHRÓSZCZ: - Od 1993 roku, gdy prezesem został Henryk Jaroszek, wszedłem do zarządu. Pięć lat później awansowałem na wiceprezesa, by w 2007 roku stanąć za sterem Polonii. Gdy w 2010 roku zostałem radnym, zrezygnowałem z funkcji i przyznano mi tytuł prezesa honorowego. Mogę się poświęcić działalności dla społeczności w Łaziskach Górnych, bo od 2011 roku jestem emerytem, a żona Maria przyzwyczaiła się do mojej sportowej pasji. Gdy nie ma mnie w domu, ogląda mecze w telewizji i jak wracam, zdaje mi relacje, informując przy tym, na jakim kanale mogę zobaczyć kolejne spotkania. Synowie nie zostali co prawda piłkarzami, ale 9-letni wnuczek Kamil trenuje w Polonii i wierzę, że będzie kontynuował sportową pasję dziadka.

 

Z tej samej kategorii