W trójkę na jednym rowerze...

Rozmowa z Pawłem Grzonką, honorowym prezesem KS 27 Gołkowice.

Paweł Grzonka
 /  fot. Dorota Dusik  /  źródło: własne

J. DUSIK: Czy to prawda, że od obchodzącego 90-lecie klubu z Gołkowic jest pan młodszy o 6 lat?
Paweł GRZONKA: - Tak. Urodziłem się w 1933 roku i jestem najstarszym żyjącym spośród wszystkich związanych z tym klubem. Zaczynałem jako 12-latek, bo w 1945 roku - zaraz po powojennej reaktywacji - wszedłem do drużyny juniorów, skupiającej najmłodszych adeptów futbolu. O trampkarzach czy orlikach nikt wtedy nie słyszał... Miałem szczęście, bo znalazłem się w dobrej drużynie, która awansowała rok po roku. W 1948 roku graliśmy już w klasie A, a był to wtedy szczebel, z którego wchodziło się do I ligi. Do seniorów przebiłem się w 1950 roku, gdy klasa A była trzecim szczeblem rozgrywkowym, bo wyżej były tylko II liga śląska i I liga.

Jak długo był pan zawodnikiem klubu z Gołkowic?
Paweł GRZONKA: - 20 lat i mogę powiedzieć, że przeszedłem przez wszystkie szczeble od klasy A do D, bo był okres, że znaleźliśmy się na najniższym szczeblu, o którym już chyba niewielu pamięta. Odbiliśmy się jednak i na 50-lecie - wtedy już jako prezes - świętowałem awans do klasy A.

Kiedy został pan działaczem klubu znad czeskiej granicy?
Paweł GRZONKA: - W 1957 roku byłem jego sekretarzem, a więc działalność zacząłem jeszcze jako zawodnik. W 1977 roku awansowałem na prezesa i byłem nim przez 15 lat, a później zostałem prezesem honorowym oraz kronikarzem. Pierwsze notatki mam z 1945 roku i prowadzę je do dziś. Za czasów prezesowania Leszka Brzozy, czyli w najlepszym okresie, w którym awansowaliśmy z B do A klasy i od razu do klasy okręgowej, graliśmy trzy sezony. Były przymiarki, by je wydać w formie monografii, ale na razie są w rękopisie. Materiał do druku jest jednak przygotowany.

Jakie ciekawostki są w tych notatkach?
Paweł GRZONKA: - Bardzo różne i które dzisiejszym zawodnikom pewnie nie mieszczą się głowach. Jeździliśmy na mecze na rowerach. Nie wszyscy mieli jednak „maszyny”, więc było tak, że w trójkę korzystaliśmy z jednego pojazdu. Na przykład do Kokoszyc, do których jest około 15 kilometrów, dwóch jechało, jeden biegł i co kilometr się zmienialiśmy. Później mieliśmy szczęście, bo powstała u nas Gminna Spółdzielnia Samopomoc Chłopska i prezes Florian Brzoza, który był jednocześnie jej prezesem, pomagał nam, użyczając... ciężarówki. Z dumą jeździliśmy więc na mecze pod plandeką. A na 50-lecie dorobiliśmy się jednak autokaru, który służył nam 15 lat.

Jak pan godził grę i działalność z pracą zawodową oraz życiem rodzinnym?
Paweł GRZONKA: - Całe życie przepracowałem w administracji państwowej, zaczynając od Rady Powiatowej w Wodzisławiu. Jednocześnie byłem w Podokręgu Rybnik, działając już w latach 50-tych w Wydziale Gier i Dyscypliny oraz długoletnim przewodniczącym w Zarządzie Powiatowym Ludowych Zespołów Sportowych powiatu wodzisławskiego. Byłem wręcz przesiąknięty sportem i żona Julianna, z którą zbliżamy się do 60-lecia ślubu, była wyrozumiała. Nawet wyjeżdżała ze mną na mecze i była kibicem, pomagając też w klubowej działalności. Córka Kornelia nie poszła sportowym śladem, ale wnuk Adam próbował grać w piłkę. Wybrał jednak pracę w górnictwie i związał się z KWK Budryk. Może 6-letni prawnuk wyrośnie na piłkarza... Będę go zachęcał i uczył, dopóki siły pozwolą.

Który z meczów wspomina pan najchętniej?
Paweł GRZONKA: - W roku 50-lecia, po meczu w Marklowicach, gdzie zwycięstwem przypieczętowaliśmy awans do klasy A, świętowaliśmy jubileusz. Wtedy udało mi się doprowadzić do wyjątkowego meczu naszych oldbojów z oldbojami Ruchu Chorzów. Wspólnie z Gerardem Cieślikiem, jako kapitanowie, wyprowadziliśmy jedenastki na boisko. „Niebiescy” wygrali 3:0, ale my cieszyliśmy, bo mogliśmy gościć Czesława Suszczyka, Jan Przecherkę czy Ryszarda „Pingola” Wyrobka w bramce. Po tym meczu zaprzyjaźniliśmy się z Gerardem Cieślikiem i utrzymywaliśmy kontakt aż do jego śmierci.

Czy gołkowicka piłka, która po spadku z klasy okręgowej zmierza w kierunku klasy B, zdoła się odrodzić?
Paweł GRZONKA: - Myślę, że w tym sezonie - z powodu remontu boiska, grając gościnnie w Skrbeńsku - niestety spadniemy i dopiero w klasie B zaczniemy tworzyć fundamenty mocnej drużyny opartej na swoich zawodnikach, którzy na nowym boisku ruszą w górę. W drodze na uroczystości 90-lecia przechodziłem obok naszego stadionu i muszę powiedzieć, że robi wrażenie. Jest wspaniały! Liczę też na wsparcie naszych ludzi, będących we władzach samorządowych. Przewodniczącym Rady Gminy Godów jest przecież gołkowiczanin Antoni Tomas, tak samo jak wójt Mariusz Adamczyk, nasz wychowanek.

Czego pan życzy klubowi na następne 10 lat?
Paweł GRZONKA: - Powrotu do klasy A i sukcesów. Wydaje mi się, że mające 3000 mieszkańców Gołkowice stać na dobrą drużynę i tego właśnie życzę klubowi, z którego wywodzi się Jarosław Wolny. To nasza piłkarska wizytówka, bo grał w Odrze Wodzisław, na zapleczu ekstraklasy. Od nas wyszedł także bramkarz Leon Karasek i stoper Piotr Lajda oraz obrońca Jurek Wodecki, którzy grali w II lidze w GKS-ie Jastrzębie. Był też u nas „wżeniony” Herbert Gawlik. Jego brat Ginter grał w Górniku Zabrze i 60 lat temu wystąpił w reprezentacji Polski, w pamiętnym meczu z ZSRR, wygranym 2:1 na Stadionie Śląskim. Najdłużej wierny naszemu klubowi był natomiast Bogdan Lubszczyk, który grał nawet po czterdziestce i gdyby nie kontuzja kolana, z którą się w tym roku boryka, nadal byłby zawodnikiem, choć ma 44 lata. Sponsora nie mamy, więc musimy bazować na wychowankach i na miłości do piłki nożnej. Przekazujemy ją w Gołkowicach z pokolenia na pokolenie. Nie może jej więc zabraknąć naszej młodzieży i na 100-lecie znowu powinniśmy być na fali wznoszącej.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Kruczek HenrykUżytkownik anonimowy
~Kruczek Henryk :
No photo~Kruczek HenrykUżytkownik anonimowy
Panie Pawle Życzę Wszystkiego Najlepszego dla Pana przede wszystkim dużo zdrowia i żeby się spełniły marzenia !!!!!
12 gru 17 19:04
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii