Krzysztof Górecko: Fajnie się patrzy w tabelę...

KRZYSZTOF GORECKO, ADAM DZIDO
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Wszedłem w inny świat. Każdy wie, za co odpowiada, a ja mogę się skupić na prowadzeniu zespołu - mówi 44-letni szkoleniowiec III-ligowego Gwarka Tarnowskie Góry, który po siedmiu kolejkach ma na koncie 12 punktów i plasuje się tuż na podium.

Jerzy DUSIK: Jakie były pańskie założenia punktowe przed rozpoczęciem sezonu?
Krzysztof GÓRECKO: - Zakładałem średnią 1,35 na mecz, więc mogę się cieszyć, bo jesteśmy nad „kreską”. Z ostatniego 2:2 z Unią Turza Śląska też jestem w sumie zadowolony. Jechaliśmy na to spotkanie ze świadomością, że w czerwcu 2016 roku - właśnie na tym boisku - przegraliśmy w barażach 1:2, tracąc pierwszą szansę na awans do III ligi. Chcieliśmy się więc odkuć, ale po znakomitym początku i golu Tadka Urbainczyka oraz po dobrej połowie, w której mieliśmy przewagę, przyszła druga odsłona. W niej dominowali gospodarze. Wyszli z szatni tak zdeterminowani, że nas stłamsili, zdobywając dwie bramki. Dlatego po strzale Adriana Sikory, który - po rzucie rożnym wykonanym przez Sławka Pacha - doprowadził do remisu, mogę powiedzieć, że wywalczyliśmy punkt.

Kto był najlepszym zawodnikiem tego meczu?
Krzysztof GÓRECKO: - W zespole rywali Dawid Hanzel, który strzelił nam dwa gole i napsuł najwięcej krwi. Na specyficznym boisku potrafił wykorzystać swoje warunki fizyczne. Trudno go było przepchnąć oraz ciężko zatrzymać. Natomiast u nas kolejny raz klasę pokazał 37-letni Sławek Pach. Udowodnił, że jest zawodnikiem, który daje sobie radę w każdych warunkach. Potrafi przytrzymać piłkę, mądrze ją rozegrać, a mnie imponuje swoim podejściem do sportu. Ma naprawdę poważne problemy ze ścięgnem Achillesa. Co poniedziałek jeździ do Szczecina, gdzie ma zabiegi, po których dwa dni... nie może chodzić z bólu. Ale od czwartku wraca do normalnego treningu i w weekend gra jak profesor. Dzięki niemu, jego zaangażowaniu, charakterowi i poświęceniu dla piłki, którym potrafi zmobilizować cały zespół, tak fajnie nam się patrzy w tabelę. O spokoju jednak nie ma mowy, bo wiemy, że piłka uczy pokory.

A kto pana uczył... piłki?
Krzysztof GÓRECKO: - Miałem to szczęście, że kiedy byłem w 2. klasie szkoły podstawowej w Pawłowie, na lekcji wuefu pojawił się trener Sobocik i wybrał kilku chłopców, którzy zaczęli treningi w Pogoni Zabrze. Na boisko miałem 2,5 kilometra, które codziennie pokonywałem na rowerze albo pieszo. Grał wtedy z nami syn trenera, później znany jako Thomas Sobotzik, bo pod tym nazwiskiem występował w Bundeslidze. A ja po niespełna czterech latach przeszedłem do Górnika Zabrze. Wychowawczynią naszej klasy sportowej była sprinterka Helena Kerner-Fliśnik, nieżyjąca już olimpijka z Monachium. Jej mąż Kazimierz był naszym trenerem, a ich syn Jarek moim klasowym kolegą. W Górniku spędziłem 8 lat, czyli do końca nauki w technikum, od trampkarza po juniora i zawodnika rezerw, w których z trenerem Janem Żurkiem awansowaliśmy do III ligi. Grałem wtedy z kolegami z mojego rocznika: Adamem Kompałą, Darkiem Jackiewiczem, Czesiem Wrześniewskim, Sławek Wyrzykowski, Marcinem Śmieją czy Sławkiem Kapcińskim.

Jak wysoko udało się panu dojść po piłkarskich szczeblach?
Krzysztof GÓRECKO: - Kariery nie zrobiłem, choć... próbowałem. Z rezerw Górnika przeszedłem do Walki Zabrze i grałem w niej przez 4 lata. Wprawdzie na horyzoncie pojawiły się Amica Wronki, Olimpia-Lechia Gdańsk i Petrochemia Płock, ale nie miałem na tyle zdrowia, by zostać zawodnikiem klubu z ekstraklasy. Przymiarki do gry w Szwajcarii i Niemczech też w sumie niczego nie przyniosły i wtedy trafiłem do GKS-u Bobrek Karb. Namówił mnie do tego Michał Probierz, u którego mieszkałem, próbując się załapać do SV Siegburg. Wróciłem do Polski i na 10 lat związałem się z tym bytomskim klubem. Zaczynałem w nim jako piłkarz, a jako instruktor - niemal 20 lat temu - rozpocząłem pracę z trampkarzami, by pod koniec sezonu 2002/03 przejąć seniorów spadających z IV ligi. Po czterech latach prowadzenia drużyny w klasie okręgowej, 1 lipca 2007 roku znalazłem się w Szombierkach Bytom, do których ściągnął mnie świętej pamięci Adam Smutek. Tam wypłynąłem jako szkoleniowiec, bo w ciągu 8 lat - od klasy B, z której wystartowaliśmy - doszliśmy do III ligi.

Który sezon był dla pana najważniejszy?
Krzysztof GÓRECKO: - Cały pobyt w Szombierkach był dla mnie wyjątkowy. Przychodziłem jako trener, który nabierał doświadczenia. Prowadząc Bobrek, myślałem, że trenując dwa razy dziennie musimy „zrobić” wynik, ale przecież zawodnicy przychodzili na zajęcia po pracy. W Szombierkach zmieniłem podejście. Rozmawiając o naszej współpracy, ustaliłem, że jeden dzień w tygodniu będzie wolny, ale w pozostałych zawodnicy muszą trenować. Dzięki temu miałem stuprocentową frekwencję, a gdy zespół trenuje razem, to rozwija się i osiąga rezultaty. Najlepszy był drugi sezon w III lidze. Byliśmy skazywani na spadek, a mając wąską kadrę, która rozegrała aż 38 spotkań, zajęliśmy 7. miejsce.

Dlaczego po tym sezonie odszedł pan z Szombierek?
Krzysztof GÓRECKO: - By zrozumieć jak trudna była to decyzja, powiem tylko, że gdy przychodząc do Szombierek rozmawiałem z prezesem Andrzejem Kajzerem, nie wiedziałem, że będzie to mój... teść. Życie tak się jednak ułożyło, że poznałem Madzię, z którą mamy 6-letnią Dorotkę i niespełna 3-letnią Agatkę. Klub stał się mi więc szczególnie bliski. Tu współpracowałem z Markiem Kubiszem, Romkiem Cegiełką, wspomnianym Sławkiem Pachem i Markiem Kasprzykiem, który od roli mojego podopiecznego przez asystenta trenera w Szombierkach oraz Gwarku odszedł do sztabu szkoleniowego Górnika Zabrze i dziś jest w ekipie wicelidera ekstraklasy. Po latach walki z władzami miasta zrezygnowałem dla dobra klubu, któremu po moim odejściu zbudowano boisko ze sztuczną trawą i wyremontowano boczną płytę. Na moim miejscu zostawiłem Radka Osadnika, który ma ambicje i umiejętności. Na nową pracę nie czekałem długo. Zatelefonował prezes Marek Porada i po dwóch rozmowach podpisałem dwuletni kontrakt w Tarnowskich Górach, z zadaniem wprowadzenia zespołu do III ligi. Za pierwszym podejściem się nie udało, ale za drugim osiągnęliśmy cel i przedłużyliśmy kontrakt o kolejne dwa lata, w których mam budować mocny zespół.

Jak się panu pracuje w Tarnowskich Górach?
Krzysztof GÓRECKO: - Wszedłem w inny świat. Z Szombierek, gdzie - poza trenowaniem - musiałem rozmawiać z prezydentem miasta Damianem Bartylą, przeszedłem do klubu, w którym jest sztab ludzi i każdy wie, za co odpowiada. Mogę się więc skupić tylko na prowadzeniu zespołu, w którym umiejętności Dawida Jarki każdemu rzucają się w oczy. Najważniejsze jest to, że tworzymy zespół... Mogę się też zająć swoim rozwojem szkoleniowym. Choć mam dyplom trenera 1. klasy, który - gdy go zdobywałem - upoważniał do prowadzenia drużyny z ekstraklasy, przez zmiany w systemie szkoleniowym - jako trener z licencją UEFA A - nie mogę pracować na szczeblu centralnym. Dlatego staram się o przyjęcie na kurs UEFA PRO. Egzamin zdałem dwa lata temu, ale wtedy zabrakło miejsc. Mam nadzieję, że teraz będę mógł rozpocząć naukę i uzupełnić... dokumenty. To, czego się nauczyłem od trenerów Fliśnika i Żurka, albo podglądając Andrzeja Iwana, Tomasza Wałdocha czy innych piłkarzy Górnika, z którymi trenowałem, a także doświadczenie z lat pracy w roli szkoleniowca, już bowiem mam. Teraz staram się je jak najlepiej wykorzystać.

 

Z tej samej kategorii