Krzysztof Kiełb: Chcemy z Sarmacją zaatakować III ligę

Znam powiedzenie „do trzech razy sztuka”, ale też wiem, jak dużo trzeba włożyć pracy, by się sprawdziło - mówi 39-letni trener Sarmacji Będzin.

Krzysztof Kielb
 fot. Dorota Dusik  /  źródło: własne

SPORT: Sarmację prowadzi pan już trzeci sezon, a gdzie pan stawiał pierwsze piłkarskie kroki?
Krzysztof KIEŁB: - Jako 7-latek trafiłem do Górnika Zabrze, spędzając w nim 12 lat. Moim kolegą z boiska był m.in. Tomek Prasnal. O kadrę I zespołu tylko się otarłem, grając w sparingach i ucząc się od Adama Kompały, Piotra Rockiego, Grzegorza Lekkiego, Arkadiusza Kampki czy Dariusza Dźwigały.

Do jakiego poziomu pan doszedł?
Krzysztof KIEŁB: - W 19 lat otrzymałem propozycję z II-ligowego Naprzodu Rydułtowy, ale działacze Górnika się nie zgodzili, wypożyczając do IV-ligowej Szczakowianki. Sezon spędziłem w III-ligowych Błękitnych Kielce, a gdy trener Wojciech Stawowy budował zespół w Proszowiance i chciał mnie do siebie ściągnąć, zabrzańscy działacze znowu nie wyrazili zgody. Tak funkcjonować nie mogłem i przez rok postanowiłem zostać bez klubu. Po tej karencji, jako 21-latek, zostałem panem swojego losu.

Jak nim pan pokierował?
Krzysztof KIEŁB: - Przymierzałem się do Górnika Jastrzębie, który przeżywał problemy finansowo-organizacyjne, więc wyjechałem do IV-ligowego klubu w austriackim Jodling, skąd wróciłem do prowadzonej przez Andrzeja Orzeszka Przyszłości Ciochowice. Grę w „okręgówce” łączyłem z prowadzeniem A-klasowego Zamkowca Toszek, gdzie w wieku 25 lat stwierdziłem, że to mi się podoba. Spróbowałem jeszcze pograć - gdy trener Orzeszek przejął Spartę Lubliniec - i na 2,5 roku zostałem zawodnikiem IV-ligowego zespołu. Po epizodzie w roli grającego szkoleniowca Włókniarza Kietrz - już jako trener - wróciłem do Przyszłości, z którą wywalczyłem swój pierwszy awans. W sezonie 2008/09, wygrywając wszystkie mecze u siebie i dorzucając 10 zwycięstw wyjazdowych, zajęliśmy 1. miejsce z przewagą 17 punktów. Awans do IV ligi świętowaliśmy na 6 kolejek przed końcem sezonu, po którym w Ciochowicach pracowałem jeszcze 2 lata.

Ile awansów ma pan na koncie?
Krzysztof KIEŁB: - Nie samymi awansami trener żyje... Po Przyszłości miałem epizod w Piotrówce, która w 2012 roku utrzymała się w III lidze, a w styczniu 2013 roku przejąłem Unię Ząbkowice, z 8 punktami zamykającą tabelę IV ligi. Wiosną zdobyliśmy 14 „oczek” i nie uniknęliśmy spadku. Moja pierwsza przymiarka do zagłębiowskiej piłki była więc krótka i bez sukcesów. Te zaczęły się gdy przejąłem Fortunę Gliwice, bo w sezonie 2013/14 wygraliśmy rywalizację w „okręgówce” i pożegnałem się z zespołem. W sezonie 2014/15 prowadziłem Piotrówkę, która awansowała do III ligi, a ja przeszedłem do IV-ligowej Sarmacji Będzin, z którą dwa lata z rzędu kończyliśmy rozgrywki na 3. pozycji.

Zna pan powiedzenie „do trzech razy sztuka”?
Krzysztof KIEŁB: - Znam, ale też wiem, jak dużo trzeba włożyć pracy, by się sprawdziło. Tydzień temu - jako wicelider - czekaliśmy na mecz z Szombierkami, mając świadomość, że jeżeli wygramy, będziemy na 1. miejscu. Prowadziliśmy, ale ostatecznie padł remis 1:1 i spadliśmy na 4. lokatę. To świadczy o tym, jak wyrównana jest nasza grupa, w której teraz czeka nas mecz z Ruchem Radzionków.

Jesteście gotowi do walki o awans?
Krzysztof KIEŁB: - Nasza kadra jest dość wąska. Przed tygodniem miałem do dyspozycji tylko 14 zawodników z pola. Wśród nich był Bartek Derlatka, który po kontuzji jeszcze nie był gotowy. Każdy uraz czy kartka to dla nas ogromny problem. Dlatego, by poważnie myśleć o awansie, musimy zdobyć tyle punktów ile się tylko da i być blisko lidera, a zimą wzmocnić drużynę. Próbowałem to zrobić latem, ale Mateusz Bukowiec wybrał Stal Stalowa Wola, Grzegorz Fonfara Gwarka Tarnowskie Góry, a Sebastian Dudek też nie dał się namówić na grę u nas. Te nazwiska pokazują jednak, na jakiej półce szukamy piłkarzy do zespołu, z którym chcemy zaatakować III ligę. Wychowankowie to zawodnicy z rocznika 2000, którzy uzupełniają nas na treningach, ale jeszcze nie są gotowi do rywalizacji na tym pułapie.

Kto jest liderem Sarmacji?
Krzysztof KIEŁB: - Bardzo ważną rolę odgrywają w niej doświadczeni zawodnicy z Tomkiem Balulem i Józkiem Misztalem na czele, a na boisku przywódcami są wspomniany Bartek Derlatka i Remik Malicki. Ale każdy zawodnik nastawiony jest na to, by wykonywać swoje zadanie jak najlepiej, bo tylko takie podejście może dać nam silny zespół.

Którzy prowadzeni przez pana zawodnicy byli najwyższej klasy?
Krzysztof KIEŁB: - W Piotrówce miałem okazję pracować z kilkoma naprawdę świetnymi piłkarzami. Emanuel i Martins Ekwueme to przecież mistrzowie i zdobywcy Pucharu Polski, a Robert Ndip Tande trafił do reprezentacji Kamerunu, w której grał w tegorocznym, zwycięskim finale Pucharu Narodów Afryki.

Od których szkoleniowców najwięcej się pan nauczył?
Krzysztof KIEŁB: - Marek Majka, Jan Żurek, Józef Dankowski, Marek Piotrowicz, Andrzej Orzeszek, Wojciech Stawowy to tylko niektórzy trenerzy, którzy swoją pracą motywowali mnie do tego, bym też się rozwijał. Na razie mam licencję UEFA A i zastanawiam się, czy jest sens starać się o UEFA PRO. Jeżeli awansuję z Sarmacją, będę miał pretekst, by o tym poważnie pomyśleć.

Co pan robi poza prowadzeniem Sarmacji?
Krzysztof KIEŁB: - Mam firmę, która zajmuje się dystrybucją sprzętu sportowego Legea i Joma. Można więc powiedzieć, że źródło utrzymania łączy się z moją pasją. Na treningi poświęcam bowiem czas 4 razy w tygodniu, a do tego dochodzi mecz. Latem żona namawiała mnie, bym zrezygnował z pracy trenera. Agnieszka była w ciąży i w sierpniu przyszła na świat nasza druga córeczka Aleksandra, której razem z 6-letnią Magdą trzeba poświęcić sporo czasu. Dostałem jednak „pozwolenie na pracę” i tym bardziej ze swojej roli chcę się wywiązać najlepiej jak się tylko da.

 

 

Sarmacja Będzin mimo przegranego meczu z Ruchem Radzionków 2:1 w tabeli Haiz IV (gr. śląska I) wciąż jest w czołówce tabeli.

Z tej samej kategorii