Aleksander Juraszek: Seniorzy są na moich barkach

Gramy swoimi chłopakami i odnosimy sukcesy. Jestem dumny, że zaistnieliśmy w śląskim futbolu i budzimy respekt - mówi wiceprezes i sponsor GKS-u Radziechowy-Wieprz, najlepszej drużyny na Żywiecczyźnie.

SPORT: Odkąd pojawił się pan w klubie, zespół zaczął się piąć w hierarchii i trzeci sezon należy do IV-ligowej czołówki. Kiedy się to zaczęło?
Aleksander JURASZEK: - 10 lat temu. Drużyna LKS-u Radziechowy grała w klasie A, a mój kolega Jurek Tlałka, który był jej sponsorem, poprosił mnie o wsparcie. Pomogłem, zostałem wciągnięty w struktury zarządu jako wiceprezes i jestem nim do dziś.

 

Fot. Dorota Dusik / źródło: własne

 

Nie był pan zawodnikiem?
Aleksander JURASZEK: - Pochodzę z Radziechów, ale do wieku oldboja byłem niezrzeszony. W latach 1992-94 służyłem w wojskach desantowych. Potem pracowałem w żywieckim browarze, a następnie założyłem firmę. Dopiero przed 40-ką zostałem zgłoszony do... drużyny rezerw i w klasie B zdobyłem kilka bramek. Raz nawet tak wkręciłem piłkę spod chorągiewki, że wpadła w "okienko" krótkiego rogu. Już po 40-ce zostałem wicemistrzem Polski oldbojów. W turnieju rozegranym w Byczynie strzeliłem 3 gole. 6 grudnia skończę 44 lata, ale wciąż jestem sprawny, czując piłkarski klimat.

Utożsamia się pan z drużyną?
Aleksander JURASZEK: - Jestem lokalnym patriotą i radnym drugą kadencję, a większość zawodników GKS-u to moi pracownicy, więc zespół utożsamiam z firmą Instalex.

Do którego meczu najchętniej wraca pan pamięcią?
Aleksander JURASZEK: - Wiele ich było. Mariusz Kozieł - jako grający trener - zrobił bardo dobrą robotę, wprowadzając drużynę do okręgówki i IV ligi. Walczyliśmy o utrzymanie, zapewniając je sobie po barażach z Pilicą Koniecpol. Spotkania, w których odwracaliśmy wynik, budowały drużynę i teraz mamy zespół z charakterem. To są chłopcy stąd, większość jest z Radziechów, z czego się cieszymy. Bliźniacy Byrtkowie, wychowankowie żywieckiej akademii, wnieśli jakość. Od kiedy Szymon i Łukasz się u nas pojawili, zaczęła się nowa era. Okazało się, że piłka nożna może być sposobem na to, by się pokazać. Mógł się o tym przekonać Mateusz Janik, który w zeszłym sezonie był na testach w Górniku Zabrze. Miał w nim zostać, ale akurat zdawał maturę i chciał dokończyć szkołę, więc wrócił. Takie podejście sprawia, że należymy do IV-ligowej czołówki.

Stać was na coś więcej?
Aleksander JURASZEK: - To trudne pytanie. Dzisiejsza III liga to już praktycznie szczebel centralny. Jest naprawdę bardzo mocna. Grają w niej głośne nazwiska. W każdym meczu walczymy o zwycięstwo, co nam się udaje. Duża w tym rola trenera Macieja Mrowca, którzy przyszedł do nas po 8. kolejce rundy jesiennej 2015 roku i zmienił oblicze drużyny. Zespół, który miał 4 punkty szedł jak burza, kończąc sezon na 3. miejscu. Policzyliśmy kolejki po zmianie trenera i okazało się, że mieliśmy o 9 punktów niż mistrzowska Unia Turza Śląska. To naprawdę supertrener. Pokazał, że możemy grać o najwyższe cele i co roku jest lepiej. W 2017 roku zostaliśmy solidnym wicemistrzem, bo dwa razy pokonaliśmy Decor Bełk, który wygrał grupę II. Teraz też jesteśmy wysoko, choć kadrę mamy wąską.

Kiedy nastąpił przełom?
Aleksander JURASZEK: - W momencie połączenia LKS Radziechowy z Jednością Wieprz. W 2012 roku powstał z nich Gminny Klub Sportowy Radziechowy-Wieprz, którego głównym sponsorem jest gmina. Mamy z niej dotację w wysokości 80 tysięcy złotych rocznie, a do utrzymania - oprócz dwóch drużyn seniorskich - są zespoły juniorów młodszych, trampkarzy, żaków, młodzików i orlików. Zawodników jest bardzo dużo, więc pracy nie brakuje. Sprawami piłki młodzieżowej zajmuje się prezes Henryk Jakubiec, a na moich barkach spoczywają seniorzy.

Jakie są plusy współpracy z gminą?
Aleksander JURASZEK: - Infrastruktura. Mamy fajnego orlika i halę sportową. Chcemy jeszcze zbudować pełnowymiarowe boisko ze sztuczną nawierzchnią, ale na to potrzeba pieniędzy. Gdybyśmy je mieli, to moglibyśmy myśleć o wyższych celach. Bez bazy i z finansami, którymi dysponujemy, byłby skok na zbyt głęboką wodę. Ale powstaje u nas strefa ekonomiczna. Jeżeli się znajdzie sponsor, to zawodnikami z tego terenu moglibyśmy sobie poradzić wyżej.

Kto jest duszą zespołu?
Aleksander JURASZEK: - Nie chciałbym nikogo wyróżniać, bo bez braci Byrtków, Marcina Dudki, Tomka Janika, ale także bez każdego innego zawodnika nie byłoby drużyny, której skład niewiele się zmienia. To świadczy o tym, że tworzymy zespół. Jego ikoną jest Piotrek Trzop. 1 grudnia skończy 42 lata, a biega, strzela bramki, asystuje i pokazuje młodszym, że jak się chce to się da. To profesjonalista od A do Z.

Z czego jest pan najbardziej zadowolony?
Aleksander JURASZEK: - Z tego, że gramy swoimi chłopakami i odnosimy sukcesy. Na mecze przychodzi po 300-400 osób i na trybunie brakuje miejsc. Do tego - jak na poziom IV ligi - gramy fajną piłkę. Dużo strzelamy, troszkę więcej tracimy niż w poprzednim sezonie, ale jest co oglądać. Jestem dumny, że Radziechowy zaistniały w śląskim futbolu, a nasza drużyna budzi respekt. Miło słuchać i czytać, że mamy mocny, klasowy zespół. Miło też jest po meczu usiąść przy stole z przeciwnikami i zjeść kiełbaskę, co stało się naszym zwyczajem. Kosztuje niewiele, a sprawia, że piłka naprawdę łączy.

Jakie ma pan piłkarskie marzenie?
Aleksander JURASZEK: - Od trzech lat dochodzimy do półfinału Pucharu Polski na szczeblu Śląskiego ZPN, więc chciałbym, żebyśmy wreszcie awansowali do finału i wywalczyli w nim prawo gry z drużyną ze szczebla centralnego. Marzę, by na boisko w Radziechowach wybiegła drużyna znana w całej Polsce.

Radny, wiceprezes, sponsor, zawodnik... Jak na to reaguje rodzina?
Aleksander JURASZEK: - Żona rozumie, że to jest moja pasja. Synowie, choć bardziej od futbolu interesuje ich motoryzacja i informatyka, pomagają mi. Starszy Igor jest studentem. Nagrywa mecze i przygotowuje relacje wideo na naszą stronę, a młodszy Wojtek poszedł do średniej szkoły informatycznej i też chętnie pomaga, żyjąc sprawami klubowymi. Bez ich wsparcia na pewno nie dałbym rady.

 

Z tej samej kategorii