Trener AKS-u Mikołów: Moje ambicje nie kończą się na IV lidze

- Jesteśmy w czołówce tabeli i zimą musimy się zastanowić z działaczami, o co chcemy grać wiosną - mówi Robert Gąsior.

Robert Gąsior
 fot. Dorota Dusik  /  źródło: własne

Po 14 kolejkach pańska drużyna plasuje się tuż za podium I grupy ZINA klasy okręgowej. Tak wysoko nie była od 2014 roku, a do tego zdobyła 42 gole, najwięcej w całej stawce i tyle, ile w... całym poprzednim sezonie. Co się zmieniło po pańskim przyjściu do klubu?

ROBERT GĄSIOR: - W kwestii kadrowej niewiele. Przejąłem drużynę 9 maja, bo dzień przed meczem 24. kolejki poprzedni trener zrezygnował z pracy. Prezesi Krzysztof Janeczek i Michał Żyłka zaprosili mnie wtedy na rozmowę i zapytali czy przejmę zespół.

 

Wahał się pan?

ROBERT GĄSIOR: - Nie. Znałem zawodników, oglądałem mecze AKS-u jako kibic, więc powiedziałem, że jestem gotowy i następnego dnia wygraliśmy z JUW-e Jaroszowice 3:0. Sezon dograliśmy „starym” składem, dorzucając cztery zwycięstwa, remis i dwie porażki. Latem wystarczyło spojrzeć w tabelę, żeby stwierdzić, jaki jest najsłabszy punkt drużyny. Tylko trzy zespoły strzeliły mniej goli niż my, dlatego najważniejsze było dla mnie pozyskanie napastnika. Namówiłem więc Damiana Kota. To był praktycznie nasz jedyny transfer. Ważne było też to, że dalszą grę zadeklarował Robert Prus. W ten sposób wzmocniliśmy siłę uderzeniową, a w trakcie rundy dołączył jeszcze stoper Łukasz Szczygieł, który był wolnym zawodnikiem i - po koleżeńsku - obiecał, że pomoże.

 

Kto jest liderem zespołu?

ROBERT GĄSIOR: - Zbudowany jest na wychowankach i to jest nasza siła. Mikołowski charakter pokazaliśmy szczególnie w meczu ze Spartą Katowice. Przy wyniku 2:2, po czerwonej kartce musieliśmy grać w dziesięciu i wtedy Łukasz Szczepek obronił karnego, a nasz najskuteczniejszy strzelec Mateusz Zamojda w 2 minucie doliczonego czasu gry zdobył zwycięskiego gola. Najważniejszymi postaciami są na pewno kapitan Sebastian Kubisz, wspominany już Robert Prus oraz Wojtek Oltman, który często bierze na siebie ciężar gry.

 

O co gra AKS w tym sezonie?

ROBERT GĄSIOR: - Przed nami ostatni mecz rundy jesiennej, w której nie wyszło nam tylko jedno spotkanie. Źle podeszliśmy do gry w Suszcu, przegrywając 0:3. Z pozostałych występów możemy być zadowoleni. Strzelamy dużo bramek, mamy stabilną obronę z 16-letnim bramkarzem Łukaszem Szczepkiem. Jesteśmy w czołówce tabeli i zimą musimy się zastanowić z działaczami, o co chcemy grać wiosną. Wystarczą dwa wzmocnienia, byśmy spróbowali odzyskać dla Mikołowa IV ligę. Baza na pewno pozwala nam patrzeć wyżej niż obecnie jesteśmy, a moje trenerskie ambicje nie kończą się na IV lidze. Mam dyplom UEFA A, który pozwala prowadzić zespoły do III ligi włącznie.

 

Jest pan mikołowianinem?

ROBERT GĄSIOR: - Mieszkam w Mikołowie, ale pochodzę z Rudy Śląskiej i tam idąc śladem taty, który był zawodnikiem Slavii, zacząłem grać w piłkę. Moim idolem był Roberto Baggio. Jako 17-latek, w meczu B-klasowych rezerw z Gulerem Katowice, strzeliłem 7 bramek i wygraliśmy 9:1. Do 2000 roku byłem zawodnikiem IV-ligowej drużyny, a później przez trzy lata grałem w Jedności 32 Przyszowice, strzelając 33 bramki w 42 spotkaniach. Następnie zakotwiczyłem w Strażaku Mikołów, w którym w klasie A ustanowiłem swój strzelecki rekord - 21 goli w sezonie. Tam także zacząłem pracę trenera, prowadząc młodzież. A gdy kontuzja kolana wyłączyła mnie z gry, w 2008 roku prezes Piotr Tabacki zaproponował mi przejęcie zespołu seniorów, spadających z klasy A. Tylko rok spędziliśmy w klasie B, a po trzech sezonach świętowaliśmy awans do „okręgówki”, w której graliśmy sezon. Rok później rozstałem się ze Strażakiem i przeniosłem się za miedzę, do Bujakowa, gdzie zanosiło się na ciekawy projekt. Skończyło się jednak na awansie do klasy B i... entuzjazm minął. Wtedy pojawiła się oferta z AKS-u.

 

Czy jako rudzianin cieszy się pan, że tylu przeciwników macie właśnie z Rudy Śląskiej?

ROBERT GĄSIOR: - Rudzkim klubom życzę jak najlepiej, ale tak się składa, że akurat z drużynami z Rudy Śląskiej biliśmy strzeleckie rekordy. Zaczęliśmy od 5:3 z Uranią, a później było 2:0 z Wawelem Wirek, 6:0 z Pogonią Nowy Bytom i 8:0 z Grunwaldem. Jeżeli do tego dodamy pucharowe 7:0 z Jastrzębiem Bielszowice i 12:0 z Gwiazdą, to można powiedzieć, że rudzkie zespoły są moimi ulubionymi rywalami.

 

Ile czasu poświęca pan AKS-owi?

ROBERT GĄSIOR: - Trenujemy trzy, a w okresie przygotowawczym cztery razy w tygodniu. Do tego dochodzą zajęcia z młodzieżą z rocznika 2006 w Burzy Borowa Wieś i praca koordynatora MOSiR-u Mikołów. To wszystko po 8-godzinnym dniu pracy w firmie.

 

A co na to rodzina?

ROBERT GĄSIOR: - Też żyje sportem. Córki grają w tenisa stołowego. 10-letnia Oliwia jest zawodniczką Sokoła Orzesze i mieści się w dziesiątce najlepszych w kraju zawodniczek w kategorii żaczki, a 13-letnia Natalia zdobyła w tym roku wicemistrzostwo Polski młodziczek. Teraz już gra wśród kadetek i przeniosła się do Bronowianki Kraków, gdzie jest w klasie sportowej. Żona Ilona nie uprawia co prawda sportu, ale musi to wszystko ogarnąć i ma jeszcze czas, żeby ze szwagrami Mariuszem i Januszem dopingować AKS Mikołów. Na ich wsparcie zawsze mogę liczyć.

 

Z tej samej kategorii