Marcin Malinowski ma prawie 42 lata, gra i nie musi trzymać diety

Marcin Malinowski
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Piłkarz, który w ekstraklasie rozegrał 458 meczów i ma na karku prawie 42 lata, wciąż imponuje formą i nienaganną… sylwetką. - Jak miałem ochotę skonsumować golonkę lub schabowego, to po prostu je jadłem. Owszem, w przeszłości w moim jadłospisie więcej było makaronów i węglowodanów, ale też bez przesady - przekonuje "Malina".

Szóstego listopada Marcin Malinowski skończy 42 lata. Popularny „Malina” nie tylko nie przeszedł jeszcze na piłkarską emeryturę, ale wciąż jest czynnym zawodnikiem, występującym w IV-ligowej Odrze Centrum Wodzisław. Budzi podziw nie tylko ze względu na wysoką formę sportową, ale przede wszystkim na sylwetkę. Wszyscy, albo prawie wszyscy, zastanawiają się, jak on to robi? - Znam dietę-cud „Maliny” - śmieje się jego przyjaciel od lat, Jan Woś. - To… papierosy.

No dobra, żarty na bok. Pociągnęliśmy za język piłkarza, który w ekstraklasie rozegrał 458 meczów. I czego dowiedzieliśmy się? - Śmieję się, gdy słyszę głosy, że wyszczuplałem - powiedział całkiem serio „Malina”. - Nie wiem, skąd takie teorie, bo przecież ja nigdy nie byłem King-Kongiem. Może ekran telewizyjny zrobił ze mnie „byka”? Jak grałem w ekstraklasie, moja waga oscylowała w granicach 73-75 kilogramów, teraz ważę 72 kg, w porywach 74. Jak zatem widać, nie ma drastycznej różnicy między „kiedyś”, a „teraz”.


Przysięgam, że nie stosuję diety, zresztą nigdy jej nie stosowałem. Jak miałem ochotę skonsumować golonko lub schabowego, to po prostu je jadłem. Owszem, w przeszłości w moim jadłospisie więcej było makaronów i węglowodanów, ale też bez przesady. Co mnie utrzymuje w formie fizycznej? Odpowiedź jest prosta - regularne treningi. Ćwiczymy bowiem cztery razy w tygodniu plus mecz. Właśnie reżim treningowy powoduje, że nie przybieram na wadze. Kiedyś zdarzało mi się dobijać do 77-78 kilogramów, ale to były sprawy incydentalne i krótkotrwałe. Widocznie mam bardzo dobrą przemianę materii, więc nie muszę specjalnie dbać o linię. Tak, papierosy wciąż palę, ale to nie jest żadna tajemnica, nigdy się z tym nie kryłem. Moi trenerzy doskonale o tym wiedzieli, więc czasami byłem zdumiony, że próbują nakryć mnie z „fajką”.

 

 

 

Z tej samej kategorii