Napastnik Rekordu: Mogłem ustrzelić hat trick

Dawid Ogrocki
 /  fot. Dorota Dusik  /  źródło: własne

Kontuzja nominalnego „wysuniętego napastnika” Dawida Hałata i uraz Marka Sobika, który w dwóch ostatnich sparingach przymierzany był na pozycję „dziewiątki”, zmusiły trenera Piotra Jaroszka do wystawienia na „szpicy” Dawida Ogrockiego. Niespełna 26-letni zawodnik, który w poprzednim sezonie w 32 występach strzelił 10 goli, miał spory udział w wyjazdowym zwycięstwie (3:1) bielszczan ze Stilonem.

SPORT: Pierwszy gol padł z wolnego po faulu, który pan wywalczył na 20. metrze. Przy drugim miał pan asystę, a trzeciego strzelił pan sam. Jest pan zadowolony z formy na inaugurację III-ligowego sezonu?

DAWID OGROCKI: Zadowolony jestem przede wszystkim ze zwycięstwa. Ze swojego występu raczej nie. Pierwszy gol to zasługa Marka Profica, bo to on uderzeniem z wolnego zaskoczył bramkarza. Drugie trafienie to indywidualna akcja, którą popisał się Michał Czernek. Ja mu tylko odegrałem piłkę z „klepki”, a on zrobił wszystko. Mój gol natomiast to efekt podania Kamila Żołny. Nie mogłem tego zmarnować.


To w takim razie dlaczego jest pan niezadowolony?
DAWID OGROCKI: Bo w pierwszej połowie miałem jeszcze dwie okazje, ale najpierw przestrzeliłem, główkując po wrzutce Mateusza Gaudyna, a chwilę później bramkarz Stilonu obronił mój strzał w sytuacji sam na sam. Po przerwie też miałem jeszcze dwie idealne okazje, ale ich nie wykorzystałem ich. Śmiało więc mogłem ustrzelić hat tricka i wtedy byłbym zadowolony. Nad poprawą skuteczności nadal muszę pracować.


Na jakiej pozycji będzie pan grał w tym sezonie?
DAWID OGROCKI: Mogę grać jako skrzydłowy i to jest chyba moja nominalna pozycja, albo jako „dziewiątka”. Decyzja należy do trenera.

 

Skoro mowa o trenerze... Jak się pan pracuje z Piotrem Jaroszkiem?
DAWID OGROCKI: Po czterech latach pracy Wojciecha Gumoli przyszedł nowy, choć dobrze znany w Rekordzie, szkoleniowiec i trenujemy inaczej. Pasuje nam ta forma zajęć, ale wiadomo, że ocena zależeć będzie od wyników. Chcemy, żeby zwycięstwa nas napędzały. Po pierwszej wygranej było naprawdę miło i długa podróż z Gorzowa Wielkopolskiego była sympatyczna. Ale choć wróciliśmy do domu w poniedziałek po 4.00, to już na 17.00 trener zaplanował zajęcia, bo już w sobotę czeka nas kolejny mecz.

Z tej samej kategorii