Prawie 60 ligowych goli w 3 lata: niezła wizytówka snajpera „Cidrów”

Od pewnego czasu mocno pracuję nad lewą nogą. Dziś już praktycznie nie ma dla mnie różnicy, z której uderzam - cytowaliśmy na naszych łamach Roberta Wojsyka po meczu z Sarmacją Będzin. 27-letni napastnik odwrócił wówczas losy hitowego meczu w I grupie IV ligi śląskiej, w niespełna kwadrans zdobywając dwa gole.

GKS II Tychy - Ruch Radzionkow
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Oba - z rzutów wolnych, uderzanych raz lewą, raz prawą nogą. - Widziałem te bramki w Internecie. „Ciasteczka”! - przyklaskuje wyczynom niegdysiejszego podopiecznego Jacek Trzeciak.

- Jeszcze tylko głowa i byłby komplet - Robert Wojsyk z uśmiechem nawiązuje do wyczynu z potyczki z będzinianami. Akurat w tym meczu szansy na gola zdobytego głową nie miał, ale trochę trafień w ten sposób już na swe konto zapisał. Słowa „głowa” to jednak - zdaje się - kwintesencja jego dotychczasowej przygody z piłką.

Sto na sto...

Wychowanek MLKS Woźniki, jako utalentowany nastolatek, trafił do ekstraklasowej wówczas Polonii Bytom - zresztą za sprawą swego obecnego trenera w „Cidrach”, Kamila Rakoczego. I w którymś momencie zwrócił na siebie uwagę sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny. - Na treningach robił rzeczy niezwykłe. Wiele zagrywek wychodziło mu z regularnością... sto na sto powtórzeń - wspomina cytowany już Jacek Trzeciak. Wtedy był jeszcze czynnym zawodnikiem, zagrał nawet w ligowym meczu z Polonią Warszawa, w którym Wojsyk (dwa dni po 18. urodzinach) dostał od Marka Motyki szansę debiutu w elicie. W kolejnych sezonach jednak tych ligowych występów nazbierało się serdecznie mało...

… i „spalony”

- „Bolo” (pseudonim zawodnika - dop. red.) - szalenie pracowity i szalenie solidny chłopak, miał bowiem ogromny problemem: wychodził na mecz o punkty i się „palił”. Głowa nie wytrzymywała presji - ocenia Trzeciak. Kiedy został samodzielnym opiekunem Polonii (już w I i w II lidze), dawał zdolnemu szanse gry. - Przede wszystkim na wyjazdach, żeby odciąć od atmosfery rodzimych trybun, na których fani przykleili Robertowi łatkę piłkarza sprawiającego nieustanny zawód.

Wycięty równo z trawą

Ale goli nie było... - Może zabrakło mi trochę szczęścia? Na pewno zaś zdrowia - mówi dziś Wojsyk, spoglądając wstecz na swą przygodę (poza Polonią, obejmowała też GKS Tychy, Rozwój Katowice i macierzyste Woźniki). - Trzy poważne kontuzje, trzy operacje: dwa razy więzadła krzyżowe, trzecia - będąca następstwem tamtych dwóch - wyjaśnia.
- Nie były to urazy wynikające z zaniedbania. Po prostu trafiał na rywali, którzy „cięli równo z trawą” - dodaje Trzeciak.

Z tej samej kategorii