Jarosław Czerwonka: Jestem chybianinem z krwi i kości

Docelowo mierzymy w IV ligę i chcemy bazować na wychowankach - mówi prezes szykującego się do jubileuszu 80-lecia klubu, którego wizytówką jest wicemistrz olimpijski z Barcelony, Ryszard Staniek.

SPORT: Czy Ryszard Staniek nadal jest związany z Cukrownikiem?
Jarosław CZERWONKA: - Jeszcze kilka lat temu był u nas trenerem juniorów i seniorów. Chcieliśmy go zatrzymać, ale nasze drogi się rozeszły. Nie chcę tego oceniać, bo każdy ma prawo do swojego życia. Teraz nie mamy kontaktu. Wysłaliśmy jednak zaproszenie na obchody 80-lecia, które planujemy 10 listopada o 18.00 w naszej hali, ale nie wiemy czy przyjedzie...

Coś was poróżniło?
Jarosław CZERWONKA: - Nie. Rozstaliśmy się w zgodzie, ale Rysiek chyba sam się wycofał z życia sportowego. Trzeba to uszanować, to jego wola. Zapewniam jednak, że zawsze go przyjmiemy i będziemy gościć, bo szanujemy ludzi, którzy rozsławili nasz klub.

 

Fot. Dorota Dusik / źródło: własne

 

A pan jak długo jest z nim związany?
Jarosław CZERWONKA: - Prezesem jestem od 2,5 roku. Zaczynałem jako... kibic. Około 12 lat temu, w gronie sympatyków, ustaliliśmy, że pomożemy klubowi finansowo. Zrobiliśmy zrzutkę, w której wzięło udział kilku inwestorów oraz przedsiębiorców z Chybia. Opodatkowaliśmy się dobrowolnie, a z uzyskanych w ten sposób środków co miesiąc lub co dwa wspieraliśmy klub.

To było „wkupne”?
Jarosław CZERWONKA: - (śmiech) Tak to można nazwać, bo 9 lat temu zostałem wiceprezesem, a na ostatnich wyborach powierzono mi rolę prezesa klubu, w którym stawiałem pierwsze piłkarskie kroki. Jestem chybianinem z krwi i kości. Zaczynałem jako trampkarz, ale piłkarzem nie zostałem. Talent w naszej grupie miał Edward Staniek, trochę młodszy od nas przedstawiciel uzdolnionej piłkarsko rodziny, z której najbardziej znany jest wspomniany Rysiek.

Jak długo grał pan w piłkę?
Jarosław CZERWONKA: - Do wieku juniora. Wtedy - na fali mody i fascynacji filmem „Wejście Smoka” - zacząłem uprawiać sporty walki. Trafiłem do BBTS-u Bielsko-Biała, gdzie przez 3 lata trenowałem samoobronę. Następnie zacząłem pracę, która wymagała poświęcenia i mogłem zostać tylko sympatykiem klubu.

Kiedy był pan z niego najbardziej dumny?
Jarosław CZERWONKA: - Jako dziecko z fascynacją patrzyłem na Franciszka Pietrzyka i Stanisława Dziędziela, którzy nadal uczestniczą w życiu klubu. Następnie rozkwitał talent Edwarda Stańka, a Cukrownik awansował do III ligi. Największe emocje przeżywaliśmy w sezonie 1984/85. Pamiętam jak z Górnikiem Knurów przyjechał do Chybia legendarny Zygfryd Szołtysik. Kończył wtedy karierę, a możliwość oglądania w akcji takiego piłkarza było dla nas wielkim zaszczytem.

Wśród wychowanków klubu są znani z występów w ekstraklasie, świętej pamięci Mirosław Staniek oraz Daniel Feruga, dziś zawodnik Olimpii Grudziądz. Ponadto karierę kończył tu Witold Wawrzyczek. Kto był ikoną Cukrownika?
Jarosław CZERWONKA: - Nie chciałbym nikogo pominąć, bo było wielu oddanych klubowi ludzi, ale z czasów mojej działalności na wyróżnienie zasłużył Łukasz Folek. Grał w Cukrowniku kilkanaście lat i sam potrafił odmieniać losy meczów.

W jakiej kondycji jest dziś 80-letni klub?
Jarosław CZERWONKA: - Jego najlepszy czas przypadł na złoty okres naszej miejscowości, w którym istniała cukrownia, a członków klubu było ponad 500. Na ich czele stał przebojowy Emanuel Mikołajczyk, którego imieniem chcemy nazwać halę sportową. W pełni na to zasłużył, bo za jego kadencji Cukrownik miał najlepszy okres w historii. Teraz gramy w „okręgówce”, zajmujemy 10. miejsce, ale myślimy o stopniowym podnoszeniu pozycji. Docelowo mierzymy w IV ligę, w której chcielibyśmy się znaleźć za 3,4 lata. Myślimy także o odbudowaniu drugiej drużyny. Chcemy bazować na wychowankach, wchodzących obecnie do kadry 17-, 18-letnich chłopakach. Gdy już będziemy walczyć o awans, wzmocnienia z zewnątrz mogą się okazać niezbędne, ale Chybie zawsze słynęło z własnych zawodników i chcielibyśmy iść tym szlakiem.

A jakie macie zadania na dziś?
Jarosław CZERWONKA: - Nasz stadion to teren budowy. Bardzo dobra współpraca z wójtem Januszem Żydkiem i radą gminy zaowocowała tym, że zakończyliśmy remont pawilonu. Trybuna została rozebrana i mam nadzieję, że w połowie przyszłego roku kibice będą mogli zasiąść na nowych miejscach. Sporo nakładów wymaga także nasza hala. Mówię „nasza”, bo jesteśmy jednym z niewielu klubów w Polsce posiadających własną halę sportową. To nasza „żywicielka”, która przynosi dochody. Nie mamy sponsora tytularnego czy głównego, bo cukrownia w Chybiu to już historia, a gmina wspiera tylko sport młodzieżowy. Na drużyny seniorów, a oprócz piłkarzy mamy jeszcze sekcję tenisa stołowego, sami musimy wypracować środki i - w głównej mierze - zdobywamy je właśnie dzięki hali.

Ile czasu poświęca pan na działalność w klubie?
Jarosław CZERWONKA: - Nie chciałbym, żeby to żona przeczytała (śmiech)... To jest małe przedsiębiorstwo. Sama drużyna piłkarska nie zajmuje tak dużo czasu, ale organizacja obozów w hali dla 40-50-osobowej grupy to już spore wyzwanie. Do tego dochodzą remonty, bo to 40-letni obiekt i gdy się zaniedba bieżące naprawy, rodzi się problem. Na szczęście żona jest wyrozumiała. Na wsparcie syna nie mogę liczyć. Artur do 21. roku życia grał w Cukrowniku, ale 9 lat temu zerwał więzadła i uszkodził łąkotkę. Postanowił zakończyć występy na boisku, a ponieważ mieszka z żoną w Cieszynie, nie mogę korzystać z jego pomocy. Współpracuję jednak z Hieronimem Pisarkiem, wiceprezesem bardzo angażującym się w działalność klubową.

Udaje się panu pogodzić ją z pracą zawodową?
Jarosław CZERWONKA: - Pracuję w służbie celno-skarbowej. Co drugi dzień jestem w pracy 12 godzin, co ułatwia mi działanie. Gdybym codziennie pracował po 8 godzin, byłby problem. Musielibyśmy bowiem kogoś zatrudnić, a tak rolę menedżera, razem z członkami zarządu, pełnimy społecznie.

Czego życzyć klubowi przygotowującemu się do jubileuszu 80-lecia?
Jarosław CZERWONKA: - Marzę, by drużyna złożona z wychowanków awansowała do IV ligi, a rezerwy grały w klasie A. Chciałbym również odbudować wszystkie roczniki młodzieżowe. W tej chwili mamy 5 grup i brakuje nam zespołu juniora młodszego. Chcielibyśmy mieć ciągłość szkolenia od skrzata do seniora i z takim potencjałem ruszyć w kierunku kolejnego jubileuszu.

 

Z tej samej kategorii