Najlepsi z najlepszych

FBL-WC-2014-MATCH57-BRA-COL
 fot. AFP  /  źródło: AFP

Do najlepszej jedenastki turnieju wiodły tylko trzy drogi. Trzeba było zapracować na miano objawienia, okazać się niezastąpionym albo wznieść się na poziom dla innych niedostępny. Innych kryteriów nie było…

 Jeżeli ktoś błyszczał w tych mistrzostwach, ale wykorzystywał do tego 60 proc. swojego potencjału - albo nie pokazał nic ponadto, do czego przyzwyczaił wcześniej - na wyróżnienie tym razem nie zasłużył. Podobnie nic do rzeczy nie miała końcowa kolejność na podium. Gdyby brać ją pod uwagę, musielibyśmy wystawić do gry całą drużynę Niemiec, bo nic innego we współczesnym futbolu nie funkcjonuje w sposób bardziej doskonały. Wskazujemy dzisiaj tych, którzy nawet tuż przed kolejnym czempionatem nieomylnie kojarzyć nam się będą z przełomem czerwca i lipca 2014 roku

 

Manuel NEUER (Niemcy). Ktoś genialnie określił go jednym krótkim zdaniem: PROTOTYP 2025. Nie tyle wyprzedził epokę, co z gracją połączył najlepsze cechy starych mistrzów i tych, którzy na piedestał wdrapywać się będą w następnych latach. Piłkarsko kompletny, a do tego bezkompromisowy i bezczelny z natury. Udowodnił, że dla bramkarza to wartość dodana.

 

Ezequiel GARAY (Argentyna). Formację obronną ustawiamy z trzech stoperów ustawionych szeroko w linii, co z upodobaniem praktykowano podczas minionego mundialu. Argentyna na przestrzeni całego turnieju grała w sumie czterema środkowymi defensorami, ale tylko Garay okazał się tym niezastąpionym. I do końca niemal doskonałym.

 

Mario YEPES (Kolumbia). Fenomen z pogranicza fizjologii i biodynamiki. Mimo 38 lat swobodnie karcił rywali, którzy w niejednym przypadku mogliby być jego dziećmi. Z roli dyrygenta bloku defensywnego wywiązał się w sposób absolutnie perfekcyjny. Wyczerpał wszystkie znamiona definicji terminu filar.


Ron VLAAR (Holandia). W potyczkach grupowych sprawiał w miarę solidne wrażenie, ale nie na tyle mocne, by ufać mu bezgranicznie. To, co pokazał w fazie pucharowej, to była profesura dziewiczego sortu. Przeciwko Argentynie zagrał prawdopodobnie najlepsze 120 minut w karierze i być może nigdy już czegoś takiego nie powtórzy.

 

Javier MASCHERANO (Argentyna). Jedyny człowiek, który tego lata był w stanie zneutralizować atuty Arjena Robbena. W półfinale dał koncert gry destrukcyjnej ze szczególnym uwzględnieniem holenderskiego skrzydłowego. Im bliżej meczu o złoto, tym częściej mówiło się, że to nie Sabella i nie Messi, ale właśnie El Jefecito jest faktycznym przywódcą argentyńskiej ekipy. Dlatego tak trudno uwierzyć w to, że to właśnie on nie zablokował dośrodkowania, po którym została ujawniona ostatnia tajemnica mundialu

 

Arjen ROBBEN (Holandia). Tajfun uwięziony w ludzkiej sylwetce. Niemal każdy jego kontakt z piłką zwiastował jedną z dwóch opcji – bezmiar zniszczenia albo poważne kłopoty. Czasem dopiero potrojenie krycia ratowało rywali z opresji, ale i to nie zawsze. Na długo w pamięci zapadnie jego odprawa taktyczna przy linii bocznej, której z uwagą przysłuchiwał się nawet Louis van Gaal.

 

Bryan RUIZ (Kostaryka). Po pierwszym jego występie mogło się wydawać, że to tylko złudzenie. Po drugim – dominowało niedowierzanie. Po trzecim – wypadało to powiedzieć głośno: widzieliśmy kogoś, kto jako pierwszy od niemal dekady w środku pola stylem gry przypomina samego Zinedinea Zidanea. Cecha charakterystyczna - niewielka dynamika poczynań rekompensowana niekonwencjonalną techniką użytkową na małej przestrzeni boiska. Bez niego Kostaryka nie osiągnęłaby najlepszego wyniku w dziejach. Trafił ze szczytem formy na najważniejszy turniej życia. Ilu uczestników mundialu może powiedzieć o sobie to samo?

 

Juan CUADRADO (Kolumbia). Gdyby przed każdym stadionem świata ustawić ankietera, który wchodzących pytałby o to, co chcą dzisiaj zobaczyć, szybko okazałoby się, że kibic wciąż najbardziej kocha futbol radosny. Jego niezrównanym instruktorem na brazylijskich obiektach był właśnie Cuadrado. Obok Robbena najlepszy drybler turnieju. Jeden z nielicznych, którzy sztukę łączenia gry widowiskowej z efektywną opanowali niemal perfekcyjnie.

 

James RODRIGUEZ (Kolumbia). Król strzelców globalnego czempionatu, będący dopiero u progu wielkiej kariery. Pierwszy piłkarz od 2002 roku (po Rivaldo), który zdobył bramkę w każdym z pięciu pierwszych meczów. I pierwszy od 1978 roku (po Teofilo Cubillasie), który w pięciu kolejnych spotkaniach trafiał do siatki jako debiutant. Gdyby ktoś pytał, wart jest obecnie 75 mln euro.

 

NEYMAR (Brazylia). Dzisiaj można to oznajmić bez zawahania - nie został największa gwiazdą turnieju w sporej mierze dlatego, że 22 innych piłkarzy nie zasługiwało na to, by tworzyć z nim zespół. Przez miesiąc żaden inny gracz w tak ogromnym stopniu nie decydował o kondycji emocjonalnej narodu i potencjale drużyny narodowej. Kiedy go zabrakło, Brazylia pierwszym susem złamała kręgosłup mentalny i obumarła na oczach całego świata.

 

Thomas MUELLER (Niemcy). Był tylko o krok do przejścia do historii jako ten, który pierwszy obronił tytuł króla strzelców mundialu. Można w ciemno założyć, że gdyby w trakcie turnieju nie został wycofany z ataku na prawe skrzydło, jego strzelecki dorobek nie zatrzymałby się na pięciu trafieniach. Bajeczną technikę zostawia tym, którzy są wrażliwi na aplauz trybun lub jego brak. Sam wciela się w rolę bezwzględnego oprawcy - i nigdy jeszcze nie wyszedł na tym źle


Jedenastka turnieju: Manuel NEUER (Niemcy) - Ezequiel GARAY (Argentyna), Mario YEPES (Kolumbia), Ron VLAAR (Holandia) - Javier MASCHERANO (Argentyna) - Arjen ROBBEN (Holandia), Bryan RUIZ (Kostaryka), Juan CUADRADO (Kolumbia) - James RODRIGUEZ (Kolumbia), NEYMAR (Brazylia), Thomas MUELLER (Niemcy).

 

Jedenastka dublerów: Keylor NAVAS (Kostaryka) – Philipp LAHM (Niemcy), Rafik HALLICHE (Algieria), Stefan DE VRIJ (Holandia), Marcos ROJO (Argentyna) – Dirk KUYT (Holandia), Kevin DE BRUYNE (Belgia), Andre SCHUERRLE (Niemcy), Angel DI MARIA (Argentyna) – Lionel MESSI (Argentyna) – Miroslav KLOSE (Niemcy)..

 

Z tej samej kategorii