Były ligowiec nie ma wątpliwości: Najlepszy był van Gaal!

- Bardzo podobały mi się chłodne decyzje Joachima Loewa, ale selekcjoner Holandii dokonywał rzeczy niesamowitych - mówi Jan Woś, mający na koncie ponad 300 występów w ekstraklasie.

Louis van Gaal
 źródło: Reuters

 

BOGDAN NATHER: Ktoś, kto odważyłby się powiedzieć o mundialu w Brazylii, że był nudny, powinien dostać w twarz?

 

JAN WOŚ* : To zależy, kto bije (śmiech). Ale tak całkiem serio - uważam, że były to bardzo ciekawe mistrzostwa, dawno tak się nie pasjonowałem turniejem piłkarskim na najwyższym szczeblu. Na palcach jednej reki można policzyć mecze, które były nudne.

 

O atrakcyjności tego turnieju decydowała duża liczba strzelonych goli?

 

JAN WOŚ: To prawda, że do tej pory na mistrzostwach zdobyto aż 170 bramek, ale nie tylko ten element sprawił, że turniej w Brazylii był bardzo interesujący. O atrakcyjności decydowały chociażby niespodzianki w postaci porażek faworytów. Nie spodziewałem się, że z grupy nie wyjdą Anglia, Włochy, Hiszpania, czy Portugalia. To jest właśnie urok futbolu, bo niewielu mogło przewidzieć taki rozwój wypadków.

 

Jakiej drużynie przykleiłby pan etykietkę czarnego konia tegorocznych mistrzostw świata?

 

JAN WOŚ: Opowiadam się za Kolumbią, chociaż zdaję sobie sprawę, że inni mogliby wskazać na przykład Kostarykę. Kolumbijczycy zaimponowali mi, bo prezentowali futbol miły dla oka, agresywny, a poza tym byli bardzo konsekwentni na boisku. W meczu z Brazylią ich waleczność była naprawdę godna podziwu. No i ten niesamowity James Rodriguez, obdarzony instynktem strzeleckim. Klasyczny killer o twarzy dziecka, pod tym względem przypomina mi Norwega Ole Gunnara Solskjaera, grającego swego czasu w Manchesterze United.


Najwięcej pochwał kierowano pod adresem bramkarzy. Uważa pan, że na to zasłużyli? I czym panu najbardziej zaimponowali?


JAN WOŚ: W Brazylii obserwowaliśmy futbol na tak, a taki styl gry kreuje bramkarzy na bohaterów. W takich meczach piłkarze oddają dużą liczbę strzałów na bramkę, jest wiele spięć podbramkowych i mnóstwo sytuacji, więc strażnik bramki ma wiele okazji, by się wykazać. Zaimponowali mi tym, że potrafili połączyć skuteczność interwencji z efektownym stylem bronienia. To nie są zwierzaki pokroju dwumetrowego van der Sara, lecz bardzo zwinni i sprawni goście, o przeciętnych warunkach fizycznych. Byłem pod wrażeniem gry bramkarza reprezentacji Meksyku Guillermo Ochoy, ale najlepszym golkiperem tego czempionatu był bez wątpienia Manuel Neuer. Nie tylko bardzo dobrze broni strzały rywali, ale jest również najlepszym stoperem i doskonale czyta grę. Umiejętność antycypacji, czyli przewidywania zamiarów przeciwnika, cechuje tylko bramkarzy najwyżej klasy.

 

Rozmawiamy przed meczem finałowym Niemcy - Argentyna. Kto pańskim zdaniem zasłużył na miano piłkarza numer jeden tej imprezy?


JAN WOŚ: Nie mam żadnych wątpliwości - Arjen Robben. Holender był niesamowity, przewyższał wszystkich zawodników w swojej drużynie. Kiedy dostawał piłkę i ruszał na bramkę rywali, ci zawsze mieli problemy z powstrzymaniem go. To był piłkarz, który w każdym meczu robił różnicę. No, może poza spotkaniem z Argentyną, gdzie zwyciężyła taktyka, a nie kunszt piłkarski. Ten mecz przypominał partię szachów, w której nie mogli błyszczeć piłkarze klasy Robbena i Messiego.


Najciekawszy futbol w trakcie tych mistrzostw prezentowała reprezentacja...


JAN WOŚ: Wiem, że wielu zwolenników mają Niemcy, ale ja pozostaję konsekwentny - mnie najbardziej imponowała Holandia. Mają w składzie kilka indywidualności, lecz nie brakuje tam pracusiów, ludzi od czarnej roboty na boisku. Holandia to futbol będący połączeniem finezji z solidnością. Szkoda, że nie zagrali w finale z Niemcami, to dopiero byłby spektakl!

 

Największy zawód sprawiła panu Brazylia? Stracić dziesięć goli w dwóch meczach to duża sztuka.


JAN WOŚ: Bez dwóch zdań - Brazylia w ostatnich meczach po prostu mną wstrząsnęła. Canarinhos zrobili w dwóch meczach rzecz straszną dla swoich sympatyków. Wyszło na jaw, jaką różnicę robił Neymar. W tych mistrzostwach Brazylia grała jak nie Brazylia.

 

Wydarzenie związane z mistrzostwami, które najbardziej zapadło panu w pamięci?


JAN WOŚ: Postępek Luisa Suareza, którego nie można wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Nigdy nie spotkałem się na boisku z czymś takim. Mógłbym jeszcze zrozumieć zachowanie Urugwajczyka, gdyby przeciwnik wsadził mu palec do ust, a ten wówczas by go ugryzł. Ale żeby kąsać w bark? Nie dziwię się, że natychmiast pojawiła się lawina dowcipów na ten temat, łącznie z nazwą klubu, w którym Suarez zakończy karierę piłkarską. To na pewno będzie Dolcan Ząbki.

 

Jako trenerowi najbardziej przypadł panu do gustu coaching w wykonaniu Louisa van Gaala?


JAN WOŚ: Bardzo podobały mi się chłodne decyzje Joachima Loewa, ale Louis van Gaal dokonywał rzeczy niesamowitych. Zmiana bramkarza przed serią rzutów karnych w meczu z Kostaryką to majstersztyk. On podejmuje decyzje natury strategicznej, potrafi przewidzieć rozwój wydarzeń na boisku. Jako jedyny skorzystał z wszystkich 27 zawodników, których zabrał na mistrzostwa. To pokaz jego przewagi nad resztą trenerów.

* były piłkarz Odry Wodzisław, Ruchu Chorzów, Groclinu Dyskobolii, rozegrał w ekstraklasie 324 mecze, obecnie trener.

 

Z tej samej kategorii