Brazylia - Niemcy: Czarna czołówka gazety

Zostanę zapamiętany, jak człowiek, który przegrał 1:7. Jako ten, który prowadził zespół podczas najgorszego meczu w historii brazylijskiego futbolu – powiedział Luiz Felipe Scolari, trener Brazylijczyków.

David Luiz i Thiago Silva
 źródło: AFP

- Mogliśmy spodziewać się porażki, ale nie w takim stylu i rozmiarach – oto najczęściej powtarzane od kilkudziesięciu godzin słowa w całej Brazylii. Reprezentacja Canarinhos skompromitowała się w półfinale mistrzostw świata, a słowa koszmar, tragedia, dramat i masakra są odmieniane przez wszystkie przypadki. - To był najgorszy dzień w moim życiu – takie słowa Luiza Felipa Scolariego nie pozostawiają wątpliwości. Brazylia jest zdruzgotana.

 

Rozpacz i łzy

 

Wystarczy spojrzeć na pierwsze strony brazylijskich dzienników, aby pojąć ogrom tej katastrofy. Nie będzie okładki. Nie robimy łaski, po prostu jesteśmy zawstydzeni. Wrócimy jutro takie słowa, napisane białymi literami na czarnym tle stanowią jedynkę dziennika Meia Hora. Pozostałe brazylijskie gazety wypełnione są fotografiami płaczących piłkarzy i kibiców. - Proszę o wybaczenie wszystkich Brazylijczyków. Chcieliśmy dać naszemu narodowi, który codziennie bardzo cierpi, radość. Nie udało się, oni byli po prostu lepsi – szlochał do kamery David Luiz, który w meczu z Niemcami pełnił rolę kapitana Canarinhos. - Nasz sen już się skończył, ale obiecuję, że Brazylia będzie się jeszcze cieszyć z naszych sukcesów – obiecał środkowy obrońca Paris Saint-Germain.


Przed meczem David Luiz, a także bramkarz, Julio Cesar, trzymali w trakcie odgrywania narodowego hymnu koszulkę Neymara, który nie mógł zagrać z Niemcami z powodu kontuzji. Canarinhos chcieli wygrać również dla niego. A po meczu, poza przeprosinami, powiedzieli niewiele sensownego. Przemawiała przez nich frustracja połączona z niedowierzaniem. - Nie można tłumaczyć czegoś, co jest niewytłumaczalne – powiedział Julio Cesar. Tanich wymówek nie szukał także Luiz Felipe Scolari. - Czy gdyby Neymar był na boisku to spotkanie potoczyłoby się inaczej? Nie mam żadnych podstaw, aby tak sądzić – powiedział trener Brazylijczyków, który jak cały świat docenił klasę rywala.

 

Szukanie winnych i zamieszki

 

- Nie szukajmy usprawiedliwień. Przez kilka minut w meczu Niemcy nas wypunktowali. Nigdy nie przeżyłem tak dotkliwej porażki. Zostanę zapamiętany, jak człowiek, który przegrał 1:7. Jako ten, który prowadził zespół podczas najgorszego meczu w historii brazylijskiego futbolu – dodał po meczu Felipao. Nikt nie ma wątpliwości, że trener ten na stanowisku selekcjonera Brazylijczyków spędzi jeszcze tylko kilka dni i po raz ostatni poprowadzi zespół 12 lipca w sobotę, podczas meczu o trzecie miejsce mundialu. Na razie jednak nikt nie spekuluje, kto miałby go zastąpić. Tak, jak nikt nie analizuje jeszcze dogłębnie koszmarnego meczu przeciwko Niemcom. Szukanie kozła ofiarnego, na razie, jest dosyć nieśmiałe, chociaż zauważono, że David Luiz nie wywiązał się z roli kapitana, brakowało rozgrywającego, źle grała cała defensywa, a Fred tylko imituje środkowego napastnika. Brazylijskich piłkarzy nie czeka zapewne taki los, jak bramkarza Moacira Barbosy, obwinianego o porażkę z Urugwajem w 1950 roku, który przez 50 lat żył z piętnem Maracanazo. Ale żaden z zawodników, który zagrał we wtorek w Belo Horizonte nie będzie miał łatwego życia.


Całą Brazylia po meczu z Niemcami zapłakała. A niezadowoleni kibice swoją frustrację zaczęli wylewać już w trakcie meczu. Gdy Canarinhos stracili trzeciego gola, w strefie kibica w Recife wybuchły zamieszki. Ich fala przelała się następnie przez kolejne brazylijskie miast. Palono samochody, autobusy i rabowano sklepy. Służby bezpieczeństwa w kolejnych dniach spodziewają się kolejnej fali eskalacji przemocy.

Z tej samej kategorii