Ostatni dzwonek dla „Piastunek”

Dariusz Wdowczyk
 /  fot. Piotr Kucza  /  źródło: FOTOPYK

Drużyna trenera Dariusza Wdowczyka jest „czerwoną latarnią” tabeli i jako jedyna nie wygrała jeszcze meczu w ekstraklasie. - Piłkarze i trenerzy nie powinni popadać w samouspokojenie, że straty można odrobić z nawiązką. Piast nie jest zespołem o takim potencjale, jak Legia Warszawa - ostrzega były piłkarz drużyny z Gliwic, Sławomir Szary.

Wprawdzie minęło dopiero 5 kolejek nowego sezonu, ale sytuacja drużyny z Gliwic w ligowej tabeli jest nie do pozazdroszczenia. Piast jako jedyny zespół w LOTTO Ekstraklasie nie poznał jeszcze smaku zwycięstwa. W sobotę podopieczni trenera Dariusza Wdowczyka zmierzą się na własnym boisku z Koroną Kielce i jest to dla nich chyba ostatni dzwonek, by odbić się od dna i podreperować swoje skromne konto punktowe.


Już przed dwoma tygodniami były szkoleniowiec „Piastunek” Ryszard Wieczorek martwił się wynikami gliwiczan. - Jestem zaskoczony postawą Piasta, bo w pierwszym meczu był lepszy od Cracovii, ale ostatnie wrażenie było fatalne - powiedział. - Coś w tym zespole szwankuje, nie widzę piłkarza, który denerwowałby się na boisku. Tej sportowej złości najbardziej mi brakuje. Teraz widać, jaką wartość dla tego zespołu miał Radosław Murawski. Nie jest zawodnikiem o wybitnych umiejętnościach technicznych, ale harował na boisku za dwóch, od pierwszej do ostatniej minuty meczu.

 

Wstydliwy bilans

W pięciu kolejkach Piast stracił aż dwanaście goli, co daje średnią 2,4 straconej bramki na mecz. To świadczy o (nie)skuteczności zespołu w grze obronnej i trzeba sobie szczerze powiedzieć, że w kilku meczach defensywa gliwiczan wyglądała jak osoba z anoreksją. Trener Dariusz Wdowczyk oglądając popisy swojej drużyny, na ławce rezerwowych czasami wyglądał na faceta, który właśnie przeczytał swój nekrolog.


- Sytuacja w tabeli Piasta na pewno nie jest komfortowa - zauważył były piłkarz klubu z Gliwic, Sławomir Szary. - Wiem, że to dopiero początek rozgrywek, lecz piłkarze i trenerzy nie powinni popadać w samouspokojenie, że straty można odrobić z nawiązką. Piast nie jest zespołem o takim potencjale, jak chociażby Legia Warszawa, a poza tym w tym sezonie punkty nie będą dzielone. Jak ktoś zostanie na początku na samym dnie, to potem trudno wyjść z takiego dołka. Widzę również inną przyczynę zapaści Piasta. Na początku rozgrywek stracili jednego ze swoich liderów, Gerarda Badię. Teraz dodatkowo „wylatuje” Konstantin Vassiljev, a brak takich zawodników musi odbić się negatywnie na postawie drużyny. To są liderzy, którzy może mniej mówią na boisku, ale są wartością dodaną, bo mają wysokie umiejętności stricte piłkarskie. Ich znacznie trudniej zastąpić niż tzw. liderów mentalnych, którzy głównie krzyczą na innych, próbując ich poderwać do walki. Jeżeli za tym nie idą umiejętności, efekt z reguły odbiega od zamierzonego. Mam jednak nadzieję, że czarny scenariusz nie zostanie wcielony w życie. Ale koniecznie gliwiczanie muszą rozstrzygnąć na swoją korzyść najbliższy mecz. Gdzie przełamać kryzys, jak nie na swoim boisku? I z kim, jak nie z Koroną? Wierzę, że tak doświadczony trener jak Dariusz Wdowczyk zdoła zmobilizować piłkarzy Piasta. Zna metody, jak tego dokonać. Wydaje mi się jednak, że nie powinien wywierać większej presji na zawodnikach, bo to może nie zadziałać. Wiem z doświadczenia, że jeżeli wleczesz się w ogonie tabeli, to tracisz pewność siebie. Wrzucenie na barki dodatkowego balastu, nie przyniesie niczego dobrego.

 

Bez paniki

W grze „do przodu” niby nie wygląda to najgorzej, bo mniejszy dorobek strzelecki mają Bruk-Bet, Pogoń, Sandecja, Wisła Płock, Śląsk, Arka. Sęk w tym, że mają one więcej punktów od „Piastunek”. Poza tym napastnicy outsidera tabeli kilka okazji z gatunku stuprocentowych zmarnowali, w dodatku w kluczowych momentach spotkania, jak chociażby w ostatniej potyczce z Legią Michal Papadopulos. Czeski napastnik przy stanie 1:0 dla gospodarzy mógł zdobyć wyrównującego gola. - To była stuprocentowa okazja - przyznał. - Myślałem, że strzelam na pustą bramkę i nie zauważyłem stojącego na linii bramkowej Michała Pazdana. W piłkę trafiłem czysto i myślałem, że jeżeli szybko uderzę, to nikt nie zdoła już interweniować. Bardzo tego żałuję, bo mam świadomość, że gdybym zdobył gola, ten mecz mógłby ułożyć się zupełnie inaczej.


Zapewne sympatycy Piasta powiedzą, że jeszcze nie ma powodu do rozdzierania szat, że ogłoszenie alarmu byłoby przedwczesne. Przy tej okazji mogą się powołać na sezon 2014/2015, w którym gliwiczanie również mieli koszmarny start, bo w pięciu meczach zdobyli… dwa punkty. A po zasadniczej części sezonu mieli na koncie 39 „oczek”. Trudno oczywiście dyskutować z faktami, ale po pierwsze - nie ma żadnych gwarancji, że dojdzie do powtórki scenariusza, a po drugie - w tym sezonie nie ma obróbki skrawaniem, czyli podziału punktów na pół.

 

Z tej samej kategorii