Coraz większa rywalizacja w bramce Piasta

W ostatnich dwóch ligowych meczach w bramce ekipy z Okrzei stanął Dobrivoj Rusov. Jakub Szmatuła z kolei zachował czyste konto w pucharowym meczu ze Stalą. Trener Dariusz Wdowczyk może zacierać ręce.

Cracovia Krakow - Piast Gliwice
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Obaj bramkarze rywalizują ze sobą już czwarty sezon, ale tak jak pisaliśmy niedawno za każdym razem zwycięsko wychodził z tego bardziej doświadczony Szmatuła. Ten sezon pokazuje, że walka o miejsce w składzie tym razem może być bardzo zacięta.

 

Zgodnie z oczekiwaniami sezon w gliwickiej bramce rozpoczął Szmatuła, ale zespół zanotował falstart i mecze z Cracovią oraz Pogonią nie należały do specjalnie udanych. – Miałem do siebie pretensje. Czułem, że nie wyglądało to dobrze – opowiada bramkarz Piasta. Trener Dariusz Wdowczyk dokonał zmiany i w Poznaniu zagrał Dobrivoj Rusov . Z jednej strony gliwiczanie przegrali 1:5, ale gdyby nie Słowak, to klęska byłaby jeszcze większa. – Zagrałem pierwszy mecz i puściłem 5 goli. Jak można się domyślać to nie było nic przyjemnego. Musiałem o tym zapomnieć i szybko się pozbierać, tak jak cała drużyna – mówi Dobrivoj Rusov (na zdjęciu z prawej).

 

Dla zdrowia psychicznego

Taka zamiana miejsc może dobrze wyjść obu golkiperom. - Dobo ma za sobą dwa mecze, a ja trochę odsapnąłem, przede wszystkim psychicznie. Zobaczyłem z boku jak to wszystko wygląda i czuję, że dobrze mi to zrobiło. W końcu miałem okazję i czas na analizę i na popracowanie nad błędami w spokoju – wyjaśnia Szmatuła, który rozegrał dobry mecz pucharowy w Mielcu. - Nie straciliśmy goli i awansowaliśmy do kolejnej rundy. To bardzo cieszy. W poprzednich latach często odpadaliśmy już w pierwszej rundzie, albo męczyliśmy się w dogrywkach czy rzutach karnych. Zagramy z Chrobrym, ale teraz myślami jesteśmy już przy piątkowym spotkaniu z Legią w Warszawie. Czasu na treningi nie ma za wiele, trzeba się zregenerować i tyle. Najlepsze zespoły w Europie często grają co trzy dni i nie mają z tym problemów – zaznacza Jakub Szmatuła (na zdjęciu z lewej). Trener Wdowczyk był zadowolony z gry defensywnej w Mielcu. - Musieliśmy być czujni przez całe spotkanie. Rywale mieli kilka czystych okazji, między innymi po strzale głową. Stałe fragmenty czy długie wyrzuty z autu to sytuacji, w których mogliśmy czuć się zagrożeni. Najważniejsze jednak, że zagraliśmy na zero z tylu i awansowaliśmy do kolejnej rundy - przyznał szkoleniowiec zespołu z Okrzei.

 

Więcej szans

Jednym z ważniejszych pytań przed meczem Piasta w stolicy będzie to, kto stanie między słupkami? - Naprawdę nie wiem. Najważniejszy jest zespół, byle wygrywać – odpowiada krótko Rusov. – Trudno powiedzieć – uśmiecha się z kolei Szmatuła.

 

Walka o miejsce w składzie w ogóle jednak nie nadszarpuje przyjaźni Słowaka z Polakiem, co potwierdza każdy z nich. - Jestem w Piaście już ponad 3 lata. Wykonuję swoją robotę najlepiej jak potrafię. Zawsze życzymy sobie wszystkiego najlepszego. Gdy Kuba bronił, trzymałem za niego kciuki, a teraz gdy ja grałem, było na odwrót – przyznaje Rusov. – Poza boiskiem jesteśmy kumplami, nie ma ani grama złości, wszystko między nami jest w porządku. Wzajemnie się wspieramy. Taka jest specyfika tej pozycji, że drugi z nas nie może wejść na 15-20 minut w meczu. Mam nadzieję, że jak najdłużej pogramy w Pucharze Polski, bo to będzie dla nas na plus. Rywalizacja wychodzi nam na dobre – podkreśla Szmatuła.

Z tej samej kategorii