Trener Wisły: Uważają mnie za dziwaka, bo jestem optymistą

Tadeusz Pawłowski
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

- Nie chciałbym mieć mentalności niektórych ludzi, opartej na zawiści i niesłusznej krytyce - mówi Tadeusz Pawłowski.

MICHAŁ TRELA: Ostatnie dwa lata spędził pan w Polsce, ale wcześniej przez 25 mieszkał w Austrii. Coś pana w Polsce zaskoczyło po powrocie z emigracji?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Różnice są duże. Niektórzy odbierają mnie w Polsce jako dziwaka tylko dlatego, że jestem optymistą, lubię pomóc innym, nie lubię obgadywania za plecami i nie cieszę się z nieszczęścia drugiego człowieka. Życzę wszystkim ludziom dobrze, jestem otwarty i luźny, ale też wymagam dyscypliny i chcę, żeby wszystko było zaplanowane. Nie wszystkim to pasuje. Przesiąkłem nawykami z Austrii i nie chciałbym mieć mentalności niektórych ludzi z Polski – opartej na zawiści i niesłusznej krytyce.

 

Dla piłkarzy pana zagraniczne metody są jeszcze niespodzianką czy w Polsce już się trenuje jak na zachodzie?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - W związku z tym, że mieszkałem w Bregencji, gdzie zbiegają się granice austriacka, niemiecka i szwajcarska, miałem idealne położenie, by oglądać w trakcie przygotowań wiele topowych zespołów – Hiszpanów przed wielkimi turniejami, regularnie Borussię Dortmund, rozmawiałem z trenerem Juergenem Kloppem, patrzyłem jak trenował Liverpool. Po tych latach obserwacji, myślę, że w Polsce powoli trening idzie w tym samym kierunku, co na całym świecie. We współczesnym futbolu kładzie się nacisk na kompleksowość – nie liczy się tylko talent, tylko technika, tylko motoryka czy wyłącznie psychologia. Wszystko musi być na najwyższym poziomie i poparte codzienną ciężką pracą. Tu jeszcze trochę musi się zmienić mentalność polskich zawodników. Przykładem są reprezentanci Polski, którzy grają za granicą, są przyzwyczajeni do obciążeń i kiedy trzeba na treningu ciężko pracować, to nie pytają dlaczego, jak i po co, tylko to robią. Na szczęście są przykłady takie jak Krzyśka Mączyńskiego, kiedy zawodnik z polskiej ligi też potrafi poradzić sobie przy takich obciążeniach.

 

Jak wypada porównanie pomiędzy poziomami polskiego i austriackiego futbolu?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Wiele mamy do nadgonienia w kwestii szkolenia młodzieży. 16 lat temu Austriacy rozpisali własną filozofię szkolenia młodzieży i tą drogą nadal podążają. Mają scentralizowane ligi młodzieżowe w trzech kategoriach wiekowych, wszystko jest pod kontrolą Austriackiego Związku Piłki Nożnej. Powstało 11 akademii przy każdym zespole albo przy okręgowych związkach. To nie są akademie takie jak w Polsce, działające na zasadzie, że jutro otwieram akademię Tadeusza Pawłowskiego i zaczynam szkolić młodzież, tylko są licencjonowane przez austriacki związek i działają zgodnie z jego wytycznymi. Wszyscy się tego trzymają i są efekty. Reprezentacja awansowała w rankingu FIFA z 77. miejsca na 10., dokonując największego skoku w ostatnich latach, większość zawodników gra w Bundeslidze, Serie A czy Premier League, doskonale grali w eliminacjach mistrzostw Europy i będą czarnym koniem Euro.

 

A ligi?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Austriacka liga jest bardzo przeciętna. Polska wypada w tym kontekście lepiej. Austria jest małym, 8-milionowym krajem i ciężko w niej sprzedać ligę jako produkt. Wszyscy oglądają tam Bundesligę. Najlepsi zawodnicy wyjeżdżają z Austrii już za młodu. Rapid, Austria Wiedeń czy Red Bull Salzburg to znane, solidne firmy, ale reszta jest bardzo przeciętna. Rok temu mój Śląsk Wrocław grał z austriackim ekstraklasowym Altachem i wygrał 3:0. Pod tym względem nie mamy się czego wstydzić.

 

Austria to dla pana zamknięty rozdział? Zatrudnienie w Wiśle pokazuje, że na dobre wskoczył pan na polską karuzelę trenerską.

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Do tej pory kojarzony jestem jako legenda Śląska, gdzie strzeliłem najwięcej goli w historii w lidze i w europejskich pucharach. Czas popracować w innym miejscu w Polsce. Długo byłem za granicą, ale teraz uważam, że moje miejsce jest tutaj. Oczywiście, mam jeszcze marzenia co do pracy w Polsce czy za granicą, ale w tym zawodzie lepiej nie planować. Wiadomo, że w Polsce są gorące krzesła, trenerzy pracują średnio siedem miesięcy. Ja w Śląsku pracowałem 22, czyli trzykrotnie przekroczyłem tę średnią. W Wiśle chciałbym pracować jeszcze dłużej. O innych miejscach nie myślę.

 

Nie chciał pan po intensywnych dwóch latach odpocząć trochę od futbolu? Wiele trenerów po takim czasie czuje się wypalonych.

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Myślę, że każdy trener chciałby pracować jak najszybciej po zwolnieniu tylko nie zawsze ma propozycje. Niektórzy na polskim rynku czekają dwa i pół roku. To stanowczo za długo. Rozmawiałem z wieloma doświadczonymi trenerami, którzy podkreślali, że trzeba być na rynku, pracować, bo jak się nie pracuje rok-dwa to nazwisko powoli zaczyna być zapominane, dochodzą młodzi, którzy mają sukcesy i łatwo wypaść z rytmu. Dlatego jestem zadowolony, że szybko dostałem pracę, bo kompletnie nie czułem się wypalony. Zatrudniono mnie w klubie, który ma ponad sto lat. 99 procent trenerów chciałoby być na moim miejscu. Dlatego jestem bardzo zmotywowany.

 

Gdzie sytuacja była trudniejsza – dziś w Wiśle czy dwa lata temu w Śląsku?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Zdecydowanie w Śląsku. Wisła, jeśli wszyscy są zdrowi, ma naprawdę dobry zespół. W pierwszej fazie rozgrywek to zresztą pokazywała, była w czołówce. Trzeba dobrze przepracować okres przygotowawczy, żeby tych kontuzji było jak najmniej. Jedna czy dwie zawsze się zdarzają, ale nie tyle co tutaj pod koniec jesieni. Kiedy dołączą do treningów ci kontuzjowani, jakość bardzo się podniesie. To potrzebne. Fajnie, że są młodzi i utalentowani zawodnicy, ale jeśli chcemy odegrać jakąś rolę w lidze, to musimy mieć solidną podstawową jedenastkę, gotową od pierwszego meczu na ciężką walkę. Trzeba wyglądać dobrze i fizycznie i piłkarsko. Tylko zawodnicy dobrze przygotowani dadzą sobie radę w lidze, w której każdy punkt jest na wagę złota.

 

Wisła już wcześniej grała futbol oparty na posiadaniu piłki, który pan preferuje. To chyba ułatwi pracę?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Zdecydowanie. Mój styl gry polega na krótkich podaniach, wyjściach na pozycję i ofensywnym nastawieniu. Mamy dominować nad przeciwnikiem poprzez grę piłką. Wisła też tak próbowała grać. Chciałbym tylko, żeby to było bardziej nowoczesne. Żeby mniej było grania w poprzek czy do tyłu, ale by – kiedy jest możliwość, a przeciwnik jest niezorganizowany – wykorzystać to szybką grą do przodu i strzelać gole. W ostatnim czasie Wiśle brakowało wykańczania dobrych sytuacji. Remisowaliśmy wiele meczów, nie wykorzystując sytuacji bramkowych. Czas to zmienić.

 

Podkreśla pan często, że realne cele motywują, a nierealne frustrują. Oczekiwanie od 13. zespołu w lidze awansu do pucharów jest realnym stawianiem celu?

Tadeusz PAWŁOWSKI: - Tak, bo gdy popatrzymy w tabelę, zobaczymy, że różnice punktowe są bardzo niewielkie. Najważniejsze będzie, by jak najszybciej zespół miał jak najwięcej zdrowych zawodników. Trzeba trafić z formą na pierwsze mecze, jak najszybciej zakwalifikować się do pierwszej ósemki. Wtedy, przy podziale punktów, gdy różnice jeszcze się zmniejsza, sprawa będzie otwarta. A w bezpośrednich meczach jesteśmy w stanie pokonać każdą drużynę w Polsce. Dlatego postawiony cel jest jak najbardziej realny.

 

 

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii