Damian Gorawski: Przezwyciężyłem pustkę. Trwało to pięć lat

KLUCZBORK - GORNIK
 fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

- Nie byłem przygotowany na koniec kariery. Nie miałem planów – mówi były gracz Ruchu, Górnika Zabrze i reprezentacji Polski.

Kiedyś było pana pełno w prasie, niekoniecznie sportowej. Dlaczego pan tak mocno zniknął?

Damian GORAWSKI: - Z własnego wyboru. Dziennikarze zapraszali mnie czasem do telewizji, ale zwykle im dziękowałem. Spodobało mi się, że odchodzę w cień. Nie ma mnie już w kolorowych gazetach. To lepsze niż bycie cały czas opisywanym. Doceniam tę ciszę medialną. Ludzie szybko zapominają. Teraz może nie jestem incognito, czasem ludzie poznają, ale często już nie, bo w młodości miałem inną fryzurę. Nazwisko chyba jeszcze kojarzą.

 

Arkadiusz Głowacki, zakładając szkółkę piłkarską, w której będzie pan pracował, powiedział ostatnio, że dobrze, iż do pana zadzwonił, bo nie miał pan za bardzo co robić. To prawda?

Damian GORAWSKI: - Na pewno cieszę się, że będzie coś nowego. Potrzebowałem nowego impulsu. Poczułem, że się wypaliłem. Długo nie potrafiłem się pogodzić z tym, że w wieku 30-31 lat muszę na zawsze opuścić boisko. Żałowałem, że tak szybko się skończyło. Nie było to dla mnie łatwe. Nie byłem na to przygotowany. Pojawiła się pustka. To uwarunkowane tym, czy mamy rodzinę, zasób finansowy. Finansowo sobie przygotowałem życie. Pod tym względem nie było źle, ale psychicznie dostałem strzał. Trzeba się było poukładać. Ja ogarnąłem się po pięciu latach. Być może potrzebowałem tyle czasu, by ochłonąć i pokochać piłkę na nową.

 

W czasie kariery nie myślał pan o tym, co będzie potem?

Damian GORAWSKI: - Duża w tym zawsze rola menedżera, rodziny. Samoświadomość też musi być wysoka. Trzeba zdać sobie sprawę, że to się kiedyś skończy i trzeba jakoś żyć. Niektórzy piłkarze mówią, że skończą grać i będą fruwać po świecie. Niby jest to jakiś cel. Pięć lat tak funkcjonowałem. Ale potem trzeba jednak mieć po co wstawać z rana, wiedzieć, że ktoś dzięki nam też coś dostaje. To najważniejszy cel. Najgorsze po zakończeniu kariery było to, że nie miałem żadnych planów. Skończyła się nagle. Robiło się coś od dziecka, codziennie chodziło się na trening, a pewnego dnia przychodziła pustka.

 

Pana celem jest teraz szkolenie młodzieży?

Damian GORAWSKI: - Tak. Zacząłem tą pracę dwa lata temu, w Krzeszowicach. Wtedy ci chłopcy mieli po pięć lat. Miałem inne wyobrażenie tego, co mnie czeka. Pamiętam, że już jako dziecko potrafiłem bardzo wiele. W moich czasach każde dziecko potrafiło grać w piłkę. Podwórko nas tego uczyło. Każdy się jakoś prezentował. Grupa 50-100 chłopaków przychodziła na trening, wybierano z niej dwudziestu najlepszych i robiono klasę sportową. Gdy widziałem, jak dzieci dziś operują piłką, myślałem, że to nie do wiary. Miały duże zaległości w kwestii koordynacji ruchowej. Kolosalna zmiana. Dlatego to ciężkie zadanie, które wymaga sporo cierpliwości. Ale to wspaniała praca. Chodzę na treningi z uśmiechem na twarzy. Przy dzieciach sam się wiele uczę.

 

Piłkarskie doświadczenie pomaga w tej pracy?

Damian GORAWSKI: - Myślę, że zwłaszcza na początku rodziców zachęciło nazwisko. Po dwóch latach widzę, że jestem wzorem dla tych dzieci. Są nieszczęśliwe, gdy trening się kończy. Staram się przekazywać swoją wiedzę w zakresie żywienia. Nie chodzi o restrykcyjne diety, ale o podstawy – dużo witamin, zdrowe nawadnianie. Dzieci same się chwalą, co jadły. Nie piją u mnie koloryzowanych napojów, żadnych batonów. Robią duże postępy. Praca nie idzie na marne. Chodzi o to, by w wieku 12-13 lat były przygotowane technicznie i motoryczne. Później większy nacisk jest na szkolenie taktyczne i mentalne. Tego wieku nie można przespać. Chciałbym wychować jakiegoś przyszłego piłkarza.

 

Jak zaczęła się współpraca z Arkadiuszem Głowackim?

Damian GORAWSKI: - Skontaktował się ze mną na początku stycznia. Nie chciał od razu mówić, o co chodzi. Spotkaliśmy się i szybko się dogadaliśmy. Nie mieliśmy na co dzień kontaktu. Urwał się, ale na nowo go odbudowaliśmy. Widać, że to wszystko jest robione, jak sama nazwa wskazuje, z głową.

 

Praca w juniorskiej piłce to pana docelowe zajęcie?

Damian GORAWSKI: - Moim celem na następny rok jest zrobić papiery UEFA A. Praca z dziećmi jest przyjemna, ale warto mieć też takie papiery. Kto wie, może będę chciał pracować w seniorskiej piłce? Na razie nie mam takich zapędów, ale nie wykluczam. Cały czas myślałem, że to na pewno nie dla mnie, bo trzeba poświęcić kolejne pół życia. Teraz nie jestem już tego taki pewny. Poza tym, ten kurs będę traktował też jako okazję do rozwinięcia się.

 

Z tej samej kategorii