Tomasz Hajto: Zbyt niski próg bólu

Trudno oprzeć się wrażeniu, że zimowe okienko transferowe w Lotto Ekstraklasie było słabiutkie - pisze ekspert "Sportu".

WISLA KRAKOW - JAGIELLONIA BIALYSTOK
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Nikogo z naszej ligi nie udało się sprzedać w sposób spektakularny, a do powrotu do kraju szykuje się jedno z wcześniejszych objawień, czyli Petar Brlek. Co tylko potwierdza, że wymagania, jakie stawia przed piłkarzami polska liga są bardzo niskie. A brutalnie weryfikuje ten fakt kontakt z zagranicznym futbolem.

 

Nasz rynek jest o tyle dziwny, że dziś nikt nie wie, kto i w którym miejscu stoi. Nie wiadomo, kto będzie reprezentował Polskę w eliminacjach europejskich pucharów, nie podejmę się dziś wytypowania faworyta rozgrywek. Wszystko rozstrzygnie się zapewne dopiero w rundzie finałowej. Sądzę tylko, że do czołowej czwórki powinno dołączyć Zagłębie Lubin, do którego sporo ożywienia wniósł Mariusz Lewandowski. Pod kierunkiem nowego trenera drużyna zaczęła grać naprawdę fajną piłkę.

 

Znów sypnęło zagranicznym transferami, tymczasem naprawdę rzadko który obcokrajowiec wnosi do naszej ligi, poza pewnym kolorytem, jakość. Dlatego nie wiem, w jakim kierunku zmierza cała liga. Wydaje mi się jednak, że jeśli ktoś zdecyduje się postawić na polską młodzież, i wytrwa w tym postanowieniu przez 2-3 lata, może wszystkim odjechać. Pod warunkiem oczywiście, że młodzi zawodnicy będą przesuwać próg bólu, który dziś jest bardzo niski.

 

Po roku w ekstraklasie wszyscy, a już na pewno zdecydowana większość, deklarują, że są gotowi na wyjazd do silnych lig. A potem - jak ostatnio Jarek Jach w Crystal Palace - zderzają się na Zachodzie ze ścianą. Tak kiedyś nie było. Ja, Jacek Bąk, Piotrek Świerczewski wyjeżdżaliśmy w wieku 20-22 lat i od razu graliśmy. Bez żadnego problemu, bez konieczności przechodzenia aklimatyzacji. Co się zmieniło od tamtego czasu, skoro różnica w poziomach między polską ekstraklasą a Bundesligą czy Ligue 1 jest właściwie taka sama, jak była 20 lat temu?

 

W moim odczuciu problemem jest to, że w Polsce zawodnik w wieku 17-18 lat nie jest przyzwyczajony do dużego wysiłku. Dlatego przeskok z juniorów nawet do polskiej najwyższej ligi bywa ogromny. Trzeba trenować z większą intensywnością już w juniorach, skoro przyjęte w ostatnich latach metody szkoleniowe w tej grupie wiekowej nie przynoszą efektu, a nawet odwrotny od zamierzonego. Tymczasem Szymon Żurkowski, który jest mega zdrowy, z miejsca został gwiazdą. To świadczy dobrze o chłopaku, który dzięki ponadprzeciętnej wydolności trafił od razu na szczyt. Znacznie gorzej natomiast o całej lidze i systemie kształtowania zawodników.

 

Właśnie dlatego pomijam zachowanie na rynku Górnika, który przyjął zupełnie odmienną od większości zespołów politykę kadrową. I dzięki temu ma efekty, których nikt się nie spodziewał. W Zabrzu postawiono na zdolną polską młodzież, skład jest stabilny, a do siły kadry Marcina Brosza - który jesienią wśród ligowych trenerów wykonywał zdecydowanie najlepszą robotę - także trudno się przyczepić. Dlatego trzymam kciuki, aby nie był to jednorazowy wybryk, tylko długotrwała tendencja. Bo powinna się opłacać.

 

Z tej samej kategorii