Szymon Matuszek: - Byliśmy jak spętani przez stres

Szymon Matuszek
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Demony przeszłości już nie powrócą! - przekonuje piłkarz Górnika, wspominając dramatyczne spotkanie przed rokiem z Niecieczy, po którym zespół został zdegradowany do I ligi.

14 maja 2016 r. był sądnym dniem dla Górnika. 14-krotni mistrzowie kraju po raz trzeci w historii zostali zdegradowani z najwyższej klasy rozgrywkowej, a piłkarze spostponowani przez własnych kibiców.

Jerzy MUCHA: - W niedzielę Górnik ponownie zawita do Niecieczy, na stadion, który kojarzy się wam i kibicom zabrzan jak najgorzej. Koszmary powrócą, czy też głowy zostały zresetowane całkowicie?
Szymon MATUSZEK: - Wiadomo, że pewne rzeczy wyrzuca się z pamięci, nie wraca się już do nich, nie rozpamiętuje ich. Ale nie o wszystkim da się zapomnieć. Każdy z nas miał łzy w oczach, gdy sędzia odgwizdał koniec spotkania. Wielu z nas płakało, chociaż każdy na swój sposób przeżywał ten remis, który okazał się naszą wielką porażką. Jedni popłakali się w szatni, inni szukali sobie miejsca poza nią. Ja siedziałem gdzieś w kącie i też łzy cisnęły mi się do oczu. Było mi bardzo smutno, niewiele do mnie docierało. Spadek nie był jednak czymś, co nas nagle zaskoczyło. Przecież całą drugą rundę i mecze w grupie słabszej byliśmy na miejscu spadkowym. Ta druga część sezonu nie była dla nas dobra, niemniej liczyliśmy, że damy radę, że Górnik nie spadnie.

Ostatecznie Górnik spadł, chociaż wystarczyło strzelić jeszcze jednego gola i wywalczyć tym samym 3 punkty, które byłyby na wagę utrzymania.
Szymon MATUSZEK: - Wygrywaliśmy 1:0 po pięknym golu Rafała Kurzawy z rzutu wolnego. Kilka czy kilkanaście minut byliśmy w ekstraklasie, ale jeden błąd przy rzucie rożnym i wszystko przepadło. Teraz uważam, że zagraliśmy w tym meczu za mało odważnie, że przy stanie 1:1 powinniśmy byli pójść na całość, zagrać bardzo ofensywnie. Tego nie było widać, że Górnik gra mecz o życie. Stres spętał nam nogi, a wystarczyło wygrać 2:1 i nie byłoby degradacji. Romek Gergel miał idealną sytuację, ale jej nie wykorzystał.

W trakcie meczu znaliście wynik z Wrocławia, gdzie Śląsk grał dla Górnika, wygrywając ostatecznie 3:1 z Łęczną?
Szymon MATUSZEK: - Ja nie znałem tego wyniku, myślę, że koledzy też nie mieli takiej wiedzy. Była duża adrenalina, każdy z nas myślał tylko o swoim meczu. O ile pamiętam, to w pierwszej połowie biegałem przy naszej ławce, obok trenera Żurka, ale nie miałem podpowiedzi o wyniku Łęcznej we Wrocławiu. Myśmy musieli wygrać i tylko na tym się skupialiśmy. Podpowiedzi z Wrocławia nic by nam nie dały.

Dali wam za to do wiwatu kibice Górnika. Po spotkaniu musieliście wysłuchać mocnych słów i oddać koszulki, których – zdaniem fanów – nie byliście godni nosić...
Szymon MATUSZEK: - Wtedy to był dla nas wielki szok, nie bardzo wiedzieliśmy po meczu, co się dzieje. Kibice byli i są przyzwyczajeni do tego, że Górnik gra w ekstraklasie, walczy o wysokie cele. A nasza gra nie dawała im radości, nie obroniliśmy wtedy ekstraklasy. Nic dziwnego, że mieli prawo być wkurzeni. Nie ma co rozpamiętywać, dlaczego tak postąpili.

Niedzielne spotkanie w Niecieczy to już będzie mecz zupełnie innych drużyn, grających w nieco innych realiach. Obawia się pan powrotu demonów przeszłości?
Szymon MATUSZEK: - Demony przeszłości już nie powrócą! W obu drużynach zmienili się w dużym stopniu piłkarze, trenerzy, styl gry jest inny. Nie ma więc co porównywać. Termalica nie zaczęła sezonu najlepiej, ale teraz miała sporo czasu na pracę, poprawienie mankamentów. Dla mnie ta przerwa to był czas na poprawienie motoryki, ciężką pracę treningową. Dodatkowe jednostki treningowe były mi bardzo potrzebne. Mamy teraz te same herby klubowe, praktycznie te same nazwy, ale na boisku pojawią się już inni piłkarze. To będzie zupełnie inne spotkanie od tamtego sprzed ponad roku i mam nadzieję, że zwycięskie dla Górnika.

Z tej samej kategorii