Ostra jazda z finiszem w ekstraklasie. Szalony sezon Górnika Zabrze

Gornik Zabrze - GKS Katowice
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Miniony sezon był dla Górnika niczym jazda na rollercoasterze! Wszystko skończyło się szczęśliwie, seria 6 wygranych z rzędu meczów dała upragniony powrót do ekstraklasy.

Po rundzie jesiennej, a zwłaszcza kilku wpadkach w drugiej części sezonu, by wspomnieć wyjazdowe porażki z Pogonią Siedlce czy też MKS Kluczbork, sympatycy zabrzan zaczęli się zastanawiać, czy ich ulubieńcom tak naprawdę zależy na awansie. Teorie spiskowe, graniczące z obłędem, pojawiły się ze szczególną mocą po wpadce w Głogowie. W tym momencie niemal wszyscy postawili krzyżyk na Górniku.


- Jestem urodzonym optymistą, ale nie ukrywam, że to był moment, w którym byłem przekonany, że trzeba będzie spojrzeć na „plan B”. Potem jednak nastąpiły dwa zwycięskie mecze i optymizm wrócił. Dziś mam wielką satysfakcję z faktu, że podtrzymana została pewna „górnicza” tradycja: po spadku z ekstraklasy drużyna tylko przez jeden rok gra na jej zapleczu. I tym razem szybko udało się jej wrócić „na swoje miejsce”, co wywołało całą lawinę gratulacji – mówił po sezonie Bartosz Sarnowski, prezes Górnika, który przyznał, że i on miał chwile zwątpienia. Ale nie miał ich Marcin Brosz, który – zwłaszcza po porażce z Chrobrym - konsekwentnie przekonywał zawodników, że mają się skupić wyłącznie na najbliższym meczu i absolutnie nie myśleć o tym, czy szanse na awans zostały zachowane. Przełomowym momentem było rozbicie Chojniczanki, której zabrzanie zaaplikowali 6 goli. Cztery z nich było dziełem Igora Angulo. Potem poszło już z górki, do trafień Hiszpana dokładał się Rafał Kurzawa, który odnotował najlepszy sezon w swojej karierze. Gdyby nie ta dwójka, nie byłoby powrotu Górnika do ekstraklasy. - Ale to drużyna kreuje liderów! – tak po meczu z Podbeskidziem mówił szkoleniowiec Górnika kładąc szczególny nacisk na zasługi zespołu, a nie indywidualne osiągnięcia.

 

Rywale podali im dłoń
Przed ostatnim spotkaniem sezonu z Wisłą Puławy, zabrzanie wszystko mieli w swoich nogach i głowach. Nie byli zależni od nikogo, wystarczyło zdobyć 3 punkty i... witać się z ekstraklasą. Trzeba jednak przyznać uczciwie, że we wcześniejszych kolejkach to rywale podawali im dłoń, przegrywając w najmniej spodziewanych momentach. Taka sytuacja spowodowała, że Górnik włączył się niespodziewanie do walki o awans. W Puławach wygrana została niemal wyszarpana rywalowi z gardła, końcówka spotkania to był istny horror...


- Dla wielu młodych piłkarzy był to najważniejszy mecz w ich krótkiej przygodzie z piłką. Na ich barkach spoczęła odpowiedzialność za klub i oni ją udźwignęli. Mecz w Puławach rozegraliśmy tak, jak sobie to wyobrażałem. Szczególnie pierwszą połowę. W drugiej było bardziej nerwowo, ale nie straciliśmy kontroli nad spotkaniem. W sporcie sztuką jest umiejętność wygrywania w różnych okolicznościach. Myśmy ten test zdali w ekstremalnie trudnych warunkach, kiedy nie było już marginesu na błąd – tak na chłodno oceniał decydujące starcie Górnika trener Brosz.

 

Kapitan walczył na ławce
W wyjazdowym spotkaniu w Pruszkowie groźnej kontuzji naderwania więzadeł stawu skokowego doznał Szymon Matuszek. Pomocnik Górnika zachował się jednak jak rasowy kapitan, wspierając młodszych kolegów w szatni i na ławce trenerskiej. Nie zagrał już w spotkaniach z Podbeskidziem i Wisłą Puławy, ale mentalnie pomagał drużynie. - Mimo tej kontuzji sezon był dla mnie wyjątkowy – cieszy się kapitan Górnika, który prestiżową opaskę przejął po Adamie Danchu. - Nie tak często robi się awans rzutem na taśmę, było sporo nerwów i emocji, ale wszystko skończyło się dla nas szczęśliwie. Po spadku od razu wróciliśmy do ekstraklasy i mam nadzieję, że Górnik nie będzie już narażony na problemy z utrzymaniem się. Czas na stabilizację w ekstraklasie – dodaje z nadzieją w głosie Matuszek, który – tak jak i jego koledzy – chciałby teraz odpocząć po jeździe na piłkarskim rollercoasterze. A taki właśnie był dla nich miniony sezon w Nice I lidze. Raz w dół, raz w górę! Prawdziwe szaleństwo...

Z tej samej kategorii