W Chorzowie wielkie rozczarowanie. "Nie możemy się załamać"

Milen Gamakow
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

„Niebiescy” w premierze ligowej zaliczyli falstart. - Nie tak miał ten mecz wyglądać – podkreślali piłkarze.

Chorzowianie, podobnie jak ich rywale, zaprezentowali w piątek kiepskie widowisko. Celnych strzałów, ciekawych akcji, emocjonujących starć było bardzo mało. Obydwie drużyny nie chciały zrobić sobie krzywdy. Nie widać było, że przy Cichej spotkały się drużyny, które znajdują się na dole ligowej tabeli i walczą o utrzymanie w ekstraklasie. Gdy wydawało się, że inauguracyjny mecz zakończy się bezbramkowym remisem, zmiennicy Cracovii przeprowadzili akcję, po której padł jedyny gol. Słowak Jaroslav Mihalik, który zimą został wypożyczony do „Pasów” ze Slavii Praga, podał do wbiegającego w pole karne Krzysztofa Piątka. Napastnik w sytuacji sam na sam pokonał łatwo Libora Hrdliczkę. Krakowianie wygrali pierwszy raz w tym sezonie na wyjeździe, a „Niebiescy” zanotowali 13 porażkę w obecnych rozgrywkach!

 

Luka w środku pola
- Jak się czujemy? Bardzo rozczarowani – przyznawał Maciej Urbańczyk, który mógł w piątek strzelić gola. W drugiej połowie uderzył z dystansu, ale piłka przeleciała obok bramki. Defensywny pomocnik w zimowych sparingach trafił do siatki, w ekstraklasie jeszcze ani razu mu się to nie udało. - To jednak nie jest istotne. W pierwszej połowie bardziej dominowaliśmy. Chcieliśmy strzelić gola, ale zawsze nam czegoś brakowało. W drugiej nie byliśmy już tak aktywni. Mecz był jednak wyrównany i zasłużyliśmy przynajmniej na remis. Przy golu dla rywali, popełniliśmy błędy. Krakowianie mieli za dużo miejsca w środku pola, poszła prostopadła piłka, nie zdążyliśmy się ustawić i Piątek strzelił gola. Liczyliśmy w tym spotkaniu na dużo więcej. Przez cały okres przygotowawczy mieliśmy w głowach, jak ważne jest to dla nas starcie. Chcieliśmy dobrze, z punktami, rozpocząć piłkarską wiosnę – ubolewał pomocnik.

 

 

Bułgar po raz pierwszy
Na inaugurację najlepszym graczem Ruchu był Łukasz Surma. Piłkarz, który w czerwcu skończy 40 lat, harował w środku pola i robił to skutecznie oraz z głową. Zatrzymywał akcje rywali, rozgrywał, precyzyjnie podawał i wykonywał to wszystko po profesorsku. W drugiej połowie zabrakło już mu trochę sił i dlatego Waldemar Fornalik wpuścił na boisko debiutanta. Milen Gamakow to, jak na razie, jedyny gracz, który zimą wzmocnił chorzowian. Wypożyczony z Lechii Gdańsk piłkarz wszedł w 79 minucie. Miał mało czasu na zaprezentowanie swoich umiejętności. - Wiadomo, że inaczej wyobrażałem sobie pierwszy występ w Ruchu. Jestem wkurzony, bo każdy z nas wiedział, jaka jest waga tego spotkania i że musimy je wygrać. Spoglądając na całe spotkanie byliśmy w nim trochę lepsi od rywali, ale wystarczył moment nieuwagi i Cracovia wypracowała sobie sytuację bramkową. Czego nam zabrakło? Koncentracji do ostatnich sekund starcia – podkreślał Bułgar, który wspominał także, podobnie jak inni jego koledzy z drużyny, o rozczarowaniu.

 

Długie oczekiwanie
To nie był jedyny debiutant w chorzowskim zespole. W 88 minucie bezproduktywnego Kamila Mazka zastąpił Miłosz Trojak. Wychowanek Górnika Wałbrzych bardzo długo czekał na swój debiut w pierwszym zespole. 22-latek już w 2013 roku został włączony do pierwszej drużyny, ale w ostatnich dwóch latach zmagał się z kontuzjami. - Gdy byłem gotowy do wejścia na boisko, było jeszcze 0:0, ale tuż przed zmianą, Cracovia zdobyła bramkę. Fajnie, że zadebiutowałem, ale niestety wynik jest zły. Myślałem, że pomogę drużynie, ale nie udało się - przyznawał zasmucony pomocnik.

 

Wyprawa do stolicy
- Sytuacja jest trudna, ale to jeszcze nie jest koniec. Jak mówił jeden z wielkich trenerów, dopóki piłka w grze wszystko może się wydarzyć – przyznawał na konferencji prasowej Waldemar Fornalik. - Nie możemy się przecież teraz załamać. Przed nami jeszcze sporo meczów, w których trzeba zdobyć punkty. O starciu z Cracovią trzeba zapomnieć i z podniesioną głową podejść do kolejnych – twierdzi Urbańczyk. – Uważam, że mamy dobry zespół i w następnych kolejkach udowodnimy, że posiadamy umiejętności – przytakiwał Trojak. Z tym, że w niedzielę poprzeczka będzie zawieszona zdecydowanie wyżej. „Niebieskich” czeka wyjazdowa konfrontacja z mistrzami Polski. – Nie ma się co oszukiwać, Legia jest silnym zespołem, ale nie pojedziemy tam ze spuszczoną głową. Kilka drużyn, które są teoretycznie słabsze, pokazało, że w stolicy można wygrać – mówi z optymizmem Urbańczyk. - Nie możemy pozwolić sobie na kolejną porażkę. W Warszawie chcemy zdobyć jakieś punkty – dodaje Gamakow.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~FANUżytkownik anonimowy
~FAN :
No photo~FANUżytkownik anonimowy
"W Warszawie chcemy zdobyć jakieś punkty"....i wtedy Bułgar się obudził:)
13 lut 11:49 | ocena:67%
Liczba głosów:6
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~syrop Użytkownik anonimowy
~syrop :
No photo~syrop Użytkownik anonimowy
Będzie 2:2
13 lut 17:06 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii