Michal Papadopulos: Wiem, jak Ślązacy żyją piłką

- Mieszkam w Ostrawie i jestem takim samym Ślązakiem, jak wy. Wiem, jak ważna jest piłka nożna dla ludzi w tym regionie, bo społeczeństwo jest takie same. Ślązacy są twardzi i pracowici. I bardzo lubią futbol - mówi napastnik Piasta Gliwice.

Pilka nozna. Piast Gliwice. Oboz treningowy w Hiszpanii. 28.01.2018
 fot. Irek Dorożański  /  źródło: 400mm

KRZYSZTOF BROMMER: Gdy w wyszukiwarce internetowej wpisze się się Michal Papadopulos to przede wszystkim można poczytać o... Arsenalu w którym kiedyś pan był. Tak szczerze to denerwują i nudzą pana pytania o historie z szatni „Kanonierów”?

MICHAL PAPADOPULOS: – Oj tak... niemal każdy z dziennikarzy mnie o to pyta, a to było dawno temu i nie ma sensu po tylu latach opowiadać w kółko te same historie. Wolę mówić o czymś innym.

 

Ale z perspektywy czasu, jak pan patrzy na tamten okres?

MICHAL PAPADOPULOS: – To na pewno był fajny moment w moim życiu. Już wtedy mówiłem sobie, że niewielu zawodników w wieku 18 lat ma szansę trenowania w takim zespole z takimi gwiazdami. Mnie to nie zaszkodziłem, że byłem tak młody i byłem w tak wielkim klubie. To mogło mi tylko pomóc, bo wielcy piłkarze często pokazują drogę jaką należy podążać, żeby iść w podobną stronę. Moje doświadczenie piłkarskie było jednak nikłe. Przed Arsenalem grałem tylko w Baniku Ostrawa, a tu znalazłem się w innym świecie.

 

Sporo się pan nauczył np. od Thierry'ego Henry?

MICHAL PAPADOPULOS: – Trochę tak, bo jak się z nimi trenuje to się widzi co wyprawia taki piłkarz. Było widać, że to inna półka, inna klasa.

 

Jak teraz pan biega po polskich stadionach to czasem myśli pan o tym, że coś poszło nie tak, bo mogła albo powinna być zdecydowanie lepsza liga?

MICHAL PAPADOPULOS: – Nie. Tak już nie myślę. Zawsze cieszę się z faktu, że jestem zdrowy i mogę zawodowo grać w piłkę. Jestem szczęśliwy za to wszystko co było. Jeżeli mogło być lepiej... to trudno. Człowiek w danym momencie nie może wiedzieć, jak jego losy się potoczą. Na pewno mogło być lepiej, ale i mogło być gorzej.

 

W ekstraklasie szybko został pan zaszufladkowany jako specjalista od goli głową...

MICHAL PAPADOPULOS: – Nie... to nie jest prawda o mnie. OK, miałem teraz taki okres, że wszystko wpadało po główkach, ale wcześniej było na odwrót. W meczu z mołdawską drużyna zdobyłem bramkę nogą.

 

Jak taki doświadczony piłkarz, jak pan znosi zimowe przygotowania?

MICHAL PAPADOPULOS: – Coraz trudniej, kości bolą, bo nie jestem już najmłodszy (śmiech). A tak na poważnie - te ostatnie trzy tygodnie trochę dały mi się we znaki, ale to normalne w tym okresie.

 

Dołączył w tym oknie transferowym do was Mateusz Szczepaniak. Konkurencja o, chyba, jedno miejsce w ataku staje się jeszcze większa. Czuje pan oddech rywali na plecach?

MICHAL PAPADOPULOS: – Podchodzę do tego normalnie, bo już trochę gram w piłkę. Rywalizacja zawsze wychodzi na plus dla każdego z nas i dla zespołu. Sami na siebie nakładamy presję i każdy z nas wie, że musi dać maksimum jeśli chce grać.

 

Dla kibiców Piasta sytuacja jest prosta. Zespół, żeby wygrywać potrzebuje bramek, a pierwszym największe oczekiwani mogą dotyczyć właśnie pana.

MICHAL PAPADOPULOS: – Tak muszę brać na siebie odpowiedzialność. Piłka nożna to jednak gra 11 zawodników. Najważniejsze będą punkty i myślę, że naprawdę nie będzie istotne kto i ile strzeli goli dla Piasta, ale ile punktów Piast sobie dopisze. Musimy wygrywać, obojętne w jakim stylu.

 

Wiosną waszą siłą mogą być skrzydła i ogólnie pomocnicy? Nie od dziś wiadomo, że napastnicy żyją z podań i jest pan nieco uzależniony od dyspozycji tej formacji.

MICHAL PAPADOPULOS: – Na pewno tak jest. W pierwszym sparingu w Hiszpanii wyglądało to tak, jakbyśmy chcieli. Wiadomo, nie był to taki przeciwnik, który mógł nas czymś zaskoczyć, ale to my dyktowaliśmy warunki. Zdecydowanie więcej można się nauczyć po takich sparingach, jak ten poniedziałkowy z CSKA Moskwa. Zawsze lubiłem grać z silniejszymi od siebie. To był wartościowy sprawdzian.

 

Przyznał pan, że wszystko zaczęło się w Baniku. Chciałby pan zakończyć karierę także w klubie z Ostrawy?

MICHAL PAPADOPULOS: – Hmm... byłoby to wymarzone zakończenie, ale czasami takie życzenia po prostu się nie spełniają, albo są trudne do spełnienia. Może być tak, że skończę grać tutaj w Piaście albo gdzie indziej, kto to wie? Wiem, że wielu lat grania przed sobą już nie mam. Każdy rok gry jest dla mnie ważny. W tym roku kończę 33 lata i może 2 lata na wysokim poziomie dam radę pograć. Jak jednak poczuję, że odstaję to na siłę niczego nie będę ciągnąć. Dlatego w najbliższym czasie będę mnie interesowały tylko roczne kontrakty, bo nie chcę niczego obiecywać czy wiązać się na dłużej gdy nie wiem w jakiej będę formie.

 

Chciałby pan zostać w Piaście, bo obecna umowa obowiązuje tylko do końca sezonu?

MICHAL PAPADOPULOS: – Bardzo bym chciał, nie będę tego ukrywał, ale zobaczymy jak będzie. Gliwice leżą blisko Ostrawy mogę dojeżdżać z domu na treningi, moja rodzina też jest zadowolona. Teraz jednak najważniejsze jest utrzymanie w lidze i myślę tylko o tych najbliższych miesiącach do maja, czerwca.

 

Jest pan Czechem, ale można nazwać pana Ślązakiem...

MICHAL PAPADOPULOS: – Mieszkam w Ostrawie i jestem takim samym Ślązakiem, jak pan. Wiem, jak ważna jest piłka nożna dla ludzi w tym regionie, bo społeczeństwo jest takie same. Ślązacy są twardzi i pracowici. I bardzo lubią futbol. Pamiętam, że w ekstraklasie w przeszłości grało mnóstwo drużyn z Górnego Śląska. Teraz ostał się tylko Piast i Górnik. Szkoda, bo kibice żyją meczami, żyją klubami. Dlatego my musimy wygrywać i się utrzymać. Przede wszystkim dla nich!

 

Przez lata mówiło się, że Czesi przewyższają Polskę jeśli chodzi o szkolenie czy też o reprezentację. Teraz chyba pana w pana ojczyźnie jest lekki kryzys czy zapaść. Zgadza się pan z tym?

MICHAL PAPADOPULOS: – Mieliśmy bardzo fajną i mocną generację w 2004 roku. I ta generacja się skończyła, przeminęła. Teraz jest taki etap przejściowy, poszukiwania ich wartościowych następców, zbudowania solidnej drużyny narodowej. Nie jest to proste i nie da się tego zrobić od razu. Z wami pamiętam było tak samo, mieliście jakiś czas temu kryzys, bo nie kwalifikowaliście się na duże imprezy. Teraz jest inaczej, jesteście w innym miejscu. Pytanie co będzie potem, gdy np. nie będzie Roberta Lewandowskiego? Teraz na mundialu w Rosji Polska ma ogromne szanse na wyjście z grupy i będę im kibicował.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
~Jontek :
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
Ta po za Zabrzem to bardzo po kilka osób na trybunach.Piłką tak ale nie tym co teraz jest na polskich boiskach.Poziom żałosny gra bi i leć.Puchary w wakacje nie całe!
31 sty 18:34 | ocena:88%
Liczba głosów:8
13%
88%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii