Bartosz Kapustka: Nie dam sobie ręki uciąć, że zostanę

Bartosz Kapustka
 fot. Rafał Oleksiewicz  /  źródło: Pressfocus
Michał Trela 02-01-2016 | 08:18

Autor:

- Kto strzeli pierwszego gola w nowym roku, ten odchodzi. Nie uchroniłem się jednak przed nim - mówi Bartosz Kapustka.

Wie pan, że od wielu już lat, kto pierwszy strzeli gola na noworocznym treningu, ten w tym roku opuszcza Cracovię?


Bartosz KAPUSTKA: - Słyszałem o tym i znam wielu chłopaków, których to dotknęło. Śmialiśmy się przed meczem z tej klątwy i... miałem to z tyłu głowy, kiedy na początku meczu, będąc sam na sam z bramkarzem, szukałem kogoś, komu można by zagrać piłkę. W tej sytuacji gol jeszcze nie padł, ale później już się przed nim nie uchroniłem. Czy więc odejdę? Za wcześnie na spekulacje. Zimą raczej nic się nie wydarzy, aczkolwiek ręki za to bym sobie nie dał uciąć. Życie jest przewrotne, wszystko się czasem zmienia, ale ja do tego podchodzę spokojnie. Czas pokaże.


Udany 2015 rok zakończył się dla pana niemiło - informacją o bójce na imprezie. Jak pan do tego podchodzi już z dystansu?


- Nie był to dla mnie łatwy czas. Rodzina i bliscy też się o mnie martwili, ale to wszystko już za mną. Na pewno była to dla mnie nauczka. Dobrze, że dostałem lekcję w takim wieku i do pewnych rzeczy będę podchodził poważniej. Następnym razem trzy razy zastanowię się zanim coś zrobię. Do piłki podchodzę w stu procentach poważnie. 2015 rok obfitował w wydarzenia. Ochłonąłem już po nim. Spędziłem święta z rodziną, z czego bardzo się cieszę, bo ostatnio czasu dla bliskich trochę brakowało.


Jakie ma pan życzenia na 2016 rok?


- Mam nadzieję, że pójdę za ciosem i rok będzie dla mnie pozytywny. Z tyłu głowy myślę o tym, żeby pojechać na Euro, ale do tego jest jeszcze sporo czasu. Musimy z Cracovią wiele udowodnić, a najlepszą receptą, by się na turniej dostać, jest dobra gra w klubie i walka o wysokie miejsce w lidze. W roku 110-lecia klubu możemy powalczyć o wysokie cele. Możemy dużo osiągnąć. Walczymy o przejście do historii i fajne miejsce w tabeli. Pokazaliśmy w poprzednim roku, że gramy dobrze i warto przychodzić na nasze mecze. Oby tak było dalej.


Nawet trening noworoczny pokazał, że atmosfera w drużynie dopisuje.


- Na pewno. Fajnie się razem bawiliśmy i byliśmy szczęśliwi, że mogliśmy się spotkać. To jest na pewno na plus. Kiedy trzeba się skoncentrować, wszyscy podchodzą do tego poważnie, ale bawić też potrafimy się razem. Jesteśmy drużyną zawsze. Zżyliśmy się ze sobą. Była kupa śmiechu przed meczem. Każdy jest dumny z tego, że może brać udział w tej noworocznej tradycji.


Rozmawiał Michał Trela