Ile zostało z talentu? Pawłowski: Odbuduję Wolskiego jak Milę!

Rafał Wolski
 fot. Michał Stawowiak  /  źródło: Fokusmedia

Rafał Wolski wpada do Wisły na kilka miesięcy, by ratować idącą w dół karierę. Trener Tadeusz Pawłowski ma mu w tym pomóc.

Cóż to był za talent, ten Rafał Wolski! Nie chodzi już o same liczby, choć jeśli 19-latek przebija się do pierwszego składu Legii Warszawa, strzela sześć goli, zdobywa Puchar Polski i jedzie na mistrzostwa Europy, nie można takiego debiutanckiego sezonu lekceważyć. Chodzi przede wszystkim o styl, w jakim nastolatek z Kozienic to wszystko robił. Mały, drobny, wątły. Teoretycznie siłowa ekstraklasa powinna go zadeptać. Tymczasem zawsze był sprytniejszy, szybszy od topornych obrońców. Miał w dryblingu luz, nie widziany od dawna u polskich zawodników. Nic dziwnego, że okrzyknięto go wielkim talentem. To był pierwszy i ostatni sezon Wolskiego w seniorskiej piłce.

 

Po Euro 2012 doznał kontuzji, rozsypał się. Gdy tylko zimą się wyleczył, odszedł do Fiorentiny. To był niezwykle ryzykowny ruch. Choć fizycznie nawet w najwyższej formie nie był na poziomie ekstraklasy, wyjechał na Zachód po półrocznej kontuzji. Trudno było oczekiwać, że przebije się w czołowym włoskim klubie. Włosi wykazali wobec niego cierpliwość. W pierwszej rundzie dali zadebiutować. W drugiej, wydawało się, że wszystko zmierza w dobrą stronę. - Do pewnego momentu nie byłem rozczarowany wyjazdem - przyznaje Wolski. Vincenzo Montella wpuszczał go na boisko coraz częściej. W końcu Wolski strzelił pierwszego gola w Serie A, gdy w swoim stylu, ładnym dryblingiem, minął kilku obrońców Atalanty Bergamo. To miał być początek, a był koniec. Kolejnego trafienia w lidze włoskiej już nie doczekał. - Odbudowałem się po półrocznej kontuzji pięty, zacząłem grać, ale wypożyczenie do II-ligowego Bari było nietrafione i nie potoczyło się to wszystko tak, jak chciałem - przyznaje.

 

Wyjazd do Belgii wydawał się idealnym rozwiązaniem, by w trochę słabszej lidze przebić się i wrócić na dobre tory. - Ale trafiłem na drużynę, która w pierwszym okresie mojego pobytu zaczęła wygrywać, a trener nie chciał zmieniać składu. Na mojej pozycji był Sofiane Hanni, który grał dobrze. Miał zostać sprzedany i ja miałem grać w jego miejsce, ale szkoleniowiec dalej na niego stawiał. Nie poszło tak, jak sobie życzyłem - tłumaczy Wolski. Wydaje się, że to tylko wymówka. Po wypożyczeniu Wolskiego, jego drużyna początkowo zaliczyła pięć meczów bez zwycięstwa. To był moment, który Wolski mógł wykorzystać, jednak grał tylko ogony. Później faktycznie Mechelen wygrało 11 z 14 spotkań, ale jesienią znów grało w kratkę. Gdyby Polak zasługiwał, trener w ciągu roku raczej w końcu by na niego postawił.

 

Pierwotnie Wolski miał być w Mechelen jeszcze pół roku, ale wypożyczenie zostało skrócone. Czterokrotny reprezentant Polski przegrał sportowo i cztery miesiące spędzone w Wiśle mają być dla niego odskocznią. Krakowski klub wprawdzie wypożyczył go z opcją pierwokupu, ale z kwotą transferu, która jest w tym momencie dla Wisły abstrakcyjna. Wiele wskazuje na to, że Wolski wpada do Krakowa tylko na moment, a w czerwcu wróci do Florencji, gdzie ma kontrakt jeszcze przez rok i tam rozstrzygnie się jego dalsza przyszłość. Lepsze będą jednak jego karty, jeśli w czasie pobytu w Krakowie udowodni, że nadal potrafi grać. - Zaczyna się nowy etap w mojej karierze. Wracam do Polski po trzech latach. Za granicą raz było lepiej, raz gorzej. Mam dosyć siedzenia na ławce. Chcę grać coraz więcej i mam nadzieję, że w Wiśle będę miał taką możliwość. Chciałbym pomóc drużynie - zaznacza.

 

Wolski oglądał mecz krakowian z Górnikiem Łęczna, a zadebiutować może w sobotę przeciwko Podbeskidziu. Problemów z aklimatyzacją nie będzie miał. - Pawła Brożka znam z reprezentacji Polski, Rafała Pietrzaka z młodzieżówki. Widzę tu zawodników z dużo większym potencjałem niż miejsce w tabeli. Najważniejsze będą pierwsze mecze. Skupiam się na tym, żeby jak najlepiej wejść w drużynę i dobrze się pokazać. Fizycznie jestem przygotowany, omijały mnie kontuzje, cały czas trenowałem z zespołem, ale ostatni mecz grałem 16 stycznia, więc będę potrzebował paru minut, żeby złapać pewność siebie - zapowiada. Trener Tadeusz Pawłowski twierdzi, że mu w tym pomoże. - Inne kluby też się do niego przymierzały. Cieszymy się, że Rafał wybrał nas. Zawodnicy na zakrętach kariery chętnie do mnie przychodzą, po tym jak z Sebastianem Milą znaleźliśmy wspólny język i doprowadziliśmy go do reprezentacji Polski. Z Rafałem też tak może być. Oby nam pomógł jakościowo. Cieszę się, że mamy takiego zawodnika z ciekawą przeszłością w fajnych klubach - podkreśla szkoleniowiec.

 

Wolskiego czeka również wyzwanie przekonania do siebie kibiców Wisły. Wychowanek Legii nigdy nie ukrywał swojego przywiązania do stołecznego klubu. Na profil na Twitterze wrzucał regularnie oprawy warszawskich kibiców, w internecie można znaleźć jego zdjęcia, na których pokazuje "elkę", co na pewno wejścia do krakowskiego klubu nie ułatwi. - Czasu spędzonego w Legii się nie zapomina. Tam stawiałem pierwsze piłkarskie kroki i wchodziłem do dorosłej piłki. To już jednak było. Mam nadzieję, że dobrymi występami przekonam kibiców do siebie. Myślę, że szybko zobaczą Rafała Wolskiego z najlepszych czasów - uśmiecha się. Potrzebuje tego nie tylko Wisła, ale przede wszystkim on sam.

 

 

Plebiscyt PS
Z tej samej kategorii