Śląskie paradoksy z muraw i trybun

To już ostatni moment, by przyjrzeć się temu, co fanów „kopanej” w naszym regionie zaskoczyło w 2017 roku. Wypunktowaliśmy poniżej te elementy, które... nijak nie pasowały do całości obrazu danego klubu, miejsca, logiki zdarzeń.

1. Ruch wygrał na Łazienkowskiej
19 lutego 2017 – a jakby cała wieczność. Dokładnie 328 dni temu Ruch Chorzów wygrał przy Łazienkowskiej z Legią Warszawa 3:1. Sensacyjnie. Mistrzowie Polski byli wtedy w trakcie dwumeczu z Ajaksem Amsterdam w Lidze Europy i wydawało się, że starcie z „Niebieskimi” będzie dla nich tylko miłym przerywnikiem. A tu proszę. Patryk Lipski – z wolnego w okienko. Maciej Urbańczyk – bomba z dystansu. Jarosław Niezgoda – niemal wjechał z piłką do bramki. Bezradna Legia odpowiedziała jedynie honorowym golem Miroslava Radovicia w 84 minucie, a potem pozostawała niepokonana u siebie aż do grudnia. Ruch? Wiemy. Jego kibicom pozostało dziś co najwyżej wracać co jakiś czas do skrótu wydarzeń z tamtego zimowego wieczoru. I ocieranie ukradkiem łezki tęsknoty.

 

2. Kij i marchewka
Dziś, gdy frekwencja na jesiennych meczach zabrzan przekracza regularnie 20 tys., a „górnicy” są rewelacją sezonu ekstraklasowego, trudno nie wspomnieć wydarzenia sprzed ledwie 9 miesięcy. Kiedy - w formie nieśmiesznego żartu primaaprilisowego - 1 kwietnia Górnik przegrał z MKS-em Kluczbork i do miejsca premiowanego awansem tracił 7 punktów, zabrzańscy fani spod szyldu „Torcidy” zażądali... rozliczenia zawodników przez klubowe władze. „Kibice zabrzańskiego Górnika, do dnia 05.04.2017, oczekują od zarządu klubu podania do wiadomości, podjętych kroków, odnośnie ukarania pierwszej drużyny Górnika Zabrze”! Kilka tygodni później natomiast - to też paradoks - inne stowarzyszenie fanów, „Socios Górnik”, zastosowało diametralnie odmienną metodę motywacji: obiecało 100 tys. złotych premii dla drużyny za awans.

 

3. Prezydentowi... na złość (?)
Marcin Krupa - jako prezydent Katowic, a więc reprezentant właściciela GKS-u Katowice - już we wrześniu, w wywiadzie na łamach „Sportu”, obecny sezon pierwszoligowy... spisał na straty („Nawet gdybyśmy pasmo porażek przekuli w pasmo zwycięstw, ekstraklasy nie będziemy w stanie w tych rozgrywkach zdobyć”).

 

Fot. Rafał Rusek / źródło: Pressfocus

Wywiad prezydenta Katowic najpierw zmotywował kibiców, a potem... piłkarzy.

 

Świadomie czy nie - na tyle jednak słowami tymi zmotywował GieKSiarzy, że w tabeli za okres po 18 września (czyli dniu opublikowania rozmowy) zajmują drugie miejsce! A takowe - jak wiadomo - daje awans...

 

4. Sosnowieckie balety
Można być zawodnikiem, który w ekstraklasie nigdy nie grał albo tylko się o nią otarł, mieć wielką szansę na awans i perspektywę rozgrywania kluczowego meczu nazajutrz w południe, a mimo to w nocy poszaleć? Można! Wiedzą o tym doskonale kibice Zagłębia Sosnowiec, którym nazwiska dwóch członków zespołu z sezonu 2016/17 zostaną w głowie na długo, mimo że pewnie chcieliby o nich zapomnieć. Łukasz Bogusławski i Kamil Wiktorski przedłużyli sobie wieczór przed spotkaniem w Głogowie i potem nie pomogli zespołowi uniknąć porażki z Chrobrym, która okazała się kluczowa w kontekście walki o elitę. Sprawa ujrzała światło dzienne długo po fakcie - w dzień inauguracji nowego sezonu napisał o niej „Sport” - ale niektórych na Stadionie Ludowym i tak musiało zaboleć bardzo…

 

5. „Śląski” bez pompy
Wizytówka naszego regionu, obiekt historyczny, zmodernizowany wreszcie po pracach trwających blisko dekadę – ale otwarty jakoś tak bez pompy. Na „dzień dobry” z nowym Stadionem Śląskim zorganizowano… finisz maratonu oraz dzień otwarty dla wszystkich chętnych, okraszony też meczem… oldbojów. Szanujemy oczywiście, że wykonano tu ukłon ku śląskiej społeczności, która z tego dnia otwartego chętnie skorzystała i zwiedziła go w liczbie około 100 tysięcy, ale mimo wszystko – czy tylko na tyle stać było „Kocioł Czarownic”? A nie jakiś wielki koncert czy zawody sportowe? Tak, rozumiemy, jesienna pora, i tak dalej, i tak dalej.... Fakt jest jednak faktem.

 

6. Kukułcze jaj
Prawie dwie dekady czekała Częstochowa na wielką (no, prawie...) piłkę - czyli awans swej drużyny przynajmniej na zaplecze ekstraklasy. A kiedy już „złapano króliczka” (za prywatne pieniądze), okazało się, że w mieście nie za bardzo wiedzą, co z tym niespodziewanym kukułczym jajem. Kibicowskie zadymy (fakt - karygodne) posłużyły za pretekst do wycofania się z umowy dotyczącej półmilionowego wsparcia z miejskiego budżetu, a kwota przeznaczona przez radnych na promocję przez futbol w roku 2018 przyprawiła działaczy pierwszoligowca o... śmiech - przez łzy oczywiście.

 

7. Zgubione DNA
„Recruitment analysis”; „klubowe DNA”, czyli model gry na lata i dostosowany do niego proces kontraktowania zawodników; strategia na najbliższe lata - wiele deklaracji i zapowiedzi padło z ust Łukasza Piworowicza podczas jego prezentacji jako dyrektora sportowego Piasta. Brzmiało to wszystko profesjonalnie, ale.... rozbiło się o boiskową rzeczywistość. Pół roku później dyrektor musiał zwolnić stołek, w międzyczasie w Gliwicach dokonano też wymiany w gabinecie prezesa i na trenerskiej ławce. Klubowe DNA zgubiło się, zanim chyba jeszcze je znaleziono...

 

8. Tłumy pod Klimczokiem
11621 widzów – dokładnie tyle wyniosła frekwencja na meczu Podbeskidzia Bielsko-Biała z GKS-em Katowice, rozegranym 14 października w ramach 13. kolejki Nice 1 Ligi. Ponad 11,5 tysiąca! Była to absolutnie rekordowa publika w (krótkiej) historii nowego stadionu przy ul. Rychlińskiego, co musiało robić wrażenie, skoro mówimy o klubie z miasta, w którym – podobno – rządzi BKS. I skoro mówimy o Podbeskidziu, które generalnie w 2017 roku zawiodło wcale nie mniej niż 2016, „okraszonym” spadkiem z ekstraklasy.

 

9. Jedno miasto - dwie Odry
Niespełna 50-tysięczne miasto z dwoma klubami na tym samym szczeblu rozgrywkowym, w dodatku nazywającymi się… praktycznie tak samo? Jasne, że możliwe. Witamy w Wodzisławiu Śląskim, gdzie egzystują dwaj „spadkobiercy” (albo uzurpatorzy) tradycji ekstraklasowego klubu: APN Odra i Odra Centrum. Tę pierwszą wspierają kibice, tę drugą – bojkotują. A więc „piłka nożna dla kibiców?”. Gdzie tam – wiosną awans z klasy okręgowej do IV ligi wywalczyła Odra Centrum, czyli ta ignorowana. Ale za to z „Maliną”, czyli Marcinem Malinowskim w składzie!

 

10. Bez długów i... przyszłości
Nawet najstarsi górale nie pamiętają już chyba czasów, w których w Polonii Bytom obywało się „bez poślizgów i długów”. Nawet (a może zwłaszcza...) lata gry w ekstraklasie - i kasy z praw telewizyjnych - też upływały na rozważaniach o zaległościach i należnościach. Pół roku temu - po przejęciu drużyny przez spółkę Bytomski Sport - przy Olimpijskiej po raz pierwszy od wielu lat dyskutowało się o futbolu, a nie o pieniądzach. Dyskusja o tych ostatnich przeniosła się za to na salę sesyjną rady miejskiej, gdzie ów restytuowany klub postanowiono... utopić w bagienku politycznego podszczypywania.

 

Z tej samej kategorii