Weekend błądzących golkiperów

Dawno już w jednej kolejce ekstraklasy nie przydarzyło się tak wiele znaczących - bo skutkujących straconymi golami - potknięć bramkarzy.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Wisla Plock - Gornik Zabrze. 09.02.2018
 źródło: 400mm

W piątek - dwie kiepskie interwencje Thomasa Daehne między słupkami bramki Wisły Płock. W sobotę - „asysta drugiego stopnia” Duszana Kuciaka z Lechii przy trafieniu wiślaka Carlitosa. Wreszcie w niedzielę - kiks Dariusza Treli z Bruk-Betu, który trafił w Nikę Kaczarawę i sprokurował gola dla Korony. Sporo jak na osiem spotkań...

 

Daehne w zimowej przerwie wygrał w Płocku rywalizację z niezastąpionym jesienią Sewerynem Kiełpinem. Ale pierwsza jego interwencja z meczu z zabrzanami zmroziła fanów płockich: Damian Kądzior „wrzucił mu piłkę za kołnierz”. - Źle obliczył lot piłki! - ocenia Eugeniusz Cebrat, były znakomity bramkarz m.in. Górnika, który śledził mecz swych następców z Roosevelta.
- Błędna ocena lotu piłki - wtóruje mu były opiekun bramkarzy w polskiej reprezentacji, Andrzej Dawidziuk. Trochę niezręcznie mu „wchodzić w buty” kolegów po fachu z innych klubów, ale ta prosta formułka jest stwierdzeniem faktu zaistniałego na murawie, a nie „cenzurką” wystawianą zawodnikowi i jego opiekunowi.
- W przypadku tak wykonywanych rzutów wolnych bramkarz musi wziąć pod uwagę rotację piłki; fakt, że ona mocno wiruje, dostając jednocześnie w powietrzu przyspieszenia. Nie może więc za wcześnie wykonać wyjścia w jej kierunku - mówi Daniel Pawłowksi. Na co dzień zatrudniony w ROW-ie Rybnik, współpracuje z wieloma ekstraklasowymi golkiperami (m.in. Jakubem Słowikiem Michałem Gliwą czy wspomnianym Kuciakiem), prowadząc specjalistyczne szkolenia pod nazwą „Trening Decyzji Bramkarza”.
Pierwsza niefortunna interwencja Daehne mogła mieć spore znaczenie przy jego pomyłce w II połowie. Tym razem bowiem - po kolejnym stałym fragmencie.... - Jego pozycja startowa była zbyt głęboka - ocenia Pawłowski. Ale też podkreśla, że sytuacja była trudniejsza. - Takie piłki nazywamy „granicznymi”. Bramkarz do końca nie wie, jak zachowa się skaczący do „główki” obrońca, który na dodatek ogranicza mu pole widzenia - wyjaśnia. Rzeczywiście; przed Niemcem w ostatniej chwili „wyrósł” Adam Dźwigała.
- Powinien krzyknąć „moja” - zaznacza Dawidziuk. Być może jednak w tym przypadku na przeszkodzie stanęły względy „komunikacyjne”; to dopiero pierwsze tygodnie golkipera w Polsce... - Na pewno natomiast, mając już piłkę „na rękawicach”, powinien ją był utrzymać w rękach. To ewidentny błąd techniczny - podkreśla Cebrat.
Pozostałe dwie „pomyłki”? Andrzej Dawidziuk broni Trelę i Kuciaka. - Dla zrozumienia tych sytuacji należy zwrócić uwagę na współpracę bramkarz - zespół - tłumaczy. Golkiper „pod wysokim pressingiem” musi mieć wybór paru wariantów zagrania do różnych partnerów. W obu przypadkach tego zabrakło, choć akurat Słowak miał sporo czasu, by lepiej do podania się przymierzyć. A Trela? - Zagrywając do stopera, powinien cofnąć się w kierunku bramki, by po odegraniu doń piłki mieć ciut więcej czasu na ocenę sytuacji. Nie zrobił tego i Kaczarawa, skracając dystans, ograniczył mu pole działania i zmusił do błędu - analizuje Daniel Pawłowski.
„Pierwsze koty za płoty” - chciałoby się podsumować te wpadki. Z całej trójki paradoksalnie w najlepszej sytuacji jest ten, który... popełnił dwa błędy. - Pomogli mu koledzy, bo jego drużyna wygrała. Wtedy takie pomyłki są inaczej odbierane - przypomina Andrzej Dawidziuk. I przypomina, że szybka chęć (i możliwość) rehabilitacji to najlepszy sposób na puszczenie w niepamięć kiepskiego występu.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ksgUżytkownik anonimowy
~ksg :
No photo~ksgUżytkownik anonimowy
TDB!
wczoraj 18:52
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii