Pojedynek bliźniaków w Gliwicach. Kto był górą?

Piast Gliwice - Slask Wroclaw
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Zapowiadaliśmy piątkowe spotkanie Piasta ze Śląskiem również w kategorii „rywalizacji bliźniaczej”. Mateusz i Michał Makowie stanęli po przeciwnych stronach barykady.

I to po okresie - ponadrocznym - w którym z graniem było u nich bardzo krucho. Mateusz - wiadomo; dwa zabiegi, długotrwała rekonwalescencja, czteromiesięczny pobyt o ośrodku rehabilitacyjnym w Barcelonie. Michała kłopoty zdrowotne też nie omijały, przede wszystkim jednak - już po powrocie z nieudanej półrocznej przygody w Bielefeld - miał problem z zapracowaniem na zaufanie u Piotra Nowaka. Być może jednak piątkowa potyczka przy Okrzei odmieni ich ostatnie losy. Nic dziwnego, że obaj panowie po meczu przynajmniej w jednym byli zgodni. „Nareszcie!” - mówili obaj, mając oczywiście na myśli zaliczone ma murawie minuty.

 

Sześćdziesiąt wyczerpujących minut

W przypadku Mateusza uzbierało się sześćdziesiąt. - Mówiłem sobie przed spotkaniem, że jeśli tyle wytrzymam, będę zadowolony. Bo przecież mecz to nie to samo, co - choćby najbardziej intensywny - trening - przypominał gliwiczanin. Dlatego właśnie po godzinie gry, przebiegając obok ławki rezerwowych Piasta, wykonał charakterystyczny gest, oznaczający prośbę o zmianę. - Zaczynały mnie już w tym momencie łapać skurcze - przyznawał.

 

Jak zagrał? Z jednej strony - „bez szału” i charakterystycznego dla obu braci „błysku” technicznego szaleństwa, którym w przeszłości potrafili „oszukiwać” rywali. Z drugiej - miał przecież swoją okazję, bo wygranym pojedynku główkowym w polu karnym Śląska. - Wiem, może wzrostu czasem mi brakuje, ale - paradoksalnie - z „główkami” nigdy nie miałem problemu - dodawał.

 

W ostatniej chwili

Michał spędził na murawie pełne 96 (z doliczonymi w obu połowach) minut. A przecież... jeszcze w czwartek wcale nie było pewności, że w ogóle pojawi się w składzie! - Nie było w przewidzianej na ten mecz jedenastce! - mówiła nam w piątkowy wieczór Magda, siostra obu piłkarzy i ich najwierniejszy kibic.- I nagle wskoczył do składu, bo Robert Pich na ostatnim treningu rozwalił nogę!

 

Pani Magda - często podróżująca za bliźniakami (a wcześniej - z nimi; to ona przez jakiś czas Fiatem 126 p woziła obu nastolatków na zajęcia z Suchej Beskidzkiej do Krakowa!) na ligowe stadiony - tym razem zorganizowała solidne wsparcie. Z gór w piątkowy wieczór ściągnęło na Okrzei kilka samochodów z bliższą i dalszą rodziną, wspierającą Mateusza i Michała. Ich pasażerowie dostali nagrodę, w postaci występu obu braci. - To nie jest zbieg okoliczności, to jest cud! - uśmiechała się nasza rozmówczyni, radując się z możliwości ujrzenia ich na murawie. - Jak zawsze nerwy i stres były ogromne, no bo... komu tu kibicować? Najważniejsze jednak, że obu zobaczyłam na boisku. Cieszy wielki powrót Mateusza do gry; ponad rok na to czekałam i trzymałam za niego kciuki. A remis oznacza, że obaj zdobyli punkt!

 

Dwa punkty widzenia

No właśnie; rzecz w tym jednak, że ów punkt trochę odmiennie przyjęty został przez boiskowych uczestników batalii. - Cenny ten remis - oceniał Michał. - Oczywiście mieliśmy swoje okazje na 2:1 - by przypomnieć sytuację Arka Piecha - ale generalnie chyba jest sprawiedliwie. A Piast, z taką grą, jeszcze wielu drużynom urwie punkty.

 

Mateusz zgadzał się właściwie... tylko z ostatnim zdaniem. - Zespół mam mocny; pokazywaliśmy to w spotkaniach z Cracovią, z Pogonią, a najbardziej - chyba właśnie ze Śląskiem. Wiemy, że w piątek wykonaliśmy dobrą pracę. I w zasadzie moglibyśmy z siebie być zadowoleni - kibice widzieli, że zostawiliśmy całe serce na boisku - ale dopisujemy sobie tylko jeden, a nie trzy punkty. Pomijając fakt, że świetnie bronił Wrąbel, my musimy popracować nad skutecznością, nad wykończeniem akcji.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
~Janek :
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
Kibice górą że nie chodzą na tą ekstraklasową nędzę
7 sie 20:25
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii