Pretensje trenera Piasta Gliwice do zawodników po meczu z Lechią Gdańsk

Piast Gliwice - Slask Wroclaw
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dariusza Wdowczyka mocno zdenerwowała postawa jego zawodników w defensywie, a zwłaszcza, kompletnie niepotrzebne oddawanie inicjatywy przeciwnikowi.

Trenera Piasta Gliwice – nie po raz pierwsze zresztą – mocno zdenerwowała postawa jego zawodników w defensywie, a zwłaszcza, kompletnie niepotrzebne oddawanie inicjatywy przeciwnikowi. – Jeśli damy takim drużynom jak Lechia, Legia czy Lech, zostawi się więcej miejsca, to one wiedzą, co zrobić z piłką. Dlatego mieliśmy doskakiwać do rywala, nie pozwalać mu rozgrywać piłki. Ale tego mi brakowało. Doskakiwaliśmy, owszem, ale nie „wbijaliśmy się” w przeciwnika. Zamiast tego czekaliśmy, co z piłką zrobi. I wskutek tego wielokrotnie musieliśmy wracać 60 metrów za rywalem wyprowadzającym kontry – podkreślał Dariusz Wdowczyk. Boleć musiała także powtarzalność popełnianych błędów, w ofensywie, jak i w defensywie. – Ćwiczymy pewne rzeczy na treningach. I widać wtedy, że zawodnicy wiedzą, co mają robić. Ale potem przychodzi gra o punkty i - być może przez stres meczowy - wszystko wygląda inaczej. Atmosfera w szatni jest dobra, piłkarze są za sobą, ale być może ta drużyna potrzebuje więcej charakteru. Trzeba pojechać na... - wszyscy wiemy, na czym – tłumaczył szkoleniowiec gliwiczan.
Mocno oberwało się Patrykowi Dziczkowi. 19-letni pomocnik, który w poprzednich meczach był mocnym punktem zespołu, w poniedziałek nie zaprezentował się dobrze. W efekcie czego po przerwie nie wyszedł już na boisku. Jak trener Wdowczyk wyjaśnił jego zmianę? – Zbyt dostojnie próbował rozgrywać piłkę. Do tego przydarzyły mu się trzy poważne straty, po jednej z nich dostaliśmy bramkę. To pierwszy powód zmiany w przerwie. Drugi - to szukanie bardziej ofensywnego rozwiązania w sytuacji, w której mieliśmy przed sobą 45 minut gry w przewadze – wyjaśnił.

Szkoleniowiec gliwiczan miał uwagi nie tylko do młodych. W drugiej połowie Konstantin Vassiljev miał dogodną okazję, aby pokonać bramkarza Lechii. Reprezentant Estonii pognał sam na bramkę Kuciaka, ale trafił piłką wprost w golkipera. – „Kostia, zamknij oczy i „włóż” piłkę - ile masz pary w nodze - pod latę” - trzeba by mu powiedzieć. Gdyby z 10 metrów uderzył pod poprzeczkę, piłka by tylko śmignęła koło Kuciaka, który nawet nie zdążyłby zareagować. A tak, to kolejna zmarnowana sytuacja sam na sam – wyliczał trener Wdowczyk, który przed oczami miał podobne sytuacje z poprzedniego sezonu, gdy np. Stojan Vranjesz w meczach z Ruchem i Cracovią nie zamieniał ich na bramki. Akurat w poniedziałek Bośniak był najlepszym zawodnikiem Piasta i pokazał kolegom jak powinno się kończyć bramkowe okazje. To było jednak za mało.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~knurowianinUżytkownik anonimowy
~knurowianin
No photo~knurowianinUżytkownik anonimowy
do ~Borat:
No photo~BoratUżytkownik anonimowy
14 wrz 08:16 użytkownik ~Borat napisał
Poco te pretensje.Chłopaki grają jak potrafią a że nie potrafią to już trudno.
liczyć czas posiadania piłki tylko na połowie przeciwnika

wyeliminować podaniak w poprzek boiska u siebie

za "palenie" pozycji wprowadzić symboliczną karę np. 11 skrzynek Lecha dla kolegów na pociechę
14 wrz 20:49
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~BoratUżytkownik anonimowy
~Borat :
No photo~BoratUżytkownik anonimowy
Poco te pretensje.Chłopaki grają jak potrafią a że nie potrafią to już trudno.
14 wrz 08:16 | ocena:67%
Liczba głosów:3
67%
33%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii