Debiut Ekwadorczyka w Piaście lepszy niż w Madrycie. Czy Valencia w Gliwicach się odbuduje?

Pilka nozna. Ekstraklasa. Piast Gliwice. Joel Valencia. 17.08.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Ekwadorczyk Joel Valencia jest jednym z najciekawszych piłkarzy, którzy w ostatnim czasie trafili do klubu z Okrzei. W hiszpańskiej Primera Division debiutował jako 16-latek. Interesowały się nim wielkie kluby. Teraz ma pomóc gliwiczanom.

W ostatnią sobotę Joel Valencia zadebiutował na boiskach naszej ekstraklasy. W meczu przeciwko Koronie pojawił się na boisku w drugiej połowie, zastępując Mateusza Maka. Akurat jego wejście zbiegło się z tym, że gliwiczanie wbili rywalowi dwa gole i zanotowali pierwszą w tym sezonie wygraną. Valencia ma spore szanse, żeby od pierwszej minuty zagrać w sobotnim spotkaniu przeciwko Jagiellonii.

 

- To zwycięstwo z Koroną bardzo cieszy, ale możemy grać jeszcze lepiej. Co do mnie, to sam widzę, że mam wielkie rezerwy, ale potrzeba mi więcej grania, większej pewności siebie. Na sto procent jestem pewien, że będzie jeszcze lepiej – mówi Valencia.

 

Opiekowali się nim dziadkowie

Jego historia warta jest opowiedzenia. Niewysoki Valencia pochodzi z Puerto Quito. To miasteczko położone 140 km od stolicy kraju Quito, w połowie drogi nad Ocean Spokojny.

 

Kiedy Joel zadebiutował w pierwszym zespole Realu Saragossa, a było to prawie dokładnie sześć lat temu, 28 sierpnia 2011 roku, jego rodzinną miejscowość odwiedzili dziennikarze gazety „El Comercio”. W dużym reportażu przedstawili trudne dzieciństwo młodziutkiego wtedy zawodnika liczącego się hiszpańskiego klubu. W artykule ekwadorskiego dziennika można było przeczytać, że mama Joela – Mireya, urodziła go w wieku zaledwie 12 lat! Zaraz po porodzie poważnie zachorowała. W tej sytuacji wychowaniem malca zajęli się dziadkowie, Maria Castillo oraz Cesar Valencia. „El Comercio” w artykule z początku września 2011 roku pisało, że Joel do babci zwracał się per „mami”, a do dziadka „papi”.

 

Dziadek, z uwagi na trudną sytuację ekonomiczną, spowodowaną chorobą córki i opieką nad kilkuletnim malcem, wyjechał ze chlebem w 2000 roku do Hiszpanii. Ściągnął tam potem wnuczka i żonę. To właśnie na Półwyspie Iberyjskim Joel rozpoczął swoją przygodę z piłką. Do klubu zapisał go nie kto inny, jak dziadek.

 

- Wypisywano wtedy na mój temat różne, często nieprawdziwe rzeczy. Mama urodziła mnie gdy miała nie 12, a 15 lat. Wciąż jest bardzo młoda osobą. Co do dziadków, to faktycznie pojechałem z nimi do Hiszpanii. Grałem najpierw amatorsko, a jako 11-latek trafiłem do Realu Saragossa – tłumaczy.

 

Z najbliższymi, dziadkami i mamą utrzymuje codzienny kontakt. Czy rodzina pojawi się kiedyś na stadionie przy ulicy Okrzei? – Wszyscy są w tej chwili w Ekwadorze, a to kawał drogi. Do tego nie lubią zimna, więc nie wiem, czy zdecydują się na przyjazd do Polski – mówi z uśmiechem.

 

Zagrał przeciw gwiazdom

W klubie z Aragonii zrobił błyskawiczną karierę, a słynny meksykański szkoleniowiec Javier Aguirre, w przeszłości świetny piłkarz, który później prowadził takie kluby jak Osasuna Pampeluna, Atletico Madryt czy właśnie Real Saragossa, dał mu szansę debiutu, jako nastolatkowi.

 

Pod koniec sierpnia 2011 roku Valencia wszedł na boisko w 83 minucie meczu z samym Realem Madryt. W prowadzonym przez Jose Mourinho zespole grały wtedy takie sławy jak Iker Casillas, Xabi Alonso, Sergio Ramos, Ronaldo, Marcelo czy Mesut Ozil. Na boisku zastąpił reprezentanta Meksyku Pablo Barrera. – Zagrałem ledwie kilka minut, a przegraliśmy 0:6. Z tego względu debiut w Piaście zaliczam na większy plus niż tamten wysoko przegrany przez nas mecz – tłumaczy Valencia.

 

Dzięki grze w tak młodym wieku w silnej hiszpańskiej lidze, został najmłodszym Ekwadorczykiem w Primera Division. Jego występ w pierwszym zespole Realu Saragossa wzbudził, co zrozumiałe, ogromne zainteresowanie. Spekulowano, że interesuje się nim sama Barcelona. Przyszłość stała przed nim otworem.

 

Chce się odbudować

Nie wszystko potoczyło się jednak tak, jakby chciał Valencia. Mecz przeciwko „Królewskim” z Madrytu okazał się tylko epizodem. - Regularnie grałem w rezerwach tego klubu. Później przeniosłem się na wypożyczenie do rezerw Malagi, a następnie odszedłem do UD Logrones. W tym zespole czułem się bardzo dobrze i spędziłem tam półtorej roku, grając regularnie. Jestem wdzięczny tamtemu trenerowi Carlosowi Pouso, który sporo mnie nauczył, dzięki temu mogę teraz z tego korzystać. Gdy mam wolne, lubię wracać do Hiszpanii. Czy marzę jeszcze o ponownej grze w Primera Division? Oczywiście, chciałbym tam wrócić. Teraz jednak skupiam się na Piaście i polskiej lidze - podkreśla.

 

Z Piastem podpisał roczny kontrakt z opcją przedłużenia o 3 lata. Kto wie, być może w klubie z Gliwic odbuduje się i znowu wróci do wielkiego futbolu?

Z tej samej kategorii