Mateusz Mak: Ta bramka dużo dla mnie znaczy

Piast Gliwice - Sandecja Nowy Sacz
 fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

- Z Sandecją było widać znacznie żywszego Piasta. Procentuje praca na obozie w Kamieniu, którą wykonaliśmy z trenerem Fornalikiem. Boli natomiast, że nie udało się wykorzystać innych dobrych bramkowych sytuacji - mówi Mateusz Mak.

Najpierw zmagał się z poważną kontuzją kolana, która wyłączyła go z gry na wiele miesięcy. Potem, kiedy już wrócił w tym sezonie, przyplątał mu się kolejny uraz. Na szczęście teraz wszystko jest już w porządku i w sobotę 25-letni zawodnik trafił do siatki rywala po raz pierwszy od kwietnia 2016 roku, kiedy gliwiczan prowadził jeszcze Radoslav Latal, a zespół wywalczył wicemistrzostwo Polski. Trener Waldemar Fornalik dał mu szansę w trudnym momencie, kiedy Piast przegrywał. Mateusz Mak odwdzięczył się pięknym trafieniem, po uderzeniu z kilkunastu metrów, które uratowało jeden punkt.

 

MICHAŁ ZICHLARZ: Powrót na ligowe boiska bardzo cieszy?

MATEUSZ MAK: - Oczywiście; tym bardziej, że zdobyłem bramkę. To dla mnie taka motywacja i nagroda za to, że gdzieś tam doszedłem do formy poprzez ciężkie treningi w ostatnim czasie.

 

Zespół z Nowego Sącza to rywal, który panu leży?

MATEUSZ MAK: - Owszem. Kiedy grałem jeszcze w Radzionkowie, też strzeliłem sądeczanom gola. Fajnie było przeciwko nim znów zagrać; tym bardziej, że mam tam wielu kolegów. Najważniejsze jednak jest to, że dla mnie to powrót na boisko po czterotygodniowej przerwie, spowodowanej kontuzją mięśnia czworogłowego. Wszedłem, strzeliłem gola... Ta bramka dużo dla mnie znaczy.

 

Mecz z Sandecją i punkt zdobyty w dramatycznych okolicznościach może stanowić dla was przełamanie przed kolejnymi ligowymi spotkaniami?

MATEUSZ MAK: - Mam nadzieję, że tak. Z Sandecją było widać znacznie żywszego Piasta. Świadczy o tym choćby to, że oddaliśmy tak wiele strzałów i mieliśmy tyle bramkowych sytuacji. Wcześniej tego nie było. Wydaje mi się, że procentuje praca na obozie w Kamieniu, którą wykonaliśmy z trenerem Fornalikiem. Boli natomiast to, że nie udało się wykorzystać innych dobrych bramkowych sytuacji, które sobie stworzyliśmy.

 

Co mówił trener Fornalik, kiedy w 85 minucie wchodził pan na boisko?

MATEUSZ MAK: - Wchodziłem przy stanie 1:2, więc po prostu miałem rozruszać grę zespołu w ofensywie. Starać się dogonić wynik. Cieszę się, że się udało.

 

W tej chwili nic już panu nie dolega?

MATEUSZ MAK: - Zdrowotnie wszystko jest już bardzo dobrze. Wiadomo, brakuje jeszcze minut w nogach, ale takimi meczami, jak ten z Sandecją, będę pomału dochodził do siebie. A bramka - jak powiedziałem - doda jeszcze energii i dodatkowego „kopa”.

 

Mówi pan, że powoli chce dochodzić do formy, do dobrej dyspozycji. Ale Piast... nie może sobie pozwolić na czekanie i kolejne straty punktów. Stać pana na to, żeby grać od pierwszej minuty?

MATEUSZ MAK: - Tak, jestem do tego gotowy na sto procent. Jeżeli trener Fornalik zdecyduje się wysłać mnie do boju od pierwszej minuty, jestem gotowy pomóc drużynie i walczyć dla Piasta.

 

Z remisu z Sandecją na swoim stadionie nie jesteście chyba do końca zadowoleni?

MATEUSZ MAK: - Grając u siebie, powinniśmy zdobywać trzy punkty. Z drugiej strony - Sandecja nie jest wygodnym rywalem, to twardo grający zespół. Wiedzieliśmy, że tak to spotkanie może wyglądać i różnie może być. Niestety, skuteczność - a raczej nieskuteczność... - okazała się kluczowa w tym meczu.

 

Jest pan optymistą jeśli chodzi o kolejne ligowe spotkania w wykonaniu Piasta?

MATEUSZ MAK: - Tak, jestem. Będziemy się piąć w tabeli. Mamy teraz wszystko w swoich nogach. Zostało jeszcze wiele meczów, a my jesteśmy dobrze przygotowani. Powinno być dobrze.

Z tej samej kategorii