Niespodziewany powrót między słupki bramki Cracovii

Michal Peszkovicz jesienią rzadko mieścił się w kadrze meczowej Cracovii. Wiosnę zaskakująco rozpoczął jako numer jeden.

Cracovia Krakow - Zaglebie Lubin
 fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

36-letni Michal Peszkovicz w ekstraklasie rozegrał już 116 meczów, jednak w ostatnich latach nie było wielu okazji oglądania go na polskich boiskach. Po rozstaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała w 2015, gdzie grał relatywnie dużo, Słowak trafił do Neftczi Baku. Po roku wylądował w Koronie Kielce, ale tam wystąpił w zeszłym sezonie tylko w ośmiu meczach. W lecie Cracovia zatrudniła go jako numer trzy. O miejsce w bramce rywalizowali bowiem Adam Wilk i Grzegorz Sandomierski. Doświadczony golkiper wystąpił w tylko jednym spotkaniu, w Pucharze Polski przeciwko Zagłębiu Lubin (0:3).

 

Po rezygnacji z Sandomierskiego, miał być zmiennikiem Wilka. Niespodziewanie to jednak on jest numerem jeden. Trener Michał Probierz podkreślał, że piłkarz dobrze spisywał się w sparingach, a Wilk zmagał się z urazem. Po starciu ze Śląskiem Wrocław (2:1), raczej nie ma powodów, by mieszać na pozycji bramkarza. 36-latek przy golu nie miał szans, a bardzo dobrze spisał się przy strzale Arkadiusza Piecha. Broniąc go, utrzymał zespół w grze. Nerwowo było także w drugiej połowie, gdy piłka zatańczyła na linii bramkowej. - Widziałem, że muszę interweniować, przemieściłem się szybko i wyciągnąłem się, jak tylko mogłem. Nie wiem czy dotknąłem piłki i czy przekroczyła linię, ale cieszę się, że nie straciliśmy w tej sytuacji gola – podkreśla.

 

Będzie jak Kelemen

Peszkovicz miał dużo powodów do zadowolenia, bo jego interwencje pomogły sięgnąć po trzy punkty. - Bardzo się cieszę, że dostałem szansę. Udało nam się na początku rozgrywek wygrać bardzo ważny mecz u siebie. To nas powinno podbudować. Musimy pracować dalej tak, jak pracowaliśmy w Turcji. Jesteśmy na dobrej drodze – podkreśla.

 

Słowak ostatni raz bronił w lidze w ostatniej kolejce poprzedniego sezonu. Powrót do gry po ośmiu miesiącach przerwy nie wywołał jednak u niego większych emocji. - W zimie rozegrałem dużo sparingów, więc nie było żadnego stresu. Miałem świadomość, że muszę jak najmocniej pomóc zespołowi – tłumaczy.

 

Po jego dobrym występie, Wilk będzie musiał pewnie poczekać na swoją szansę, a Peszkovicz stanie między słupkami także w najbliższym meczu w Białymstoku (sobota, 18.00) z Jagiellonią. - Gdy sprowadzałem do Jagiellonii Mariana Kelemena, wielu pukało się w głowę, a on potem był jednym z najlepszych bramkarzy w lidze – mówił przed meczem z wrocławianami trener Probierz. Wątpliwe, by Peszkovicz wzniósł się na tak wysoki poziom, ale „Pasy” mają z niego aktualnie sporo pożytku. To nie zmienia faktu, że i tak chcą jeszcze w lutym pozyskać z Korony Kielce Macieja Gostomskiego, który z Peszkoviczem rywalizował o miejsce już w zeszłym sezonie. Gostomski podpisał z krakowianami kontrakt obowiązujący od 1 lipca, ale problemy zdrowotne Krystiana Stępniowskiego z Cracovii mogą przyspieszyć transfer. Negocjacje trwają.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~YetiUżytkownik anonimowy
~Yeti :
No photo~YetiUżytkownik anonimowy
Takie trelenie bez ładu i składu. Zatrudnijcie może jakiegoś dziennikarza.
13 lut 21:28
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii