Kadra, święta... piłkarze Ruchu stęsknili się za Cichą

POLSKA U21 - SZWECJA U21
 fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus
Krzysztof Brommer 31-03-2016 | 08:56

Autor:

Wczoraj „Niebiescy” odbyli pierwszy poświąteczny trening, na którym pojawili się wszyscy piłkarze. Wśród nich także młodzieżowi reprezentanci kraju.

 

Waldemar Fornalik w ostatnich dniach miał utrudnione zadanie, bo na treningach brakowało kilku kluczowych piłkarzy. – W piątek na zajęciach mieliśmy tylko 10 zawodników, bo część grała także w trzecioligowych rezerwach – przyznał trener Ruchu.
Wczoraj jednak wreszcie miał z kim trenować, choć powrót na Górny Śląsk, przynajmniej dla Kamila Mazka, okazał się wyjątkowo skomplikowany.


Skrzydłowy Ruchu wracał do Chorzowa z Warszawy pociągiem, który miał dwugodzinne opóźnienie. - Mocno się zdenerwowałem, bo nie sądziłem, że opóźnienia na tej trasie mogą być takie wielkie. Poinformowałem trenerów i kierownika o zaistniałej sytuacji – opowiadał nam Mazek, który mimo obowiązków reprezentanta choć na chwilę mógł poczuć magię Świąt Wielkanocnych. - Po sobotnim meczu pojechałem do rodziny. Niedzielę spędziłem u narzeczonej, a poniedziałek u moich rodziców. Czasu wystarczyło tylko na spotkania przy stole z najbliższymi i na mały... rowerowy wypad – dodaje piłkarz, który z meczów wracał w dobrym humorze. - Wygraliśmy oba spotkania, poza tym każdy z naszej chorzowskiej czwórki miał swój udział w zwycięstwach. Mariusz Stępiński strzelił dwa gole, Łukasz Moneta dołożył jedno trafienie, Patryk Lipski miał kluczowe podania, a ja asystę – wylicza skrzydłowy Ruchu.


W podobnym nastroju wypowiadał się inny pomocnik chorzowian, Patryk Lipski. - Dla młodych piłkarzy każdy mecz ma wielką wartość, bo też każdy woli grać niż trenować. Większość ligowców w okresie przerwy na kadrę nie grała meczów. Dla mnie to wartość dodana – przyznaje pomocnik, który zatęsknił za treningami przy Cichej. - Miło znów wrócić na Górny Śląsk, bo dwa dni spędziłem w Szczecinie. Nie mogłem się doczekać spotkania z kolegami z Ruchu. Choć nie ze wszystkimi, bo z trzema spędziłem kilka ostatnich dni – śmiał się Lipski.

 

Od wczoraj głównym tematem rozmów w szatni Ruchu jest już niedzielny mecz z Wisłą. - Wciąż nie możemy być pewni miejsca w grupie mistrzowskiej. Bardzo zależy nam na tym, by w niedzielę przypieczętować grę w górnej ósemce – stwierdza Lipski. - W sporcie wszystko jest możliwe, ale to był nasz podstawowy cel od samego początku sezonu. Musimy wykonać ten jeden krok, tym bardziej że Wisła po ostatnich meczach poczuła "krew". Ma szansę na wyjście z grupy spadkowej i jest naszym bezpośrednim rywalem – dodaje Mazek. - Marzy mi się, aby do Gdańska jechać już bez zbędnej presji – kończy Lipski.