Młodzi nie postawią autobusu

Szymon Żurkowski
 /  fot. Lukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Maciej Ambrosiewicz i Szymon Żurkowski zewsząd zbierają pochwały i to właśnie ta dwójka defensywnych pomocników może być języczkiem u wagi w starciu Górnika z Wisłą. - Na pewno nie będziemy stawiać autobusu w polu karnym – przekonuje „Sport” Ambrosiewicz, zapowiadając ofensywną grę zabrzan.

Trener Górnika Marcin Brosz miał niesamowitego nosa, stawiając na dwójkę 19-latków, którzy po awansie grają bez żadnych kompleksów, tak jakby ekstraklasa była dla nich chlebem powszednim. Szkoleniowiec Górnika nie mówi tego publicznie, ale w prywatnych rozmowach można usłyszeć od Brosza, że za rok, dwa Żurkowski może dostać powołanie od Adama Nawałki. Podobnie może być z Ambrosiewiczem, który jako junior grał za południową granicą w Karvinie, ale dzięki Janowi Żurkowi został przywrócony polskiej piłce.


O meczu z Wisłą Kraków Szymon Żurkowski mówi dość zdawkowo, nie wchodząc w szczegóły taktyczne. - Środek pola jest bardzo ważny, ale cała jedenastka musi wiedzieć, jak się poruszać taktycznie. Tak jak mówi Maciek, z naszej strony na pewno nie będzie autobusu… - zapewnia „Żurek”, który bardzo rozsądnie podchodzi do swojej kariery, realizując konsekwentnie jej kolejne punkty. Słowa trenera Górnika o ewentualnym powołaniu za rok do pierwszej reprezentacji wcale go nie peszą. - Czeka mnie jeszcze długa droga i jest stanowczo za wcześnie, by o tym mówić. Skupiam się wyłącznie na pracy, interesuje mnie głównie to, co czeka mnie dzisiaj, jutro, a nie za rok, dwa – w sposób bardzo wyważony wypowiada się na ten nieco delikatny temat.

 

Rozumieją się bez słów
- Z „Żurkiem” bardzo się lubimy, ale niekoniecznie trzeba się przyjaźnić, by dobrze się rozumieć na boisku - przekonuje Maciej Ambrosiewicz. - Ważne jest to, że obaj podobnie rozumiemy piłkę, taktykę, oglądamy mecze. Jak widzę, że Szymon biegnie w jedną stronę, to ja w drugą. Uzupełniamy się wzajemnie, w danej chwili wiemy, co każdy z nas ma robić. Śmiało mogę powiedzieć, że dogadujemy się bez słów. Mamy dobre kontakty, a to tylko pomaga – uważa „Ambro”.
A jak całą sprawę widzi jego rówieśnik? - Z Maćkiem wcześniej się nie znaliśmy, zagraliśmy razem w Górniku kilka meczów i to wystarczyło, by się zgrać. Na treningach współpracujemy z sobą, dobrze się ustawiamy i są tego efekty. Nie ma między nami żadnych barier, wiele spraw, także tych poza piłką, widzimy podobnie. Jak to rówieśnicy. Poza treningami i meczami raczej nie spędzamy wspólnie wolnego czasu, ale to nam nie przeszkadza. Ważne jest, że na boisku wiemy doskonale, co mamy robić – twierdzi „Żurek”, który – tak jak i jego przyjaciel, nie odczuwa przed meczami żadnego stresu czy lęku. - Nieważne, czy gram przeciwko Legii czy Wiśle, zawsze jestem spokojny, czyli bezstresowy – dodaje Szymon.

 

Żurkowski miał znakomitą końcówkę w Nice I lidze, wnosząc ogromny wkład do awansu. W ekstraklasie nie zwalnia tempa, prezentując grę godną prawdziwego rutyniarza. Co ciekawe, jeszcze rok temu występował na zupełnie innej pozycji. - W Gwarku Zabrze grałem jako podwieszony napastnik, typowa dziesiątka. Teraz jestem defensywnym pomocnikiem, boiskową szóstką. Mimo tego, że mam zupełnie inne zadania, to jednak zostałem odpowiednio przygotowany do nowej roli. Nie boję się nowego wyzwania, myślę, że idzie mi całkiem dobrze. Muszę jeszcze sporo poprawić, ale w tym pomaga mi trener, który koryguje moje zagrania na treningach i meczach. Cały czas analizujemy błędy i staramy się je usuwać. A co do zmiany pozycji, to trener potrafi mnie ustawić na każdej. Trzeba grać tam, gdzie sytuacja tego wymaga – mówi wychowanek Szkółki Piłkarskiej MOSiR Jastrzębie, który poprzez Gwarka trafił na Roosevelta.

 

Kolejny egzamin dojrzałości
Jak zagrać, by zatrzymać rozpędzoną Wisłę? - Przede wszystkim musimy wyeliminować błędy, które przytrafiły nam się w Białymstoku – twardo zaznacza „Ambro”. - Chcemy, by gra z naszej strony wyglądała coraz lepiej, chcemy się rozwijać. Z „Jagą” wcale nie musieliśmy przegrać, była sytuacja na 2:0, były też okazje Rafała Kurzawy przy stanie 1:1. Nasze nieszczęście zaczęło się jednak od pierwszego rzutu karnego. Po meczu była złość, głównie na samych siebie, że w taki sposób przegraliśmy. A można było spokojnie wygrać. Wygraliśmy w lidze jeden mecz, wygraliśmy w Pucharze Polski, ale to jeszcze nic nie znaczy. Przed nami jeszcze 35 spotkań ligowych. Dzisiaj nas chwalą i bardzo fajnie. Ale jutro mogą już o nas mówić krytycznie, wszystko się może zmienić. Dlatego musimy cały czas ciężko pracować i rozwijać się – z przekonaniem mówi „Ambro”, dodając, że mecz z Wisłą Kraków będzie dla niego i Żurkowskiego kolejnym egzaminem dojrzałości. - Musimy uważać szczególnie na Carlitosa i Breleka. Wiemy jak oni się ustawiają, wiemy co mamy robić. Będzie dobrze dla Górnika! - dodaje na koniec Ambrosiewicz.

Z tej samej kategorii