Mariusz Śrutwa: Jerzy Wyrobek miał rację

Mariusz Śrutwa
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia
17-02-2016 | 14:57

Autor: Łukasz Żurek

Były napastnik chorzowskiego Ruchu analizuje przyczyny indolencji strzeleckiej czterech zespołów ekstraklasy z województwa śląskiego.

Delikatnie rzecz ujmując – to nie była wystrzałowa premiera. W pierwszej tegorocznej kolejce ekstraklasy wszystkie cztery zespoły z województwa śląskiego nie zdobyły bramki…

 

ŁUKASZ ŻUREK:Zbliżają się Wielkie Derby Śląska. Kanonady na otwarcie stadionu przy Roosevelta nie powinniśmy się spodziewać?
MARIUSZ ŚRUTWA: - Tak prestiżowe derby bardzo rzadko kończyły się bez goli. Jestem pewien, że tym razem również nie skończy się 0:0. Będzie remis, ale bramkowy. Do otwarcia stadionu droga wprawdzie daleka, bo doczekamy się uruchomienia tylko części obiektu, ale i tak atmosfera tego spotkania wręcz wymusi na zawodnikach strzelanie goli.


Kibice Górnika „dopingują” swoich zawodników na długo przed pierwszym gwizdkiem. Transparent wywieszony na klubowym budynku wyraźnie sugeruje derbowe zwycięstw
MARIUSZ ŚRUTWA: - Treść rzeczywiście zawiera mocne słowa. Reakcja na taki rodzaj presji może być różna. Jak ktoś ma silną psychikę, to niewykluczone, że podziała to na niego mobilizująco. Ale ktoś słabszy tylko wzmocni w sobie poczucie niepowodzenia. I zamiast ruszyć z podwójną motywacją do przodu, mentalnie wycofa się.


Akurat zabrzanie powinni się bardzie martwić o defensywę niż o siłę uderzeniową. To, co zaprezentowali obrońcy Górnika w meczu z Cracovią, podpadało momentami pod kronikę kryminalną…
MARIUSZ ŚRUTWA: - To nigdy nie jest problem jednej formacji. Gdyby pozostałe linie zagrały przyzwoicie, nie doszłoby do trzybramkowej porażki. Mówimy o zespole, który gra bardzo nierówno i nie potrafi ustabilizować formy na wysokim poziomie. Kiedy na zakończenie poprzedniego roku Górnik zwyciężył 4:2 w Lubinie, wydawało się, że wreszcie coś zagrało. Ale okres przygotowawczy znowu coś w tej drużynie zaburzył. Pytanie, czy na chwilę, czy na dłużej…

 

Ruch tymczasem ma w swoich szeregach najlepszego w tym momencie polskiego strzelca ekstraklasy, Mariusza Stępińskiego. Tyle że w ostatnich sześciu kolejkach z akcji do siatki trafił tylko raz. Został przez rywali rozpracowany na dobre?
MARIUSZ ŚRUTWA: - Uważam, że nie. To kwestia czasu, kiedy Stępiński znów zacznie zdobywać bramki. Ruch to drużyna nieobliczalna, która nie uznaje średniactwa. Potrafi zgarnąć komplet punktów po świetnej grze, a w następnym meczu polec - czasem w koszmarnym stylu. Jeśli przeciwko Zagłębiu chorzowianie zaliczyli ten słabszy występ, to tym lepiej im to wróży przed niedzielnymi derbami.

 

Ale może wcześniej zdradzi pan, jak najłatwiej „trafić” do napastnika, który nie strzela goli? Pogłaskać, rozsierdzić czy… zaproponować psychologa?
MARIUSZ ŚRUTWA: - Nie ma jednego niezawodnego sposobu. W moje karierze widziałem różne schematy postępowania. Byli trenerzy, którzy nieskutecznych napastników głaskali, a byli tacy, którzy woleli zbluzgać. Inni odsyłali zawodników do rezerw albo sadzali na ławę, by potem - kiedy wróciła skuteczność – chwalić się, że to ich zasługa. Zawsze będę powtarzał słowa świętej pamięci Jerzego Wyrobka. Mówił, że jak masz problem ze strzelaniem goli, to na treningu najpierw musisz zacząć od tego, co najprostsze, czyli od trafiania piłką w światło bramki. Dopiero potem możesz dołożyć do tego siłę i celować po słupkach czy okienkach.

 

Słówko o Podbeskidziu. Zespół, który wiosną walczyć będzie o uniknięcie degradacji, ma w kadrze trzech nominalnych napastników, ale ani jeden z nich nie mieści się w - wydawałoby się optymalnym - przedziale wiekowym: 22-32 lata. Jest dwóch młodszych i jeden starszy…
MARIUSZ ŚRUTWA: - Metryka nie strzela. Nikt nie narzekałby na 33-latka, który regularnie trafia do bramki. Nie wypadałoby wtedy wypominać wieku.

 

Tyle lat ma właśnie Robert Demjan, były król strzelców. Ile z tego króla zostało?
MARIUSZ ŚRUTWA: - Nie idzie mu od grudnia za dobrze, ale to nie znaczy, że zapomniał, jak się strzela gole. Udowodnił już, że potrafi to robić. W jego gestii leży to, jak się teraz odblokować. Na pewno nie pomaga mu fakt, że gra w zespole, który zamyka tabelę. Byłoby mu łatwiej, gdyby drużyna znajdowała się na fali i gdyby miał wokół siebie kolegów, którzy potrafią mu pomoc. To bardzo niekomfortowa sytuacja, kiedy napastnik jest „zakopany w piachu” i jeszcze ciąży na nim odpowiedzialność za wygrywanie meczów. Wtedy najtrudniej o przełamanie.

 

Ogromna presja ciąży na liderującym Piaście. Spodziewał się jałowej inauguracji roku w wykonaniu gliwiczan?
MARIUSZ ŚRUTWA: - Przez całą jesień mówiłem, że najtrudniejsza dla Piasta będzie inauguracja rundy rewanżowej. Siłą rozpędu wychodzi czasem wszystko, a problemy zaczynają się wtedy, kiedy po przerwie w rozgrywkach tak naprawdę trzeba zacząć wszystko od nowa. Na razie moja prognoza się sprawdziła, ale życzę gliwiczanom szybkiego powrotu na zwycięskie tory i mistrzostwa Polski. Byłby to koronny dowód na to, jak wiele znaczy pomysł na drużynę i styl jej prowadzenia. Zobaczylibyśmy, że nie trzeba milionowych transferów, żeby wygrać ligę. To zrobiłoby dobrze całej polskiej piłce.