Marek Chojnacki: Piast Gliwice może powtórzyć doskonałą rundę

PIAST GLIWICE - LECH POZNAN
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus
29-01-2016 | 21:58

Autor: Łukasz Żurek

Nasz rozmówca uważa, że do ostatnich kolejek o tytuł mistrzowski walczyć będą aż cztery drużyny: Legia, Lech, Piast i Cracovia.

Mimo że okienko transferowe nie zostało jeszcze zamknięte, powoli rozpoczyna się odliczanie do inauguracji wiosennej odsłony rozgrywek. Do pierwszego gwizdka zostały dokładnie dwa tygodnie. Wyścig zbrojeń i giełda spekulacji – tak wygląda dzisiaj zimowy pejzaż rodzimej ekstraklasy…

 

ŁUKASZ ŻUREK:Ci, którzy lubią i cenią polską ekstraklasę jako tzw. produkt, już jesienią obawiali się, że w rundzie rewanżowej nie będziemy oglądać na naszych boiskach dwóch czołowych strzelców ligi. Denissa Rakelsa już nie ma…
MAREK CHOJNACKI: - Rakels biegał po polskich boiskach przez pięć lat, ale dopiero w tym sezonie regularnie zaczął zdobywać bramki i pokazał, że drzemie w nim nietuzinkowy snajper. Być może jednak mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem tzw. złotej rundy. Nie mamy gwarancji, że w drugiej części rozgrywek strzeliłby kolejnych 15 goli. Równie dobrze mógłby osiąść na laurach. Zresztą, zobaczymy jak potoczy się jego przygoda z piłką angielską. Mówimy o piłkarzu, który ma dosyć niepokorny charakter. Może się okazać, że dołączy do grona tych, którzy po wyjeździe z Polski w poszukiwaniu lepszego chleba okazywali się bezradni. Inny snajper, Kamil Wilczek, to tylko przykład pierwszy z brzegu.

 

No dobrze, tylko kto teraz będzie gonił Nemanję Nikolicia w klasyfikacji strzelców?
MAREK CHOJNACKI: - Jego nie dogoni już nikt. Ma taką przewagę nad resztą stawki, że musiałoby się stać coś nadzwyczajnego, żeby zrzucić mu z głowy koronę. Zdaję sobie sprawę, że za dzień lub dwa ktoś go może jeszcze z Legii wykupić, bo bramkostrzelni napastnicy to towar kuszący jak świeże bułeczki. Ale nie spodziewam się takiego scenariusza. Czytałem ostatnio wypowiedź Nikolicia – wyraźnie powiedział, że jest mu w Warszawie dobrze i nigdzie się nie wybiera.

 

Robią na panu wrażenie jubileuszowe zbrojenia przy Łazienkowskiej?
MAREK CHOJNACKI: - W mojej ocenie to bardziej uzupełnienia składu niż wzmocnienia. Artur Jędrzejczyk i Ariel Borysiuk to starzy znajomi, więc wiadomo czego się można po nich spodziewać. Ten pierwszy może zagrać na kilku pozycjach i to jego największy atut. Ten drugi nie miał dobrej rundy w Lechii. Z kolei Kasper Hamalainen będzie się musiał mocno natrudzić, żeby w ogóle liczyć na miejsce w wyjściowej jedenastce. W Legii nie będzie mu o to równie łatwo jak w Lechu. Zderzy się z zupełnie innym poziomem konkurencji.

 

Nikt nie ucieka na razie z obozu lidera. To dobry zwiastun dla fanów Piasta?
MAREK CHOJNACKI: - Byłbym ostrożny w tym temacie. W Gliwicach wykonano jesienią kawał dobrej roboty i to nie miało prawa pozostać niezauważone. Niewykluczone zatem, że jakieś pożegnania last minute mogę się tu jeszcze zdarzyć. Bez względu jednak na rozwój wypadków z łatwością mogę sobie wyobrazić, że Piast zalicza równie dobrą rundę jak ta pierwsza. To zespół z charakterem. A na takim fundamencie można naprawdę sporo wygrać.

 

Obserwując zimowe przetasowania kadrowe, można pokusić się już teraz o prognozę, ile drużyn zobaczymy na czele wyścigu tuż przed samą metą?
MAREK CHOJNACKI: - Widzę cztery: Legia, Lech, Piast i mimo wszystko Cracovia. Te drużyny powinny bić się o mistrzostwo do samego końca. Ale z drugiej strony – wystarczy mały kryzys którejkolwiek z tych ekip, by do gry włączył się ktoś inny. Wiosna będzie krótka, czyli margines potknięć niewielki. Zgubisz kilka punktów z rzędu i trzęsienie ziemi gotowe.


W gronie głównych pretendentów do wygrania ligi bez wahania wymienił pan obrońców tytułu. A jakoś nie widać, by lechici z podwójną determinacją szykowali się do decydującego uderzenia…
MAREK CHOJNACKI: - Po prostu nie wykonują nerwowych ruchów. Nie każdy pamięta, że jesienią wielu czołowych graczy Lecha borykało się z kłopotami zdrowotnymi. Wszyscy wrócili już do pełni sił. Jeśli tylko nikomu nic nie będzie dolegać, ten zespół jest wystarczająco silny, by podjąć udaną próbę obrony tytułu.

 

A może w czołówce nareszcie zamiesza gdańska Lechia. Chciałby pan zobaczyć braci Paixao znowu razem?
MAREK CHOJNACKI: - Na razie jest na Wybrzeżu jeden z nich, drugi utknął w rezerwach Śląska Wrocław. Nie do końca chodzi tu jednak o potencjał kadrowy. Od kiedy Lechia ma nowych właścicieli, stanowi dla mnie jedną wielką niewiadomą. Co chwilę czegoś nie wiadomo - kto pierwszym szkoleniowcem, kto na aktualnej liście zawodników i - najważniejsze - jaka jest prawdziwa siła zespołu. Postawiłem przy tym klubie olbrzymi znak zapytania i na razie nie widzę powodu, żeby go usuwać. Pojawił się Piotr Nowak i słyszę, że ma wprowadzić nowe porządki. A ja powiem tak - dopóki trener nie ma wielkiego wpływu na to, co się dzieje z drużyną, to nie jest trenerem. Jakby ktoś nie pamiętał, Lechia będzie „atakować” szczyt tabeli… z 12. miejsca