Mateusz Mak o krok od powrotu do gry, ale musi być ostrożny...

Mak
 fot. Wojciech Włoch  /  źródło: Pressfocus

Mateusz Mak po raz drugi w życiu zmagał się z poważną kontuzją kolana i długą rehabilitacją. Skrzydłowego na nogi - i to niemal dosłownie - postawiło... katalońskie słońce.

Najlepszym dowodem na to, że najgorsze piłkarz ma już za sobą, jest zajrzenie do klubu przed i po treningach. Mateusz Mak przemieszcza się między szatniami, a także trenuje z uśmiechem na ustach. Humor dopisuje cały czas, o czym świadczy początkowy dialog z piłkarzem. - Jak było w Barcelonie, bo kilka tygodni tam spędziłeś? - pytamy „Maczka”. - Bardzo dobrze, testy wypadły pomyślnie, FC Barcelona mnie chce, tylko Piast nie ma zamiaru mnie puszczać. Chodzi o pieniądze. Podobno Luis Enrique jest zdeterminowany, abym trafił do klubu mimo iż on odchodzi – odpowiada pomocnik. Żart zawodnika natychmiast podchwytuje... trener Dariusz Wdowczyk. - Zobaczymy czy uda się z Barceloną porozumieć. Może jakaś wymiana? Nie wiem kogo byśmy mogli ściągnąć... Neymar nie za bardzo, bo już mamy przekroczony limit obcokrajowców spoza Unii Europejskiej – stwierdza szkoleniowiec, który jednak szybko podchodzi do tematu na poważnie. - Niech Mateusz będzie cierpliwy. Oczywiście przydałby nam się teraz w walce o utrzymanie, ale ja wychodzę z założenia, że lepiej wrócić o tydzień później niż o dzień za wcześnie – podkreśla trener Wdowczyk.

 

Życie, jak w... Katalonii

 

Żarty, żartami, ale Mak przeszedł wahania nastrojów, bo po sierpniowej operacji początkowo miał wrócić do grania po 4 miesiącach. Z 4 zrobiło się 9 miesięcy, przez kilka tygodni piłkarz był pod stałą obserwacją katalońskiego lekarza, doktora Ramona Cugata. - Rehabilitację miałem dwa razy dziennie. Rehabilitanci nauczyli mnie wielu rzeczy. Długo tam byłem, bo potrzeba było czasu. Nie będę ukrywał, że dobrze mi się tam mieszkało, bo Hiszpania mi odpowiada. Zwłaszcza zimą. Dużo witaminy D, bo słońca było w nadmiarze, a to także pomaga w dochodzeniu do formy. Miałem wsparcie najbliższych. Ze mną było kilku innych piłkarzy, którzy się rehabilitowali i grali m.in. na Cyprze. Zostałem świetnie przyjęty – opowiada Mak, który miał też możliwość oglądania na żywo Barcelony. - Byłem na dwóch meczach Barcy. Żałuję, że opuściłem mecz Ligi Mistrzów z PSG, ale tak się złożyło, że nie mogłem iść. Ale po meczu na mieście dało się odczuć, co się wydarzyło i jaka zapanowała euforia – przyznaje pomocnik Piasta.

 

Koniec separacji

 

25-letni zawodnik zdaje sobie sprawę, że może być trudno pokazać się kibicom jeszcze w tym sezonie. - Chciałbym pomóc chłopakom, dobrze się czuje, ale nic na siłę. Za kilka dni mam testy i jeśli wszystko będzie w porządku, to zaczynam normalne treningi z drużyną. Trener o tym wie i powiedział „Mateusz nie śpiesz się" – wyjaśnia „Maczek”, który nie odczuwa już żadnego dyskomfortu podczas zajęć. - Czuję się bardzo dobrze. Codziennie trenuję z zespołem, ale wychodzę z nimi na rozgrzewki, a potem trenuję indywidualnie, gdy oni wykonują inne rzeczy wspólnie. Głównie skupiamy się na podbudowie tlenowej i czuciu piłki. To czego najwięcej mi brakowało. Ciągnie na boisko, ale coś mnie trzyma i słyszę głos: siedź jeszcze, poczekaj – stwierdza były piłkarz m.in. Ruchu Radzionków czy GKS-u Bełchatów.

 

Wiara w kolegów i w brata

 

- Przyszły sezon jest moim celem. Wierzę, że koledzy pokażą w końcówce tego sezonu, że jesteśmy dobrym zespołem i utrzymamy się w ekstraklasie. Każdy mecz jest na noże, widać, że drużyny bardziej zabezpieczają tyły. To zrozumiałe, bo łatwo o nerwy. Różnice są małe i trzeba trzymać się z daleka miejsc 15 i 16.
Przy okazji kibice gliwiczan chętnie latem w Gliwicach widzieliby... drugiego Maka, czyli brata bliźniaka Michała, który obecnie gra w Lechii. - Też dostaję takie sygnały od kibiców. Ja za niego nie mogę decydować. Jego sytuacja w Lechii nie jest taka, jakby sobie życzył. Tam jest spora rywalizacja, ale on się nie poddaje. Gdańszczanie walczą o mistrzostwo, czas na decyzję nadejdzie po sezonie. – stwierdza Mak, który rok temu sam świętował sukces, jakim było wicemistrzostwo Polski. Teraz życzy tego bratu, a sam życzy sobie zdrowia i spokoju. - Oczywiście trzymam kciuki za brata – kończy Mateusz.

Z tej samej kategorii