Trener Smuda o bramkarzach Piasta

Rozmowa z Mateuszem Smudą, trenerem bramkarzy Piasta Gliwice.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Piast Gliwice. Sesja. 04.07.2017
 fot. Irek Dorożański  /  źródło: 400mm

Krzysztof BROMMER: Praca z dwoma nowymi bramkarzami to wyzwanie dla pana jako ich trenera?
Mateusz SMUDA: - Oczywiście. To dla mnie nowy bodziec do pracy, bo trzeba się poznać. Z drugiej strony to nie są przypadkowi ludzie, bo obaj byli obserwowani i odpowiednio dobrani, więc już na początku wiedziałem czego mogę się po nich spodziewać.

 

Wiosną z Jakubem Szmatułą rywalizować będą niezbyt znani szerokiej publiczności - Frantiszek Plach i Karol Dybowski. Co może pan powiedzieć o Słowaku?
Mateusz SMUDA: - Jest już doświadczonym golkiperem, nasz skauting poświęcił mu sporo uwagi i w lidze słowackiej zbierał pochlebne opinie. Był praktycznie najsilniejszym punktem FK Senica. Potrzebowaliśmy właśnie bramkarza o takiej charakterystyce jaką on posiada. O jego mocnych i słabych stronach nie chciałbym za bardzo mówić, bo... w ekstraklasie dla innych jest nieznany i niech tak pozostanie. Uważam, że mocnych punktów ma bardzo dużo. U nas zaczął dobrze, bo wybronił „jedenastkę” w sparingu z Jastrzębiem. Oby tak dalej.

 

A 20-letni Karol Dybowski, to bardziej melodia przyszłości?
Mateusz SMUDA: - Jego obserwowaliśmy ponad rok i myślę, że nie tylko my byliśmy nim zainteresowani. Zbierał bardzo dobre recenzje w II lidze. Uważam, że jest to jeden z najbardziej obiecujących młodych bramkarzy swojego pokolenia w Polsce.

 

Jakub Szmatuła ma za sobą trudną rundę naznaczoną przede wszystkim dwoma czerwonymi kartkami, co wcześniej nigdy mu się nie zdarzyło. Jak sobie z tym poradził?
Mateusz SMUDA: - Myślę, że cały zespół ma trudne pół roku. Wielu zawodników popełniało błędy, które miały istotny wpływ na wyniki spotkań. Dla Kuby również była to trudna runda, pod koniec której wkradła się nerwowość. Być może za bardzo chciał pomóc zespołowi i zbyt mocno wziął odpowiedzialność na siebie.

 

Musiał pan z nim odbyć wiele indywidualnych rozmów?
Mateusz SMUDA: - Znamy się i pracujemy z Kubą już bardzo długo. Oczywiście, że rozmawiamy na te tematy. Nie mamy jednak problemu, żeby pomówić także o prywatnych sprawach. Kuba cały czas pracuje tak samo ciężko i jest świadomy co trzeba zrobić. Czasem nadgorliwość nie popłaca i obraca się przeciw piłkarzowi. Może trudno mu się było pogodzić z tymi czerwonymi kartkami, zwłaszcza za starcie z arbitrem, bo na co dzień jest bardzo spokojnym i opanowanym człowiekiem. Jak komuś na czymś bardzo zależy to można stracić panowanie.

 

Jak z perspektywy czasu można ocenić Dobriovja Rusova. Zawsze podkreślał pan, że to dzięki jego postawie na treningach Jakub Szmatuła mógł osiągnąć tak dobrą formę. Z drugiej strony Słowak pewnie liczył na więcej...
Mateusz SMUDA: - Dobo na pewno miał swoje okazje do gry, ale gdy dostawał szanse to nie miał szczęścia. Najpierw nie był gotowy, żeby udźwignąć ten ciężar. Potem bardzo dobrze pracował i współpracował z Kubą, tworzyli prawdziwy zespół i się rozwinął czy dojrzał. Świadczyć o tym mogą ostatnie jego mecze w Piaście, w których zaprezentował się naprawdę dobrze. Podjął taką a nie inną decyzję i można ją zrozumieć. Dziś jest na pewno lepszym bramkarzem niż był, gdy do nas przychodził. Życzę mu dużo szczęścia.

 

Na pytanie kto wiosną będzie numerem jeden raczej pan nie odpowie?
Mateusz SMUDA: - (śmiech) Oczywiście. Nie ma szans. Rywalizacja jest, każdy sparing dostarcza nam materiałów. Dopóki nie ma pierwszej kolejki w lidze, to każdy z bramkarzy ma takie same szanse. Nie ma co ukrywać, że ekstraklasowe doświadczenie jest po stornie Kuby Szmatuły. Mam nadzieję, że nowi konkurenci Kuby podniosą poprzeczkę taka samo wysoko, jak Dobo. Albo i wyżej.

 

Z tej samej kategorii