Michał Koj: Jazda na rollercoasterze

- W każdym z zawodników Górnika drzemie jeszcze większy potencjał - zapewnia obrońca Górnika Zabrze.

Michał Koj
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Krzysztof BROMMER: Jakiś czas temu uczestniczył pan w konferencji, która miała miejsce w kopalni Guido. Tak sobie myślę, że pan osobiście w ostatnim czasie przeżył też taki zjazd i wjazd kopalnianą windą...
Michał KOJ: - Najpierw były poważne urazy, potem spadek z Ruchem, a teraz rewelacyjna jesień z Górnikiem. Życie piłkarza bywa bardzo przewrotne. Ja nie jestem jedynym tego przykładem w zabrzańskim klubie. Jest tutaj kilku chłopaków, którzy przeżyli ogromny wzlot. Tomek Loska czy Szymon Żurkowski jeszcze niedawno grali w niższych ligach, a teraz są czołowymi postaciami ekstraklasy. Gdy się przychodzi do nowego klubu to wiadomo, chce się walczyć o jak najwyższe cele. W Zabrzu traktujemy to dosłownie i bardzo zależy nam na zakończeniu tego sezonu, jak najwyżej. To, że byliśmy na pierwszym miejscu jesienią tak naprawdę nic nie znaczy. Liczy się tylko to, kto będzie pierwszy po 37 kolejkach.

 

W waszym przypadku widać sufit możliwości i umiejętności czy wręcz przeciwnie?
Michał KOJ: - Nie! W każdym z zawodników Górnika drzemie jeszcze większy potencjał. Każdy popełnia błędy i ma co poprawić. Spokojnie stać nas, aby jeszcze w tym sezonie grać o jakieś 20, 30 procent lepiej.

 

W jesiennym meczu z Arką groźnie pan zderzył się z jednym z rywali. Biorąc pod uwagę fakt, że miał pan poważne problemy zdrowotne w Ruchu, znajomi i rodzina odczuwali pewnie spory niepokój. A pan jak do tego podchodzi?
Michał KOJ: - Mama była wtedy na trybunach, bardzo się przejęła, od razu przybiegła do szatni zapłakana, ale byłem przytomny i mogłem ją uspokoić, że tym razem wszystko okej. Nie ma strachu, kiedy wychodzę na boisko. Nie odstawiam nogi czy głowy, choć wiadomo, że ryzyko wciąż jest. Lekarze powiedzieli mi, że jeśli dostałbym z taką samą lub większą siłą w to samo miejsce, co we wrześniu, skończyłoby się wszystko gorzej.

 

Pomysł na Górnika składającego się z piłkarzy z regionu jest też czymś wyjątkowym. Pana zdaniem to miało też wpływ na rewelacyjną frekwencję w Zabrzu?
Michał KOJ: - Jest u nas wielu zawodników z Górnego Śląska, więc kibice mogą się z nami utożsamiać. To dobra rzecz, bo fani nas znają, a my znamy ich. Mam wielu znajomych, którzy z całego serca mi kibicowali i w końcu po latach znów zaczęli chodzić na mecze Górnika. Ruszyli się z domu i przestali być „kanapowymi" kibicami. Głównie dzięki naszej grze i wynikom, a także dzięki atmosferze na stadionie. To dla mnie bardzo miłe.

 

Nie irytowały pana głosy czy dywagacje na temat tego kiedy Górnik „spuchnie"?
Michał KOJ: - Trener Brosz nas bardzo dobrze przygotował. Nie chodzi tylko o stronę sportową, ale mentalnie też sobie poradziliśmy. Nie zastanawiamy się co o nas się mówi i myśli. Takie rzeczy nas nie zdemotywują. Żyjemy swoim „górnikowym" życiem.

 

Jesienią mówiło się przede wszystkim o atrakcyjnym futbolu w waszym wykonaniu. Kibice uwielbiali oglądać mecze z waszym udziałem, bo padało dużo goli. Wszystko pięknie, ładnie, ale dla pana jako obrońcy, to nie do końca chyba najlepsza laurka?
Michał KOJ: - Traciliśmy za dużo goli i to jest aspekt do poprawy wiosną. Strzelanie goli to jedno, ale ich tracenie to druga strona medalu. Nad takimi rzeczami trzeba popracować i myślę, że czas zadziała na naszą korzyść. Jesienią trochę punktów straciliśmy w powiedziałbym głupi sposób. Poprawiając defensywę sami sobie ułatwimy zadanie, bo jestem przekonany, że wtedy jeszcze więcej razy będziemy wygrywali.

 

Tylko dwa mecze w ekstraklasie na zero z tyłu. Tu można doszukać się faktu, że nie zakończyliście roku na czele ligowej tabeli?
Michał KOJ: - Trochę tak. Taki jednak był nasz styl gry. Nie da się ukryć, że części z tych bramek dało się uniknąć. Myślę, że dla nas najważniejsze były zwycięstwa i wynik nie był ważny.

 

Pan jako defensor analizuje rywali z ofensywy?
Michał KOJ: - Sztab przygotowuje nam analizy, zarówno pod względem ofensywy w wykonaniu całego zespołu, jak i poszczególnych piłkarzy, z którymi najczęściej będziemy się spotykać na murawie. Mamy porobione filmiki z zagraniami i zachowaniem danego piłkarza.

 

Wcześniej grał pan na środku obrony, jesienią z kolei trener Marcin Brosz widział pana jedynie na lewej stronie bloku defensywnego. Jak się pan czuł w tej nowej roli?
Michał KOJ: - Jak widać trener Brosz widzie we mnie przede wszystkim na lewej stronie obrony i myślę, że tam zakotwiczę na dłuższy czas. Wiadomo, że bardzo dużo jest do poprawy, choć z drugiej stronie bardzo źle też nie było. Wiem, że na lewej obronie mogę się jeszcze bardzo mocno rozwinąć. Chcę dążyć do doskonałości.

 

Dla trenera bardzo ważne jest zrozumienie i komunikacja w zespole, zarówno na boisku, jak i poza nim. Wiem, że Hiszpan Dani Suarez nauczył się języka angielskiego, ale mimo lekcji polskiego, wciąż u niego jest z tym ogromny kłopot. To jakiś problem dla was?
Michał KOJ: - Fakt, że Igor Angulo trochę lepiej łapie zwroty po polsku, ale z Danim też nie jest tak źle. Podstawowe wyrazy czy zwroty zna i rozumie. Mnie wystarczy, że rozumie okrzyki typu: „czas", „plecy" (śmiech). W szatni z Hiszpanów czasem żartujemy, ale widzimy, że im zależy, że chodzą na lekcje. Trzeba to docenić. Mam nadzieję, że za jakiś czas porozmawiam z nimi tylko po polsku.

 

Apetyty kibiców zostały rozbudzone. Jak pan widzie zbliżającą się rundę wiosenną?
Michał KOJ: - Co ja mogę powiedzieć? Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Gdy awansowaliśmy do ekstraklasy to myślę, że było niewielu kibiców, którzy wierzyli w to, że jedziemy w czubie tabeli. Sądzę, że nawet kibice się nie spodziewali tego, że na prawie każdym naszym meczu w Zabrzu będzie komplet widzów. Naszymi wynikami przyciągnęliśmy jednak fanów, a oni napędzali nas swoim wynikiem. Myślę, że poprzedni rok można było podsumować na duży plus. Oby pod koniec tego roku można było powiedzieć to samo. Najważniejsze to solidnie przepracować przygotowania i wejść w rundę z taka samą mocą, jak jesienią.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~SztygarUżytkownik anonimowy
~Sztygar :
No photo~SztygarUżytkownik anonimowy
Wolniewicz musi sie wziasc w garsc bo czasem po prawej stronie jezdza jakby było pusto. Młody jazda na siłownie i nie ma prawa nikt tak przechodzic. Koju jestes super jeszcze wiecej agresji i bedzie git
22 sty 10:00 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~TorcaUżytkownik anonimowy
~Torca :
No photo~TorcaUżytkownik anonimowy
Z calym szacunkiem ale boki obrony do wymiany, wolniewicz i koj to slaby poziom.
22 sty 00:37 | ocena:60%
Liczba głosów:5
40%
60%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
~Jontek
No photo~JontekUżytkownik anonimowy
do ~Torca:
No photo~TorcaUżytkownik anonimowy
22 sty 00:37 użytkownik ~Torca napisał
Z calym szacunkiem ale boki obrony do wymiany, wolniewicz i koj to slaby poziom.
Jest w ekstraklasie takie coś jak dobry poziom?
22 sty 10:35 | ocena:100%
Liczba głosów:3
0%
100%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii